Spis treści
- Inwestorzy obserwują sytuację na Bliskim Wschodzie z zaskoczeniem
- Wojska USA atakują, Donald Trump zapowiada odwet
- Pożar tankowców w cieśninie Ormuz i groźby z Jemenu
- Spadki cen ropy na giełdach. Inwestorzy liczą na dyplomatów
- Trwają rozmowy w celu wznowienia porozumienia pokojowego
- Goldman Sachs prognozuje: możliwe gwałtowne podwyżki cen paliw
- Wydarzenia na Bliskim Wschodzie wpłyną na polskie stacje benzynowe
Inwestorzy obserwują sytuację na Bliskim Wschodzie z zaskoczeniem
Sytuacja na Bliskim Wschodzie robi się coraz bardziej nerwowa. USA nie przerywają ostrzału irańskich celów, podczas gdy Donald Trump formułuje kolejne ostre deklaracje wobec Teheranu. Co więcej, w kluczowej dla transportu cieśninie Ormuz wciąż mają miejsce nowe, niepokojące zdarzenia.
Pomimo tego wszystkiego notowania ropy naftowej idą w dół.
Wojska USA atakują, Donald Trump zapowiada odwet
Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych sfinalizowały dziesiątą z rzędu nocną operację przeciwko Iranowi. Zgodnie z komunikatem amerykańskiego Centralnego Dowództwa (CENTCOM), ostatnie ataki zajęły blisko pięć godzin.
Uderzenia były wymierzone m.in. w wyrzutnie rakietowe, bazy dowodzenia i jednostki obrony powietrznej. Władze w Waszyngtonie tłumaczą, że celem tych kroków jest redukcja irańskiego potencjału bojowego.
Dodatkowego napięcia przysparzają wypowiedzi prezydenta USA, Donalda Trumpa, który zapowiedział, że każde uderzenie wymierzone w amerykańskich żołnierzy spotka się z potężną, zwielokrotnioną reakcją.
Za każdym razem, gdy Iran zabije amerykańskiego żołnierza, zapłaci za to wielokrotnie
Pożar tankowców w cieśninie Ormuz i groźby z Jemenu
Kolejne złe wieści dochodzą z obszaru cieśniny Ormuz, która jeszcze przed eskalacją konfliktu odpowiadała za transport blisko 20 proc. globalnego eksportu gazu i ropy.
Irańskie służby przekazały informację, że podczas przeprawy przez tę newralgiczną trasę doszło do wybuchów, w wyniku których zapaliły się dwa tankowce.
Ponadto bojownicy Huti z Jemenu wprowadzili blokadę terytorium morskiego wokół Arabii Saudyjskiej, zapowiadając jednocześnie dalsze ataki na jednostki handlowe.
Spadki cen ropy na giełdach. Inwestorzy liczą na dyplomatów
Pomimo tak trudnej sytuacji na arenie międzynarodowej, inwestorzy wcale nie wpadli w szał kupowania ropy.
We wtorek za baryłkę ropy WTI trzeba było zapłacić ok. 82,9 dolara, z kolei ropa Brent oscylowała w granicach 88,6 dolara. Na obu wskaźnikach zaobserwowano zniżki.
Skąd takie zachowanie rynku? Giełdy wierzą, że sytuacja zostanie opanowana, a negocjacje dyplomatyczne przyniosą szybkie zawieszenie broni.
Trwają rozmowy w celu wznowienia porozumienia pokojowego
Z doniesień irańskich urzędników wynika, że mediatorzy wyszli z inicjatywą wprowadzenia dziesięciodniowego rozejmu na linii Teheran-Waszyngton.
Plan zakłada rozpoczęcie na nowo dialogu pokojowego, co miałoby pozwolić na przywrócenie kruchych ustaleń z czerwca, w których pośredniczyły władze Kataru i Pakistanu.
Potwierdził to także Marco Rubio, amerykański sekretarz stanu, zaznaczając, że pomimo trwających walk zbrojnych administracja USA pozostaje otwarta na proces negocjacyjny.
Goldman Sachs prognozuje: możliwe gwałtowne podwyżki cen paliw
Przedstawiciele banku Goldman Sachs nie podzielają jednak tego optymizmu. Ostrzegają oni, że kolejne zakłócenia w rejonie cieśniny Ormuz mogą doprowadzić do radykalnego wzrostu cen „czarnego złota”.
Analitycy szacują, że cena ropy Brent do końca 2026 roku może przekroczyć barierę 120 dolarów za baryłkę, jeśli kłopoty z transportem na kluczowych szlakach będą się przeciągać.
To z kolei może skutkować drastycznymi podwyżkami na stacjach paliw, co dotkliwie odczuliby również kierowcy w Polsce.
Wydarzenia na Bliskim Wschodzie wpłyną na polskie stacje benzynowe
Nawet jeśli obecnie ceny ropy spadły w stosunku do poprzedniego dnia, to realia zmieniają się jak w kalejdoskopie. Zaledwie jeden większy incydent w cieśninie Ormuz wystarczy, by giełdy zareagowały ostrym pikiem cenowym.
Z tego powodu kierowcy oraz firmy z sektora transportu i logistyki z rosnącym niepokojem analizują sytuację na Bliskim Wschodzie. Od tamtejszych rozstrzygnięć może bezpośrednio zależeć to, ile w nadchodzących tygodniach będziemy musieli płacić przy dystrybutorach za benzynę i diesla.