Michael Patrick Kelly „Traces Tour 2026” – trzy godziny intymnej muzycznej podróży w Warszawie [RELACJA]

2026-05-08 14:28

Michael Patrick Kelly po dwóch latach przerwy wrócił do Polski. Gwiazdor obecnie promuje swoją ostatnią płytę zatytułowaną „Traces”, która ukazała się na rynku 31 października 2025. Na trasie „Traces Tour 2026” artysta zawitał 5 maja do Warszawy, gdzie dał prawie trzygodzinny koncert na COS Torwar. Jego występ był nie tylko prezentacją jego muzycznego i kompozytorskiego kunsztu, ale przede wszystkim inspirującym przesłaniem o sile, wytrwałości i znaczeniu emocji w życiu człowieka.

Michael Patrick Kelly, to artysta, którego wielu pamięta z lat 90., kiedy wraz z rodziną tworzył zespół The Kelly Family, który był fenomenem na skalę światową. To właśnie Paddy Kelly szybko wyrósł na lidera rodzinnej formacji, zajmując się nie tylko śpiewaniem, graniem na instrumentach i konferansjerką podczas koncertów, ale również produkcją i zarządzaniem zespołem. Po latach dominacji na scenie muzycznej i wielu odniesionych sukcesach młody artysta poczuł wewnętrzną pustkę, a w wywiadach przyznał, że był nawet bliski zakończenia swojej ziemskiej wędrówki. Postanowił jednak dać swojemu życiu kolejną szansę. Odsunął się wówczas w cień, porzucił The Kelly Family i wstąpił do klasztoru, aby odnaleźć swoje życiowe powołanie. Po sześciu latach w zgromadzeniu zakonnym zrozumiał, że jego powołaniem jest tworzenie muzyki, która daje radość i nadzieję innym. W 2015 roku, ku uciesze wiernych fanów, wrócił do muzyki, wydając już pod nazwiskiem Michael Patrick Kelly (jego pierwszy solowy krążek z 2003 roku wydał jeszcze pod używanym w czasach The Kelly Family pseudonimem Paddy Kelly) album „Human”. Od tamtej pory regularnie wydaje nowe krążki i koncertuje, często odwiedza również Polskę, która, jak wielokrotnie podkreślał w swoich wywiadach, zajmuje szczególne miejsce w jego sercu. Podczas „Traces Tour 2026” Michael Patrick Kelly dał dwa występy w Polsce: 4 maja w Gliwicach oraz 5 maja w Warszawie. My mieliśmy okazję być świadkami tego widowiska podczas drugiego ze wspomnianych koncertów.

