Tę scenę z "Rycerza Siedmiu Królestw" kręcili 50 razy. "Nie mogłem przestać się śmiać"

2026-01-27 22:13

"Rycerz Siedmiu Królestw" to świetnie zrealizowana produkcja, w której znalazła się masa... nieudanych scen. My, jako widzowie, tego nie widzimy, ale aktorzy zdradzili mi, że sytuacja często wymykała im się spod kontroli - a twórca był tak zachwycony, że ostatecznie umieścił to w serialu.

Rycerz Siedmiu Królestw i nutka szaleństwa - twórcy zachowali wiele nieudanych scen

i

Autor: Steffan Hill/HBO/ Materiały prasowe

W drugim odcinku "Rycerza Siedmiu Królestw" na turniej na łąkach Ashford przybyli wreszcie Targaryenowie. Scena, w której nad kolumną zbrojnych powiewa chorągiew smoczego rodu to oczywiście podniosła scena - w końcu za chwilę wraz z Dunkiem poznamy dziedzica Żelaznego Tronu i resztę "wesołej familii". Na planie wyglądało to jednak zgoła inaczej, a Peter Claffey, grający naszego poczciwego protagonistę, omal nie zepsuł sceny kosztującej tysiące, jeśli nie miliony dolarów.

Dunk tępy jak buzdygan kontra przybycie Targaryenów

Peter Claffey zdradził nam w wywiadzie, że w trakcie kręcenia drugiego odcinka "Rycerza Siedmiu Królestw" aż spocił się ze śmiechu, gdy scenę przybycia Targaryenów kręcili raz za razem. Wszystko przez jeden drobny, improwizowany tekst.

Stoimy na moście i rozmawiamy, a nagle robi się zamieszanie, gdy pojawiają się Targaryenowie. Wszyscy biegną, by ich zobaczyć - spokojnie tysiąc statystów na planie. Dunk łapie tego przeuroczego niskiego mężczyznę i pyta, któż to przybył. Zgodnie ze scenariuszem w odpowiedzi miał rzucić tylko od niechcenia: "Nie widzisz chorągwi?", ale zamiast tego postanowił dodać "wielka pi*do" i powiedział to w tak absolutnie przezabawny sposób, że reżyserom się to spodobało i kazali mu to powtarzać w każdym ujęciu, a ja nie potrafiłem przestać się z tego śmiać. Za każdym razem wybuchałem śmiechem, przez co kręciliśmy to jakieś 50 razy, a musicie zrozumieć, że powtórka takiej sceny to nie jest prosta rzecz, bo mówimy tu o setkach ludzi, w tym na koniach. W pewnym momencie śmiałem się już tak, że aż cały się spociłem i ciągle tylko powtarzałem, śmiejąc się, że bardzo ich przepraszam - opowiedział.

"Rycerz Siedmiu Królestw" i "nutka szaleństwa" - twórcy zachowali wiele nieudanych scen

Jeśli w trakcie seansu "Rycerza Siedmiu Królestw" zaczniecie odnosić wrażenie, że bohaterowie kompletnie nie panują nad sytuacją, w której się znaleźli, wiedzcie, że prawdopodobnie... jest to poniekąd dzieło przypadku. Sam Spruell, serialowy Maekar Targaryen, wyjawił nam bowiem, że tym, co czyni ten serial tak przyziemnym i naturalnym, jest fakt, iż wiele scen, które oglądamy na ekranie to sceny nieudane. Tu coś poszło nie tak, tam coś poszło nie tak, a Ira Parker (showrunner) uznał, że w chaosie jest jakaś metoda i postanowił umieścić to w serialu. Trzeba przyznać, że efekt jest naprawdę imponujący - dzięki temu "Rycerz Siedmiu Królestw" odarty jest z tej podniosłości i "sztywności", która cechowała "Ród smoka" i ostatnie sezony "Gry o tron", a my, widzowie, możemy poczuć się jak na "prawdziwym" turnieju, nie skrupulatnie zaplanowanej inscenizacji.

Było wiele momentów, w których aktorzy zwyczajnie nie byli w stanie zapanować nad swoimi końmi, bo choć to odpowiednio wyszkolone zwierzęta, wciąż są zwierzętami. Często więc kończyło się tym, że dany aktor jechał w kierunku odwrotnym od zamierzonego, wkradał się chaos i wiele tego typu scen ostatecznie trafiło do serialu. Twórcy uznali bowiem, że nadają one odpowiedniej dozy naturalności. Nieplanowane rzeczy często bywają lepsze niż te dopięte na ostatni guzik. Serial jest świetny, gdy posiada tę nutkę szaleństwa. A już zwłaszcza ten serial - stwierdził.

Filmy, których akcja dzieje się TYLKO w jednym miejscu | To Się Kręci #4