Spis treści
Dziecięce prośby zwiększają wydatki
Dla większości dorosłych kluczowym czynnikiem decyzyjnym pozostaje koszt produktu. Niższa kwota na metce skłania 46 proc. ankietowanych do dorzucenia czegoś do wózka. Jednak namowy najmłodszych działają niemal równie silnie. 40 proc. matek i ojców przyznaje, że ulega naciskom pociech i kupuje rzeczy spoza przygotowanej wcześniej listy.
Na dalszych pozycjach plasują się pakiety artykułów w lepszych kwotach (30 proc.), darmowe dodatki (25 proc.) oraz oferty typu "kup więcej, zapłać mniej" (23 proc.).
Zaledwie 4 proc. dorosłych stwierdziło, że żaden z wymienionych czynników nie jest w stanie nakłonić ich do spontanicznych wydatków.
Wpływ młodzieży na decyzje rodziców
Znaczenie zdania potomstwa podczas wizyty w markecie rośnie proporcjonalnie do jego wieku. Wśród opiekunów przedszkolaków naleganie malucha prowadzi do spontanicznych wydatków u 31 proc. pytanych.
Dla uczniów początkowych klas szkół podstawowych wskaźnik ten wynosi 34 proc., a w przypadku starszych roczników (klasy 4-8) - 43 proc. Największą siłą perswazji dysponują jednak licealiści i uczniowie techników. Ponad 50 proc. ich opiekunów deklaruje, że często ulega ich zachciankom.
Dla tej grupy wiekowej słowa "Mamo, kup mi!" mają podobną wagę jak atrakcyjne przeceny, osiągając identyczny wynik na poziomie 51 proc.
Rola opiekunów i preferencje pociech
Skąd bierze się tak duży wpływ najmłodszych na budżet domowy? Osoba dorosła finansuje transakcję, ale to potomek wskazuje wymarzony przedmiot.
– Cena nadal jest niezwykle silnym argumentem, ale nie można patrzeć na zakupy dla dzieci wyłącznie przez jej pryzmat. Rodzic jest tym, który finalnie płaci, natomiast dziecko może być inicjatorem zakupu – mówi Tomasz Staszczuk, dyrektor ds. merchandisingu w Cursor z Grupy OEX.
Ekspert zauważa, że często wystarczy dopasowanie artykułu do hobby pociechy lub jego atrakcyjny wygląd. W takich sytuacjach same namowy bywają tak samo przekonujące jak rabaty.
Dzieci w zerówce a atrakcyjne ekspozycje
U maluchów obserwuje się odmienne reakcje. Zwracają one uwagę na estetykę towaru i możliwość jego bezpośredniego poznania.
Dla 17 proc. opiekunów przedszkolaków atrakcyjne zaprezentowanie asortymentu, a także szansa na dotknięcie lub wypróbowanie artykułu stanowią impuls do dodatkowych wydatków.
Z upływem lat to zjawisko staje się mniej zauważalne. Dla rodziców uczniów z klas 4-8 odpowiednia prezentacja towaru ma znaczenie tylko dla 5 proc. z nich, a szansa przetestowania – dla 7 proc.
Koszty wciąż istotne dla rodziców starszych dzieci
Starsze potomstwo oznacza dla dorosłych większą wrażliwość na okazje cenowe. Promocje wpływają na decyzje 24 proc. opiekunów najmłodszych. W klasach 1-3 wskaźnik ten rośnie do 46 proc., a dla uczniów z klas 4-8 osiąga 58 proc.
W przypadku opiekunów młodzieży ponadpodstawowej koszty i namowy potomstwa mają identyczną moc oddziaływania – oba czynniki uzyskały wynik 51 proc.
– W przypadku starszych dzieci coraz mocniej pracuje już ich własna opinia, ale jednocześnie rodzic bardzo wyraźnie reaguje na konkretną korzyść cenową – podkreśla Staszczuk.
Skuteczność dziecięcych argumentów
Eksperci wyciągają z tego jednoznaczne wnioski. Osoba dorosła finansuje transakcje, jednak to potomstwo w dużej mierze decyduje o zawartości koszyka. Wraz z wiekiem rośnie decyzyjność pociechy w kwestii wybieranych artykułów.
Nawet rozpoczęcie nauki nie zmienia tego trendu. Odzież, obuwie czy szkolne gadżety są potrzebne stale, co powoduje systematyczne powiększanie zaplanowanego budżetu.
Zdecydowanie trudno jest zignorować prośbę, gdy pada kultowe: "Mamo, kup mi…".