Europejskie ćwiczenia bez znaczenia dla Waszyngtonu
Podczas czwartkowego briefingu prasowego Karoline Leavitt odniosła się do zapowiedzi kilku państw europejskich, w tym Danii, które planują wysłanie na Grenlandię niewielkich oddziałów wojskowych w ramach ćwiczeń. Jak podkreśliła, obecność europejskich sił zbrojnych nie ma wpływu ani na proces decyzyjny w Białym Domu, ani na sam zamiar pozyskania wyspy przez USA.
– Nie sądzę, by wojska z Europy w ogóle wpłynęły na proces decyzyjny ani na jego cel – stwierdziła rzeczniczka, jasno sygnalizując, że działania sojuszników z Europy nie zmieniają amerykańskiej kalkulacji.
Rozmowy techniczne co kilka tygodni
Leavitt poinformowała jednocześnie, że niedawne spotkanie dotyczące Grenlandii, w którym uczestniczyli wiceprezydent i sekretarz stanu USA oraz szefowie dyplomacji Danii i Grenlandii, było „dobre i produktywne”. Efektem rozmów ma być powołanie grupy roboczej, która będzie prowadzić techniczne negocjacje.
Z ustaleń wynika, że spotkania tej grupy mają odbywać się regularnie, co dwa–trzy tygodnie. Choć sam fakt rozpoczęcia dialogu może sugerować chęć poszukiwania kompromisu, przedstawiciele USA nie ukrywają, że rozmowy te nie oznaczają zmiany priorytetów.
„Fundamentalne różnice” wciąż aktualne
Rzeczniczka Białego Domu podkreśliła, że prezydent Trump jasno określił swoje stanowisko. Jego zdaniem pozyskanie Grenlandii leży w interesie bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.
Podobnie przebieg rozmów ocenili duńscy i grenlandzcy dyplomaci. Szef MSZ Danii Lars Lokke Rasmussen przyznał, że nie udało mu się przekonać strony amerykańskiej do rezygnacji z tych planów i że nadal istnieją „fundamentalne różnice”. Jak zaznaczył, strony zgodziły się jednak sprawdzić, czy możliwe jest uwzględnienie obaw prezydenta USA przy jednoczesnym poszanowaniu „czerwonych linii” Królestwa Danii. Czy taki kompromis jest realny – pozostaje otwartym pytaniem.
Zobacz także: Masowe protesty w Minnesocie w USA