Spis treści
- Nawrocki i nowe zapytanie o politykę klimatyczną
- Senat zablokował poprzednią inicjatywę
- Kolejna próba z nowym pytaniem od prezydenta
- Gorąca dyskusja wokół unijnego systemu ETS
- Bruksela kładzie na stół nowe pomysły na dekarbonizację
- Paulina Hennig-Kloska ocenia unijny plan zupełnie inaczej
- Ostateczne słowo znowu w rękach senatorów
Nawrocki i nowe zapytanie o politykę klimatyczną
Prezydent Karol Nawrocki nie daje za wygraną w kwestii oddania głosu obywatelom. Paweł Szefernaker, kierujący jego gabinetem, poinformował o rychłym przesłaniu do wyższej izby parlamentu kolejnego wniosku o ogólnokrajowe głosowanie w sprawie klimatycznych regulacji Unii Europejskiej.
Jest to już drugie starcie głowy państwa w tym temacie, po tym jak pierwotny plan zakończył się niepowodzeniem w parlamencie.
Senat zablokował poprzednią inicjatywę
Wiosną prezydent forsował pomysł zapytania Polaków o skutki wprowadzania zielonych przepisów UE dla portfeli obywateli, stawek za prąd oraz warunków prowadzenia firm.
Izba wyższa stanowczo odrzuciła jednak ten projekt. Zaledwie 32 senatorów poparło ideę, 62 było przeciw, a jeden polityk wstrzymał się od ostatecznej decyzji.
Głównym powodem sprzeciwu stała się sama konstrukcja pytania referendalnego, które przeciwnicy uznali za tendencyjne i ewidentnie naprowadzające na konkretną odpowiedź.
Kolejna próba z nowym pytaniem od prezydenta
Mimo tamtej porażki, polityk od razu sygnalizował chęć powrotu z poprawionym dokumentem i obecnie realizuje te zapowiedzi w praktyce.
Paweł Szefernaker gwarantuje gruntowną przebudowę samej formy pytania. Dzięki temu izba wyższa ma zostać pozbawiona wygodnego pretekstu do odrzucenia dokumentu pod zarzutem braku obiektywizmu.
Zgodnie z narracją otoczenia głowy państwa, temat jest zbyt fundamentalny dla mieszkańców, aby ostateczne rozstrzygnięcia zapadały wyłącznie w zamkniętych gabinetach politycznych bez konsultacji ze społeczeństwem.
Gorąca dyskusja wokół unijnego systemu ETS
Odświeżona inicjatywa zbiega się w czasie z propozycjami Komisji Europejskiej dotyczącymi modyfikacji mechanizmu ETS, czyli niezwykle kosztownego unijnego rynku handlu emisjami dwutlenku węgla.
Szef gabinetu prezydenta uważa ten mechanizm za jedno z najdroższych rozwiązań proekologicznych Brukseli, a najświeższe unijne plany ocenia negatywnie, nazywając je zaledwie drobnymi poprawkami kosmetycznymi, a nie realną zmianą.
Bruksela kładzie na stół nowe pomysły na dekarbonizację
Zgodnie z najnowszą koncepcją władz w Brukseli, państwa członkowskie miałyby obowiązek inwestowania minimum 50 procent środków pochodzących z licytacji uprawnień w działania obniżające ślad węglowy narodowych gospodarek.
Dodatkowo zaplanowano zwiększoną pulę darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla sektora przemysłowego, co w głównym założeniu ma pomóc rywalizować europejskim firmom z globalnymi graczami, którzy nie mają takich obciążeń.
Paulina Hennig-Kloska ocenia unijny plan zupełnie inaczej
Całkowicie odmienne spojrzenie na te rozwiązania prezentuje strona rządowa. Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska interpretuje unijne propozycje jako wyraźne złagodzenie dotychczasowego twardego kursu proekologicznego.
Szefowa resortu zadeklarowała jednocześnie, że polska dyplomacja będzie walczyć o znacznie wolniejsze tempo redukowania dostępnych uprawnień do emisji dwutlenku węgla, niż obecnie zakłada to projekt europejskich urzędników.
Ostateczne słowo znowu w rękach senatorów
Droga do ogólnokrajowych urn wciąż nie jest jednak prosta, ponieważ nawet zmodyfikowany dokument wymaga bezwzględnej akceptacji ze strony Senatu, by referendum w ogóle miało szansę się odbyć.
To zapowiada, że szykuje się kolejna bardzo ostra debata polityczna. W grze jest nie tylko samo zapytanie obywateli, ale niezwykle trudna dyskusja o astronomicznych kosztach zmian w polskiej energetyce, obciążeniach na rachunkach oraz strategicznym kierunku dla kraju.
Obserwatorzy sceny politycznej nie mają wątpliwości, że całe zagadnienie błyskawicznie powróci na czołówki mediów i ponownie rozgrzeje do czerwoności spory po obu stronach barykady.