Wielka płachta zasłoniła Tatry. Mieszkańcy mają dość "reklamozy"

Zakopane zalała fala reklam, z którą postanowili walczyć sami mieszkańcy. Z inicjatywy Muzeum Tatrzańskiego 12-metrowy baner przysłonił widok na góry. Akcja miała na celu nagłośnienie problemu tzw. reklamozy oraz nieskuteczności lokalnych przepisów krajobrazowych.

Ośnieżone szczyty Tatr i rosnące pod nimi drzewa iglaste. O walce z reklamozą w Zakopanem przeczytasz w Eska.
Autor: Pixabay.com
  • W Zakopanem odbył się artystyczny protest wymierzony w chaos reklamowy.
  • Widok na Tatry został symbolicznie przysłonięty 12-metrową konstrukcją z banerów.
  • Za inicjatywą stoi Muzeum Tatrzańskie oraz prof. Hubert Czerepok.
  • Celem akcji było nagłośnienie problemu "reklamozy" i braku skuteczności uchwały krajobrazowej.
  • Uczestnicy apelują o uznanie górskiej panoramy za dobro wspólne.

Niezwykły protest w Zakopanem. Czym była akcja "Panorama wspólna"?

Wyobraź sobie spacer po Równi Krupowej z zamiarem podziwiania Giewontu, a zamiast tego napotykasz ogromną płachtę zasłaniającą cały widok. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w ubiegłą sobotę. Nie była to jednak sprawka wandali, lecz starannie przygotowany artystyczny performans. Jego organizatorem było Muzeum Tatrzańskie, które połączyło siły z prof. Hubertem Czerepokiem, wykładowcą Akademii Sztuki w Szczecinie.

Akcja, nazwana "Panorama wspólna", stanowiła zwieńczenie warsztatów angażujących lokalną społeczność: uczniów, seniorów i mieszkańców Zakopanego. Efektem ich pracy była 12-metrowa instalacja zbudowana ze zużytych banerów i materiałów promocyjnych, ułożonych w taki sposób, aby naśladowały zarys Tatr. Ten nietypowy twór posłużył jako narzędzie protestu, symbolicznie odcinając dostęp do prawdziwego widoku na góry.

Głównym przesłaniem performansu było pokazanie, jak destrukcyjny wpływ na unikalny krajobraz ma wszechobecna w regionie reklamoza. Chodziło o dobitne zilustrowanie faktu, że nadmiar szyldów i billboardów dosłownie kradnie nam widoki, które powinny być traktowane jako dobro wspólne, dostępne dla każdego.

Problem reklamozy w Zakopanem

Inicjatywa Muzeum Tatrzańskiego była odpowiedzią na konkretny problem. To wyraz buntu przeciwko wizualnemu bałaganowi, który od długiego czasu trawi Podhale. Szef placówki, Michał Murzyn, podzielił się zatrważającymi danymi, które skłaniają do zastanowienia. Postanowił on osobiście sprawdzić zagęszczenie nośników reklamowych na słynnej trasie wiodącej w Tatry.

Sam liczyłem billboardy przy zakopiance między Nowym Targiem a Zakopanem. Naliczyłem ich blisko 1200. To pokazuje skalę problemu i skłania do refleksji, czy wszystkie te reklamy rzeczywiście spełniają swoją funkcję – powiedział dyrektor Murzyn.

Czy rozpoznasz te reklamy z lat 90.?
Pytanie 1 z 10
Dwójka dzieci biega po magicznym sadzie owocowym. Nagle na drzewie pojawia się wąż, a owoce zmieniają się w „pewien słodycz”. Jest to reklama...
Czy rozpoznasz te reklamy z lat 90.?

Nagromadzenie 1200 banerów na tak krótkim fragmencie drogi robi przytłaczające wrażenie. Pojawiają się wątpliwości, czy ludzki umysł potrafi w ogóle zarejestrować taką ilość informacji i czy inwestowanie w takie formy promocji ma jeszcze sens. Twórcy inicjatywy zaznaczają, że ich celem nie jest atakowanie lokalnego biznesu, lecz wywołanie dyskusji na temat wspólnego kształtowania przestrzeni publicznej.

Kłopot ma jednak znacznie szerszy wymiar. Zakopiańska reklamoza to nie tylko gigantyczne płachty przy drodze, ale również niezliczona ilość drobnych szyldów, potykaczy i straganów, potęgujących wizualny miszmasz. Taka degradacja miejskiego krajobrazu, w którym każdy komunikat krzyczy o uwagę klienta, przynosi straty wszystkim: zarówno mieszkańcom, jak i przyjezdnym, niszcząc bezpowrotnie urok tego miejsca.

To góry są naszą reklamą. Nie potrzebują dodatkowej promocji – to one przyciągają największą rzeszę turystów – podkreślił dyrektor Muzeum Tatrzańskiego, Michał Murzyn.

Czy uchwała krajobrazowa w Zakopanem działa?

Zarządcy Zakopanego zdają sobie sprawę z problemu wizualnego bałaganu. Próby uregulowania tej kwestii podjęto już kilka lat temu. Lokalne przepisy wprowadzono nie tylko w samym mieście, ale również w sąsiadującej z nim gminie Kościelisko. Władze pod Giewontem zdecydowały się na przyjęcie tzw. uchwały krajobrazowej. Nowe prawo miało precyzyjnie określać warunki sytuowania nośników reklamowych, szyldów oraz elementów małej architektury, co miało zagwarantować porządek i estetykę przestrzeni.

Niestety, praktyka i sam fakt, że mieszkańcy poczuli potrzebę zorganizowania protestu, dowodzą, że przepisy w dużej mierze nie działają. Mimo że uchwała weszła w życie, do dzisiaj trudno dostrzec jej realny wpływ na uporządkowanie reklamowego chaosu. Właśnie ta powszechna niemoc i brak zauważalnych rezultatów stały się impulsem dla społeczności i artystów do wyrażenia swojego niezadowolenia w tak oryginalnej formie.

Wydarzenie "Panorama wspólna" wykracza poza ramy zwykłego pokazu artystycznego. Stanowi ono ważny głos społeczny i zaproszenie do debaty nad tym, czy górska panorama może być chroniona jako nasze wspólne dziedzictwo. Skoro formalne rozwiązania nie przynoszą skutku, niewykluczone, że to właśnie presja obywatelska i podobne happeningi staną się jedyną bronią w walce o to, by widok na Tatry nie został całkowicie zdominowany przez komercyjne komunikaty.

Justyna Dziedziejko: Polska architektura wciąż nie rozumie siły krajobrazu I Architektura-murator

ROLKI