Michael Patrick Kelly dla Radia ESKA - o płycie, emocjach i tajemnicy

Michael Patrick Kelly – intymne spotkanie z fanami

Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu w hali dało się wyczuć wyjątkową atmosferę. Publiczność wypełniła Torwar niemal do ostatniego miejsca, a wśród zgromadzonych, którzy do stolicy przyjechali nie tylko z odległych zakątków naszego kraju, ale również spoza jego granic, dominowało podekscytowanie i oczekiwanie na niesamowite muzyczne widowisko. Kiedy Michael Patrick Kelly wchodzi dziś na scenę, nie odtwarza na żywo jedynie swoich wpadających w ucho, radiowych hitów. Jego koncert to podróż przez historię wykraczającą daleko poza zwykłą rozrywkę, widowisko, które mimo monumentalnego rozmachu w postaci zachwycających efektów wizualnych, zachowuje intymność rzadko spotykaną w świecie wielkich produkcji halowych. Podczas koncertów Kelly, mimo dzielącego go dystansu, pragnie być jak najbliżej swoich fanów. Zapewne dlatego też na estradę nie wchodzi standardowo zza kulis, a wkracza na scenę, przemierzając wraz ze zespołem całą arenę. Już na początku swojego koncertu podkreślił, że będzie to wydarzenie wyjątkowe, podczas którego „każdy może być po prostu sobą”. Jego koncert rozpoczął się od mocnego akcentu w postaci pochodzącego z albumu „Traces” utworu „Crossfire”. Natomiast podczas „The One” na trybunach pojawił się napis „You are the one”, a hala rozbłysła tysiącem świateł z latarek telefonów. Podczas koncertu usłyszeliśmy wszystkie utwory z najnowszego krążka, a publiczność reagowała na nie niezwykle żywiołowo. Podczas występu Michael Patricka Kally opowiada historię, jednak nie gra na emocjach i nie serwuje nam ckliwych opowiastek, a przekazuje autentyczne emocje i dzieli się swoimi przeżyciami, oddając w ten sposób publiczności część siebie, jednocześnie malując kontekst wielu swoich utworów – bez zbędnej pompatyczności czy sztuczności. To właśnie sprawia, że między nim a fanami tworzy się wyjątkowa więź. Jednym z najmocniejszych momentów było wykonanie utworu „Calcutta Angel”, przed którym artysta opowiedział historię o swojej wizycie w Indiach, gdzie pracował w hospicjum prowadzonym przez siostry Matki Teresy z Kalkuty. Kolejnym niezwykle ważnym i poruszającym momentem było wykonanie utworu „The Day My Daddy Died”, który zadedykował swojemu zmarłemu w 2002 roku ojcu – Danielowi Jerome'owi Kelly'emu. Zanim wybrzmiały pierwsze nuty kompozycji, artysta podzielił się z publicznością niezwykle osobistym wyznaniem dotyczącym swojego ojca, który odszedł jako wolny człowiek, pogodzony ze swoim Stwórcą. Wspomniał ostatnie wspólne tygodnie, czuwanie przy jego łożu śmierci oraz bolesny, ale oczyszczający proces odpuszczania.

W dniu śmierci mój tata miał na sobie koszulkę z napisem: „Wiele osób pojawia się w naszym życiu, ale tylko nieliczni pozostawiają trwały ślad”. Moi rodzice byli właśnie takimi ludźmi – to oni pozostawili we mnie te najtrwalsze ślady. Jedną z najcenniejszych rzeczy, których nauczył mnie tata, było uwolnienie się od strachu przed śmiercią. Przed odejściem potrafił także pojednać się ze swoim Stwórcą i z niezwykłym spokojem oraz pogodą ducha przyjąć to, co nieuniknione – powiedział Kelly.

W hałaśliwej dotąd hali nagle zapanowała cisza, którą można było wręcz poczuć fizycznie. Było widać, że dla Michaela Patricka Kelly’ego ten utwór jest niezwykle ważny. Jest czymś, co sprawia, że za każdym razem, kiedy go wykonuje, przeżywa każde wyśpiewane słowo na nowo. Momentów, w których artysta udowadniał, że nie odgrywa setlisty mechanicznie podczas każdego kolejnego koncertu nie brakowało. Jednym z nich była chwila, kiedy na kamerze postanowił „bliżej” przyjrzeć się swoim fanom. To właśnie wtedy dostrzegł transparent, na którym jedna z fanek napisała:

Nie znam dobrze angielskiego, ale chciałabym zatańczyć z Tobą do „Wildflower”.

Choć artysta zagrał już tego wieczora wspomniany utwór, udało mu się namówić zespół do jego ponownego zagrania. Na scenę zaprosił również Panią Bożenę z Białegostoku, która, jak zażartował „jest chyba najmłodszą uczestniczką koncertu”, a także kilku innych fanów i wspólnie z nimi zatańczył do jednego ze swoich największych przebojów.

Michael Patrick Kelly wykonał także mały ukłon w stronę publiczności, która zajmowała sektory na końcu areny. W trakcie koncertu przemieścił się na małe podium i wykonał tam utwory - „Love Found Us” oraz „Hope”. Podczas powrotu na scenę na chwilę zatrzymał się nawet przy barierkach, aby uściskać dłonie zgromadzonych tam fanów.

