Narodowy Bank Polski u progu paraliżu. Andrzej Domański zapowiada rozmowy z Tuskiem

Atmosfera wokół Narodowego Banku Polskiego staje się coraz bardziej napięta. Już po 4 listopada zarząd NBP może stracić zdolność do legalnego działania, ponieważ liczba jego członków spadnie poniżej ustawowego progu. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański planuje pilne spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem, aby omówić kwestię wakatów. Tymczasem wnioski prezydenta Karola Nawrockiego o powołanie nowych osób czekają na podpis szefa rządu od wielu miesięcy.

Minister Andrzej Domański, a na miniaturze prezes NBP Adam Glapiński. O paraliżu banku przeczytasz na portalu Eska.
Autor: Artur Hojny / Super Express; ART SERVICE / Super Express

Narodowy Bank Polski przed kryzysem. Minister Andrzej Domański zapowiada interwencję

Wokół Narodowego Banku Polskiego narasta poważny problem, a czasu na podjęcie wiążących kroków pozostaje coraz mniej. Instytucji grozi głęboki kryzys organizacyjny, o czym w poniedziałkowej rozmowie na antenie RMF24 mówił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Szef resortu przyznał otwarcie, że obecna sytuacja wymaga pilnego działania na najwyższych szczeblach władzy.

Polityk zadeklarował, że zamierza osobiście poruszyć ten temat w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem. Taka zapowiedź jednoznacznie pokazuje, że strona rządowa doskonale zdaje sobie sprawę z powagi nadchodzącego zagrożenia.

QUIZ. W jakim województwie leży to polskie miasto? Uwaga na trzy pułapki
Pytanie 1 z 15
W jakim województwie leży Jelenia Góra?
Ja bym wolał, aby kwestia zarządu NBP została uregulowana. To nie są moje decyzje. To jest decyzja premiera, z którym będę o tym rozmawiał – powiedział wprost Domański.

Źródło problemu stanowi fakt, że dokładnie 4 listopada 2026 roku kończy się kadencja obecnego wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Brak powołania jego następcy lub innego nowego członka zarządu przed tym terminem sprawi, że liczebność tego gremium spadnie poniżej wymaganego prawem minimum. Przepisy ustawy o NBP precyzują, że organ ten musi liczyć od sześciu do ośmiu osób, tymczasem po odejściu Lipińskiego w składzie pozostanie ich zaledwie pięć.

Jednocześnie Andrzej Domański tonował nastroje, zapewniając, że obecnie nie ma konieczności wprowadzania do banku centralnego zarządu komisarycznego. Zaznaczył przy tym, iż zależy mu na jak najszybszym uporządkowaniu kwestii obsady zarządu NBP. Choć nikomu nie zależy na zaostrzaniu sporu, dalszy brak decyzji może wywołać sytuację bez precedensu w dziejach polskiej bankowości centralnej.

Koniec kadencji Adama Lipińskiego. Donald Tusk blokuje nominacje Karola Nawrockiego

Obecny impas wynika bezpośrednio z arytmetyki oraz obowiązujących regulacji prawnych. Zgodnie z zapisami ustawy o Narodowym Banku Polskim, zarząd składa się z prezesa oraz od sześciu do ośmiu członków. W tej chwili w gremium zasiada dokładnie sześciu przedstawicieli, co stanowi absolutne minimum potrzebne do działania, jednak ten stan wkrótce ulegnie zmianie.

Granicznym terminem jest 4 listopada 2026 roku, kiedy to wygasa mandat wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Jeżeli do tego momentu nikt nowy nie dołączy do składu, w zarządzie pozostanie zaledwie pięć osób. To o jednego członka za mało, aby organ mógł legalnie funkcjonować i wydawać wiążące decyzje.

Uzupełnienie wakatów okazuje się jednak skomplikowane, ponieważ wieloetapowa procedura wymaga porozumienia trzech najważniejszych osób w państwie. W pierwszej kolejności wniosek z nazwiskami kandydatów składa prezes NBP, a następnie formalnego powołania dokonuje głowa państwa, czyli w tym przypadku prezydent Karol Nawrocki. Konstytucja narzuca tu jednak dodatkowy wymóg w postaci podpisu prezesa Rady Ministrów, przez co cały proces nominacji utknął w martwym punkcie z powodu braku kontrasygnaty premiera Donalda Tuska.

Aktualna lista członków zarządu NBP, która niebawem może przestać spełniać ustawowe wymogi liczbowe, przedstawia się w następujący sposób.

• Adam Lipiński, pełniący funkcję wiceprezesa, którego kadencja upływa 4 listopada 2026 roku.

• Marta Gajęcka, zasiadająca w zarządzie do 1 stycznia 2027 roku.

