Spis treści
Trzeci sezon "Euforii" dobiegł końca i niezależnie od tego, czy uważamy go za udany, czy wprost przeciwnie, przyznać należy, że nie sposób było przejść obok niego obojętnie. Wielu widzów twierdziło nawet, że nowe odcinki niegdyś cenionego serialu HBO wywołały u nich coś na kształt syndromu sztokholmskiego, bo jak źle by nie było, co poniedziałek i tak zasiadali przed ekranami. Ja zaś miałam okazję zamienić parę słów z odtwórcami ról "chłopaków Alamo", Darrellem Brittem-Gibsonem (Bishop) i Marshawnem Lynchem (G).
Trzeci sezon "Euforii" wcale nie był skandaliczny? Aktorzy komentują
Darrell Britt-Gibson, którego występ w roli Bishopa był jednym z nielicznych chwalonych elementów trzeciego sezonu, uważa, że najnowsza odsłona "Euforii" wcale nie była skandaliczna, ale "każdy ma prawo do własnej opinii i oczekiwań", byle oglądał serial i dzielił się swoimi przemyśleniami. Gdy poprosiłam, by opisał zatem trzeci sezon własnym epitetem, rzucił słowem "błogosławiony" (z oczywistych względów). Marshawn Lynch był mniej dyplomatyczny.
Popiep*zony jak cholera. Nazwałaś ten sezon skandalicznym, ja uważam, że slangowe określenie "mainey", coś jak "popiep*zony", bardziej tu pasuje. To kilka leveli wyżej. Będziecie reagować czystym WTF?! - powiedział w naszej rozmowie.
i
Darrell Britt-Gibson o współpracy z Samem Levinsonem
O Samie Levinsonie krążą legendy, a twórca "Euforii" nie ma w ostatnim czasie najlepszej prasy. Darrell Britt-Gibson dobrze jednak wspomina tę współpracę i - wbrew obiegowej opinii - nie uważa jakby Levinson nienawidził swoich bohaterów. Wprost przeciwnie.
Sam rozwija się jako twórca, podobnie jak obsada. Ten sezon ma w sobie wszystko, co za pokochaliście "Euforię", tylko w większym natężeniu. Sam wie, co robi. Bardzo kocha tych bohaterów i świat, który stworzył. Myślę, że ten sezon dosłownie rozsadzi wam mózgi. To najlepsze g*wno tego roku, jakie zobaczycie w telewizji - skwitował.
i
Marshawn Lynch wspomina Angusa Clouda
Marshawn Lynch wyznał mi, że gdy otrzymał rolę w "Euforii" nie miał pojęcia, na co się pisze, gdyż nie widział poprzednich sezonów. "Szybko nadrobiłem pierwsze dwa i już pierwszy odcinek sprawił, że pomyślałem: 'o cholera'. Musiałem to wyłączyć i zadzwonić do mamy, żeby powiedzieć jej na jak popiep*oną rzecz trafiłem. Ale nadrobiłem całość, żeby wiedzieć, z czym się mierzę. Oglądając doszedłem do wniosku, że to naprawdę mocna rzecz" - powiedział.
Co ciekawe, przywołał przy tym słowa Sama Levinsona, że znajomość poprzednich sezonów nie jest w gruncie rzeczy potrzebna, by zrozumieć trzeci (więc chyba stąd nasze poczucie, że tym razem oglądaliśmy zupełnie inny serial). Zdradził też, że dołączenie do obsady "Euforii" miało dla niego wymiar osobisty, z uwagi na śmierć Angusa Clouda.
Szczególnie ważny był dla mnie fakt, że pochodzę z Oakland, podobnie jak Zendaya i świętej pamięci Angus Cloud. Więc dołączając do obsady mogłem kontynuować to dziedzictwo - wyznał.
PRZECZYTAJ TEŻ: "Ród smoka". Nowy zwiastun 3. sezonu zdradza zaskakująco wiele z fabuły. Co się wydarzy?