Niezwykle symboliczną chwilą był moment wykonania utworu „Symphony of Peace”, podczas którego na scenie pojawił się ogromny Dzwon Pokoju. Michael Patrick Kelly poprosił wówczas o minutę ciszy w intencji pokoju na Ukrainie oraz innych miejscach na świecie, w których trwają konflikty zbrojne, a także w intencjach pokoju w naszych sercach.

Nie mogło także zabraknąć małej sentymentalnej podróży do lat 90. w postaci utworu „Fell in Love With an Alien”, który był jedynym z repertuaru The Kelly Family.

Michael Patrick Kelly w Warszawie – wizualna uczta i wspomnienia, które pozostaną w pamięci na długo

Na setliście trasy „Traces Tour 2026” znajduje się 33 utwory, co przekłada się na prawie trzygodzinne wystąpienie. Choć mogłoby się wydawać, że koncert może być nieco przydługi, to w rezultacie w ogóle nie odczuwało się upływu czasu. Show było doskonale skomponowane pod względem dynamiki. Michael Patrick Kelly wiedział, kiedy należy nieco zwolnić, aby po momentach mistycznego przeżywania jego twórczości, eksplodować bardziej rockowym brzmieniem, np. w postaci utworów „Lazarus” czy „America”. Koncert w Warszawie był doskonale wyważony pod względem estetyki, pokazując, że nowoczesna technologia może budować intymność, a nie tworzyć dystans. Efektowne światła i projekcje na ośmiometrowym ekranie doskonale podkreślały nastrój poszczególnych utworów, tworząc intymną atmosferę podczas ballad i rozgrzewając halę do czerwoności przy szybszych kawałkach. Nagłośnienie było krystalicznie czyste, co pozwoliło w pełni docenić zarówno wokal Kelly'ego, jak i precyzję jego zespołu, którego każdy członek zasługuje na osobne uznanie za profesjonalizm i energię.

Michael Patrick Kelly w trakcie występu kilkukrotnie zwracał się do polskiej publiczności, dziękując za wieloletnie wsparcie i podkreślając, że koncerty w Polsce należą do jego ulubionych przystanków na trasie. Te spontaniczne momenty budowały jeszcze większą więź między sceną a widownią. Finał koncertu był prawdziwą eksplozją emocji w postaci utworu „Thank You”. Publiczność długo nie pozwalała artyście zejść ze sceny, głośnymi owacjami domagając się bisów. Michael Patrick Kelly odwdzięczył się dodatkowymi utworami w postaci „Got Your Back” wielkiego hitu „Beautiful Madness” i pożegnał warszawskich fanów w niezwykle serdeczny sposób utworem „Holy”.

Koncert w COS Torwar był bez wątpienia jednym z tych muzycznych wieczorów, które na długo pozostają w pamięci. Michael Patrick Kelly udowodnił, że jest nie tylko świetnym wokalistą i muzykiem, ale przede wszystkim autentycznym artystą, który odnalazł pokój w swoim sercu, potrafiącym stworzyć wyjątkową więź z publicznością. Warszawski występ był pełen energii, emocji i autentyczności – czyli dokładnie tym, czego oczekuje się od koncertów największych światowych gwiazd. Choć Michael Patrick Kelly wypełnia największe areny, pozostaje przy tym człowiekiem bliskim ludziom. Na nagraniach w sieci można było zobaczyć, że wyszedł do swoich fanów przed rozpoczęciem koncertu, a po jego zakończeniu, kiedy opuszczał teren Torwaru, wychylił się z samochodu, pokazując ułożony z dłoni znak serca, aby jeszcze raz podziękować wszystkim za obecność.

Zdjęcia z warszawskiego koncertu Michaela Patricka Kelly znajdziecie w naszej galerii.