Spis treści
- Dawid Kacprzyk, lekarz i były radny KO, postanowił oddać warszawskiemu Szpitalowi Południowemu przeszło pół miliona złotych, które otrzymał za nieudokumentowany czas pracy.
- Śledczy twierdzą jednak, że placówka odesłała te pieniądze z powrotem, uzasadniając to brakiem podstawy prawnej do zaksięgowania kwoty.
- Anna Kwiecień z PiS oskarżyła we wtorek prokuraturę o przekłamanie faktów i stwierdziła, że środki wciąż leżą na rachunku szpitala.
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie twardo obstaje przy swojej wersji wydarzeń i sugeruje, że zarzuty wysuwane przez przedstawicielkę Prawa i Sprawiedliwości mogą być celowym zabiegiem politycznym.
Polecany artykuł:
Afera w Szpitalu Południowym. Dawid Kacprzyk nie mógł oddać pół miliona zł?
Sprawa kontrowersyjnych zarobków Dawida Kacprzyka, byłego radnego Koalicji Obywatelskiej, nabiera tempa. Według informacji przekazanych przez prokuraturę Szpital Południowy w Warszawie nie przyjął przelewu na pół miliona złotych, który wpłynął od polityka. Całą sytuację komplikują sprzeczne komunikaty i rosnące zarzuty o celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd.
Dawid Kacprzyk, radny KO, miał inkasowaać zawyżone kwoty za fikcyjne dyżury. Lekarz zdecydował się na zwrot środków. Zmienił ponad trzydzieści faktur i wykonał przelew do warszawskiej placówki na sumę blisko 500 tysięcy złotych. Mogłoby się wydawać, że to zamknie sprawę, jednak wtedy doszło do zaskakującego zwrotu akcji. Piotr Skiba, pełniący funkcję rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przekazał, że szpital nie zaksięgował wpłaconej kwoty.
Gdzie są pieniądze od Kacprzyka? Anna Kwiecień i Piotr Skiba komentują
Do dyskusji włączyła się posłanka PiS Anna Kwiecień, która oskarżyła organy ścigania o przekazanie nieprawdy. Przeprowadziła ona, w towarzystwie Janusza Cieszyńskiego, kontrolę poselską w szpitalu. Jak napisała we wtorek na platformie X, jej zdaniem rzecznik prokuratury wprowadził opinię publiczną w błąd, gdyż pół miliona złotych nadal ma znajdować się na koncie szpitala.
Prokuratura błyskawicznie odniosła się do tych słów. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Piotr Skiba, przekazał „Super Expressowi”, że z dołączonych do akt dokumentów jasno wynika zwrot pieniędzy ze względu na brak tytułu prawnego do ich przyjęcia. Zaznaczył przy tym, że jeśli od 17 czerwca nic w tej kwestii nie uległo zmianie, to kontrola przeprowadzona przez polityków była najprawdopodobniej nierzetelna, albo też mamy do czynienia z próbą manipulacji opinią publiczną.