Domowa porażka wrocławskiego zespołu
Początek meczu na wrocławskim obiekcie upłynął pod dyktando gości z Kielc. Podopieczni trenera Ante Simundzy mieli wyraźne problemy z nawiązaniem równorzędnej walki w pierwszych trzech kwadransach. Zmiana obrazu gry nastąpiła dopiero w drugiej połowie po dokonaniu roszad w składzie. Obie ekipy miały swoje szanse na zwycięstwo w tym spotkaniu.
Wrocławianie musieli radzić sobie bez kontuzjowanego lidera, Piotra Samca-Talara. Brak tego zawodnika znacząco wpłynął na postawę zespołu w środkowej strefie boiska. Szkoleniowiec gospodarzy krytycznie ocenił grę Grzegorza Tomasiewicza, Enissa Shabaniego oraz Karola Linettego. Jego zdaniem jakość gry pomocników z Wrocławia odbiegała od standardów najwyższej klasy rozgrywkowej.
"- Nie byłem usatysfakcjonowany z postawy zawodników w środkowej strefie. Grzegorz Tomasiewicz prezentował się najsłabiej i dlatego został zmieniony w przerwie. Eniss Shabani wyglądał nieco lepiej, ale najlepiej wyglądał Karol Linetty. Nie możemy jednak od Karola oczekiwać, że będzie brać wszystko na siebie. Jak nazwa wskazuje, pomocnicy mają pomagać w ofensywie i obronie. My natomiast traciliśmy za dużo piłek. To nie była gra na poziomie ekstraklasy" – ocenił Simundza.
Zwycięska strategia ekipy z Kielc
Trener Jacek Zieliński nie krył satysfakcji z zaangażowania swoich podopiecznych do ostatnich minut. Kielecka drużyna zaprezentowała ogromną wolę walki i determinację w dążeniu do zdobycia kompletu punktów. Według szkoleniowca gości, pomimo nieco słabszego stylu niż w zremisowanym starciu z Wisłą Kraków z ubiegłego tygodnia, kluczowe znaczenie miał ostateczny triumf. Trzy punkty zdobyte na trudnym terenie we Wrocławiu to dla nich ogromny sukces.
Na szczególne słowa uznania zasłużył Kamil Jakubczyk, którego indywidualna akcja zapewniła gościom wygraną. Młody zawodnik wykazał się doskonałym prowadzeniem piłki w decydującym momencie rywalizacji. Warto odnotować, że chwilę wcześniej popełnił błąd skutkujący utratą gola i sztab planował jego zmianę. Decyzja o pozostawieniu go na boisku okazała się jednak w pełni trafiona.
"- Kamil ma tę lekkość i umiejętność prowadzenia piłki. Ale aby go nie zagłaskać, to po jego stracie poszła akcja, po której straciliśmy gola. Mieliśmy już przyszykowaną zmianę, aby wzmocnić środek pola i miał zejść właśnie Kamil. Wytrzymaliśmy jednak ciśnienie i opłaciło się, bo po akcji Kamila zdobyliśmy zwycięskiego gola" – posumował Zieliński.