Rosyjskie bombardowania ukraińskiej infrastruktury energetycznej przynoszą dramatyczne skutki. Coraz więcej mieszkańców Ukrainy musi przetrwać bez prądu, ogrzewania i dostępu do wody. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, podczas wystąpienia na Forum Ekonomicznym w Davos, nie przebierał w słowach, nazywając działania Rosji zbrodnią wojenną. Analitycy nie mają wątpliwości – to celowa taktyka, która ma złamać ukraiński opór.
"Celowe atakowanie infrastruktury cywilnej to zbrodnia wojenna"
Szef polskiej dyplomacji podczas swojego środowego wystąpienia oddał hołd Ukraińcom, którzy z powodu rosyjskich nalotów "przeżywają teraz piekło". Jak podkreślił, mieszkańcy opuszczają największe miasta, w tym Kijów, co stanowi ogromne zagrożenie dla państwa.
Opuszczają największe miasta, w tym Kijów. To jest wielkie zagrożenie dla Ukrainy. Ci ludzie niczym sobie na to nie zasłużyli - powiedział Sikorski.
Według ministra "celowe atakowanie infrastruktury cywilnej to zbrodnia wojenna". Te słowa potwierdzają dane Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), z których wynika, że od początku sezonu grzewczego Rosja przeprowadziła 256 powietrznych ataków na obiekty energetyczne. Celem stało się m.in. 11 elektrowni wodnych oraz 45 największych elektrociepłowni w kraju.
Jak wygląda życie bez prądu i ciepła? "Ludzie wytrzymają"
Sami Ukraińcy przyznają, że sytuacja jest dramatyczna. O codziennej walce o przetrwanie opowiedziała w rozmowie z PAP dr Halyna Naienko, profesor z Kijowa, która obecnie mieszka w Polsce.
Moja siostra ma domek pod Kijowem, zabrała tam ojca i ogrzewają się, paląc w tradycyjnym piecu. W mieszkaniu w Kijowie nie dało się wytrzymać: akumulatory zamarzły, temperatura wynosiła najwyżej kilka stopni, podczas gdy na zewnątrz było -15 st. C.
Mimo potwornych warunków, profesor Naienko nie traci nadziei i wiary w siłę swojego narodu, podkreślając, że "Rosjanie nie dadzą rady, a ludzie wytrzymają". To niezwykle ważne słowa w obliczu danych napływających ze stolicy. We wtorek wieczorem po rosyjskich atakach ponad milion mieszkańców Kijowa pozostawało bez prądu.
Jaki jest prawdziwy cel Rosji? Ekspert nie ma wątpliwości
Dr Andrzej Szabaciuk, analityk Instytutu Europy Środkowej w Lublinie, w rozmowie z PAP stwierdził, że "praktycznie nie ma w Ukrainie elektrowni, która nie zostałaby zaatakowana". Jego zdaniem Rosja celowo wykorzystuje mróz, by złamać opór ludności cywilnej.
Świadczy to o słabości rosyjskiej armii, która przez prawie cztery lata nie była w stanie złamać oporu Ukraińców. Dlatego Rosja stosuje barbarzyńską taktykę wymierzoną w ludność cywilną, aby zmusić Ukrainę do kapitulacji – ocenił Szabaciuk.
Ekspert dodał, że celem Kremla jest także wywołanie masowych migracji Ukraińców, co ma ułatwić rosyjskiej armii dalsze postępy na froncie. Zintensyfikowane ataki, w których Rosjanie używają coraz nowocześniejszych i bardziej śmiercionośnych dronów Shahed, mają pogłębić kryzys humanitarny i zasiać w społeczeństwie "zmęczenie, marazm i brak nadziei na szybkie zakończenie wojny".
"Punkty niezłomności" i pomoc z Polski. Tak Ukraińcy walczą z mrozem
W obronie przed skutkami mrozów mieszkańcom Kijowa pomagają mobilne „punkty niezłomności”. To specjalne, ogrzewane namioty z dostępem do prądu, gdzie można napić się gorącej herbaty i uzyskać wsparcie psychologiczne. Dotychczas udzieliły pomocy 30 tys. mieszkańców.
Ważnym wsparciem jest również pomoc z Polski. Do Kijowa i okolicznych miejscowości trafiło 400 generatorów prądotwórczych z rezerw rządowych. Dodatkowo, w ramach zbiórki "Ciepło z Polski dla Kijowa" zebrano już ponad 5 mln zł. Jak podsumował dr Szabaciuk, takie gesty są niezwykle istotne.
To dla Ukraińców iskierka nadziei i dowód, że ktoś o nich pamięta i nie zostawia ich samych.