Spis treści
16. rocznica katastrofy smoleńskiej. Joanna Racewicz wspomina tragicznie zmarłego męża
10 kwietnia 2010 roku doszło do tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. W katastrofie samolotu Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką. Na pokładzie znajdował się również Paweł Janeczek, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu odpowiedzialny za bezpieczeństwo głowy państwa. Prywatnie był mężem znanej dziennikarki, Joanny Racewicz.
Ich miłosna historia rozpoczęła się dość nieoczekiwanie podczas podróży lotniczej, gdy zajęli sąsiadujące ze sobą miejsca. Uczucie między oficerem BOR a prezenterką wybuchło błyskawicznie. We wrześniu 2004 roku para stanęła na ślubnym kobiercu podczas skromnej uroczystości. Cztery lata po ślubie doczekali się narodzin syna, Igora, który dziś ma już 18 lat.
Zobacz również: Joanna Racewicz przy grobie męża. Zaskakujący gest Barbary Nowackiej na Powązkach
Szczęśliwe życie małżeńskie przerwał dramatyczny lot do Smoleńska. Jak wyznała po latach Joanna Racewicz w wywiadzie dla serwisu "Świat Gwiazd", jej mąż w ogóle nie powinien był znaleźć się na pokładzie rządowej maszyny 10 kwietnia. Swój dyżur miał zaplanowany na późniejszy termin, jednak zdecydował się na zamianę z innym funkcjonariuszem. Chciał bowiem uczestniczyć w nadchodzących urodzinach swojego dziecka.
Kilka dni później ten kolega, z którym się zamienił, niósł na ramieniu jego trumnę. Płacząc jak bóbr - mówiła Racewicz.
Gorzkie przemyślenia nad grobem męża. Joanna Racewicz o wieńcach od prezydenta i premiera
W chwili tragicznej śmierci Paweł Janeczek miał zaledwie 37 lat. Spoczął w kwaterze smoleńskiej na warszawskich Powązkach Wojskowych. Jego czarny nagrobek wyróżnia się niezwykle wzruszającym detalem – odciśnięto na nim ślady dłoni Joanny Racewicz oraz ich syna.
Utrata ukochanego była dla 36-letniej wówczas dziennikarki niewyobrażalnym ciosem, po którym musiała samotnie wychowywać czteroletniego chłopca. Prezenterka dba o to, by pamięć o mężu nie wygasła i często bywa na cmentarzu. Swoje trudne doświadczenia oraz rozmowy z bliskimi innych ofiar przelała na papier, wydając dwie poruszające książki.
W piątkowy poranek, jak w każdą rocznicę tragedii, dziennikarka ponownie pojawiła się na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Po powrocie do domu opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie złożonych na grobie wiązanek, dodając do niego bardzo osobisty i gorzki komentarz.
Za każdym razem, z każdą rocznicą zachodzę w głowę - chodzi o pamięć o ludziach czy o wyścig, czyj wieniec bardziej godny? - napisała na zdjęciu wiązanek.
Prezenterka wyraziła ogromną wdzięczność za wszelkie przejawy autentycznych uczuć, zaznaczając, że jedno dobre słowo lub prosty gest znaczą dla niej więcej niż stosy kwiatów. Swoją uwagę skupiła jednak na oficjalnych wieńcach przesłanych przez prezydenta oraz premiera. Zauważyła, że są one do siebie łudząco podobne, i z dozą ironii rzuciła pytanie, czy aby nie zostały zamówione w tej samej kwiaciarni.
Zobacz również: Joanna Racewicz sprawiła 17-letniemu synowi nietypowy prezent. Spełnione marzenie?