"Ostatnia sesja w Paryżu". Jodie Foster wraca na ekrany kin w stylowym thrillerze [RECENZJA]

Kameralny, elegancki i świadomie oldschoolowy – tak najkrócej można opisać film "Ostatnia sesja w Paryżu" w reżyserii Rebekki Zlotowski. Produkcja balansuje między thrillerem psychologicznym a obyczajową historią o poczuciu winy i niedokończonych relacjach. Nie wszystkim widzom zapewni mocne napięcie, ale ma kilka niewątpliwych atutów.

Główna bohaterka, Lilian Steiner, jest cenioną psychiatrą prowadzącą praktykę w Paryżu. Jej stabilny świat rozpada się w chwili, gdy jedna z pacjentek odbiera sobie życie po zażyciu przepisanych leków. Kobieta nie potrafi pogodzić się z myślą, że nie zauważyła żadnych sygnałów ostrzegawczych.

Z czasem zaczyna podejrzewać, że za tragedią mogą stać osoby trzecie. Postanawia więc przeprowadzić prywatne śledztwo. Wciąga w nie byłego męża i trafia na szereg niejednoznacznych tropów – od tajemniczego wdowca po ekscentryczną hipnotyzerkę. Film korzysta z klasycznych elementów thrillera: obserwacji podejrzanych, nagłych włamań czy odkrywania faktów z przeszłości.

Za kamerą stanęła Rebecca Zlotowski – twórczyni francuskiego kina autorskiego, znana z opowieści koncentrujących się na psychologii postaci i relacjach międzyludzkich. W swoich filmach często łączy elementy kina gatunkowego z bardziej kameralną narracją, co widać również w "Ostatniej sesji w Paryżu". 

Thriller psychologiczny w wersji light 

Choć historia zapowiada skomplikowaną kryminalną zagadkę, z czasem staje się jasne, że nie to jest tu najważniejsze. Fabuła rozwija się w spokojnym tempie, a dramaturgia pozostaje stosunkowo prosta. Niektóre zwroty akcji mogą wydać się widzom przewidywalne lub lekko naciągane.

Reżyserka traktuje kryminalną intrygę bardziej jako pretekst do opowiedzenia o emocjach bohaterów i ich relacjach. W filmie pojawiają się też elementy lekkiego humoru oraz groteski, które rozładowują napięcie i nadają historii mniej oczywisty ton.

Choć punkt wyjścia daje duże możliwości interpretacyjne – lekarz konfrontujący się z własną bezradnością – film nie rozwija w pełni warstwy psychologicznej. Wątki z przeszłości bohaterki czy refleksje o odpowiedzialności terapeuty zostają raczej zasygnalizowane niż pogłębione.

W efekcie "Ostatnia sesja w Paryżu" pozostaje produkcją bardziej obserwacyjną niż intensywną. To kino, które buduje klimat i atmosferę, ale rzadziej dostarcza silnych emocjonalnych momentów.

Najmocniejszy punkt – aktorstwo

Największą siłą filmu jest kreacja Jodie Foster. Aktorka gra bardzo oszczędnie – drobnym gestem, spojrzeniem, momentem zawahania. Jej bohaterka nie rozpada się na oczach widza, lecz uparcie próbuje zachować kontrolę nad sytuacją.

Dobrze wypada także duet z Danielem Auteuilem. Relacja byłych małżonków wnosi do filmu bardziej osobisty wymiar i pozwala wybrzmieć tematowi niespełnionych emocji oraz powrotów do przeszłości. To właśnie te spokojniejsze sceny należą do najbardziej przekonujących. 

Widzowie oczekujący dynamicznego thrillera z wieloma zwrotami akcji mogą poczuć niedosyt, bo film jest raczej wysmakowanym ukłonem w stronę kryminalnych klasyków 

Ostatnia sesja w Paryżu” to solidna, stylowa propozycja na jeden wieczór w kinie – bez szalonego tempa i gwałtownych zwrotów akcji, ale z wyraźnym autorskim charakterem.

Premiera w polskich kinach: 20 marca br.

Dystrybutor: BEST FILM