• Paweł Mucha, którego mandat wygasa 1 września 2028 roku.

• Artur Soboń, powołany na stanowisko do 6 grudnia 2029 roku.

• Rafał Sura, pełniący obowiązki do 28 lipca 2028 roku.

• Paweł Szałamacha, którego kadencja kończy się 12 października 2028 roku.

Zegar tyka, a bez stosownego podpisu premiera Donalda Tuska polski bank centralny już za kilka tygodni może pogrążyć się w instytucjonalnym paraliżu.

Kandydaci do zarządu NBP. Wnioski Adama Glapińskiego czekają na podpis premiera

Trwający blokadę spór polityczny i instytucjonalny ma bardzo konkretny wymiar personalny. Dotyczy on określonych kandydatów, których dokumenty już od października leżą na biurku premiera Donalda Tuska, oczekując na jego akceptację. Brak tego jednego podpisu skutecznie uniemożliwia uzupełnienie składu niezwykle ważnego organu państwowego.

Wypełniając ustawową procedurę, prezes NBP Adam Glapiński złożył odpowiednie wnioski, które następnie zatwierdził i skierował do kontrasygnaty prezydent Karol Nawrocki. Na liście oczekujących znajdują się cztery dobrze znane osoby, posiadające bogate doświadczenie w obszarze ekonomii i finansów.

• Ludwik Kotecki, zasiadający obecnie w Radzie Polityki Pieniężnej,

• Przemysław Litwiniuk, pełniący aktualnie funkcję członka Rady Polityki Pieniężnej,

• Marcin Zarzecki, będący obecnym członkiem Rady Polityki Pieniężnej,

• Marta Kightley, która w latach 2020-2026 zajmowała stanowisko wiceprezesa NBP.

W praktyce na podpis szefa rządu czekają dokumenty powołujące do zarządu NBP trzech urzędujących członków RPP oraz byłą wiceprezes banku centralnego. Wejście do składu tak doświadczonych finansistów natychmiast zażegnałoby nadciągające problemy kadrowe. Dopóki jednak premier wstrzymuje się z decyzją, nominacje pozostają zamrożone, a każdy kolejny dzień zwłoki przybliża Narodowy Bank Polski do całkowitej blokady decyzyjnej.

Paraliż NBP czy porozumienie Donalda Tuska z Karolem Nawrockim. Możliwe scenariusze

Obecny impas jest niezwykle groźny, gdyż czas na podjęcie kroków wyczerpie się za kilka tygodni. Wypowiedzi ministra Domańskiego dowodzą, że strona rządowa ma pełną świadomość nadciągającego zagrożenia. Dalszy rozwój wypadków zależy od tego, który z trzech możliwych scenariuszy zostanie zrealizowany, a każdy z nich niesie inne skutki dla stabilności państwa.

1. Zawarcie porozumienia i złożenie kontrasygnaty. Taki krok stanowi najprostsze i najbardziej oczekiwane wyjście z impasu, na które mocno liczy minister finansów, by uniknąć zbędnego chaosu. Jeżeli premier Donald Tusk podpisze wnioski prezydenta Karola Nawrockiego, nowi członkowie obejmą funkcje, a zarząd NBP jeszcze przed 4 listopada zyska pełny i zgodny z prawem skład. Pozwoli to zażegnać kryzys i zapewni bankowi centralnemu normalne działanie.

2. Brak podpisu i blokada instytucji. W sytuacji, gdy szef rządu nie udzieli kontrasygnaty, po 4 listopada liczebność zarządu NBP spadnie do pięciu członków. Oznacza to, że organ przestanie spełniać wymogi ustawy i może ulec całkowitemu paraliżowi decyzyjnemu, co zrodzi fundamentalne wątpliwości wokół legalności posiedzeń oraz ważności przyjmowanych uchwał. Takie zawieszenie stanowi gigantyczne zagrożenie dla polskiego systemu finansowego i uderza w wiarygodność banku centralnego.

3. Wariant ostateczny. Choć minister Andrzej Domański zapewniał, że obecnie nie trzeba wprowadzać zarządu komisarycznego, taka opcja istnieje teoretycznie jako awaryjne wyjście w razie całkowitej dysfunkcji władz NBP. Zastosowanie tak radykalnego i bezprecedensowego rozwiązania wywołałoby jednak gigantyczny wstrząs na scenie politycznej oraz na rynkach finansowych.

Obecnie losy instytucji zależą wyłącznie od jednego podpisu, a inicjatywa leży całkowicie po stronie premiera. Nadchodzące dni rozstrzygną, czy uda się zapobiec poważnemu kryzysowi w Narodowym Banku Polskim.

Złoty Laur 2026 - Biznes i innowacje - BGK

ROLKI