Spis treści
Zapomnijcie o Chris Hargensen, którą przedstawił wam Stephen King
W "Carrie" Stephena Kinga oraz jej poprzednich adaptacjach Chris Hargensen jawiła nam się jako zło wcielone. Nastoletnia dręczycielka, która bez żadnego wyraźnego powodu uwzięła się na słabszą, mniej popularną koleżankę, a w swym okrucieństwie nie cofnęłaby się przed niczym. Tina była zaś słupem fabularnym, trzecioplanową (anty)bohaterką, której jedynym zadaniem było kręcenie się wokół Chris. Mike Flanagan miał jednak na obie te panienki zupełnie inny pomysł.
Chris i Tina to wredne dziewczyny funkcjonujące w klasycznym schemacie - pierwsza to królowa pszczół, druga jej niewidzialne popychadło, marzące o choćby odrobinie atencji i awansie w szkolnej społeczności. Nie są jednak tak puste i jednowymiarowe, jak ich literackie pierwowzory. - Wydaje mi się, że Chris to raczej typ wściekłej wrednej dziewczyny. Jej złośliwość wynika z bólu. I myślę, że okazuje to znacznie bardziej otwarcie niż Tina - diagnozuje swoją bohaterkę Alison Thornton, a Josie Totah objaśnia: - Uważam, że złośliwość Tiny wynika z jej braku pewności siebie i zwykłej chęci przynależności do grupy. Jest ona niejako "przypadkowo" okropna.
"Carrie" spotyka "Wredne dziewczyny"
Tina już na pierwszy rzut oka przypomina graną przez Lacey Chabert Gretchen z "Wrednych dziewczyn", z czym zgadza się kreująca ją aktorka. - Myślę, że moja postać jest dość podobna do Gretchen Wieners. Nie była królową wrednych dziewczyn, choć bardzo chciała nią zostać. Czasami jej własna głupota stawała jej na drodze do osiągnięcia tego celu - wyjaśnia Josie, po czym dodaje ze śmiechem: - No i uważam, że obie mamy świetne włosy. Alison Thornton, serialowa Chris, przyznaje, że ma słabość do Reginy George, jednak starała się nie czerpać z niej inspiracji.
- Dla mnie Regina George to po prostu kwintesencja wrednej dziewczyny, ale starałam się nie czerpać zbyt wiele z innych wzorców. Myślę, że jeśli już, to z Nancy Allen, czyli oryginalnej Chris Hargensen [z adaptacji Briana De Palmy z 1979 roku - przyp. red.], która jest prawdziwą ikoną. Dla mnie to właśnie ona była tą OG wredną dziewczyną na ekranie - mówi w naszej rozmowie.
"Skoro bywa tak okrutna, to musi też bardzo cierpieć"
Jak już wspominałam, Chris i Tina pomyślane przez Stephena Kinga, miały tyle głębi, co kałuża po letnim deszczu. To klasyczne czarne charaktery, którym, choć byśmy się starali, nijak nie idzie współczuć. Tymczasem w interpretacji Mike'a Flanagana poznajemy podłoże ich okrucieństwa i zdarzają się chwile, gdy za tymi maskami potworów z pięknymi fryzurami i doskonałą cerą, dostrzegamy po prostu smutne, a nawet przerażone dziewczyny. Zapytałam Josie i Alison, jak udało im się odnaleźć tę równowagę pomiędzy byciem wredną a odsłanianiem swej wrażliwości.
- Wydaje mi się, że w moim przypadku ta złośliwość miała sens tylko wtedy, gdy towarzyszył jej równie duży stopień wrażliwości. [...] Uważam, że skoro Chris bywa tak okrutna, to musi też bardzo cierpieć – inaczej to zachowanie nie miałoby sensu. To nie tak, że pewnego dnia po prostu obudziła się i postanowiła być wredna. W dużej mierze wynika to z wpływu jej ojca oraz Billy'ego. Grając tę postać, chciałam przede wszystkim pokazać, że w gruncie rzeczy jest ona zagubioną dziewczyną, która nie ma wokół siebie nikogo, na kim mogłaby się wzorować. To nie usprawiedliwia jej postępowania, ale widzimy, że cierpi - usłyszałam z ust Alison.
W serialowej "Carrie" nasze antagonistki nie są też tak zacietrzewione w swym okrucieństwie, jak ich literackie odpowiedniki. W jednej z najbardziej poruszających scen widzimy, jak Tina rozmawia z Carrie White podczas szkolnego balu. Ta biedna dziewczyna, dla której Tina od samego początku była wyłącznie okropna, okazuje jej tyle bezinteresownego ciepła, że w nastolatce coś pęka.
- Myślę, że po raz pierwszy dostrzegła w Carrie człowieka. I wydaje mi się, że po raz pierwszy poczuła się dostrzeżona przez Carrie – a właściwie przez kogokolwiek. Przez większość serialu nikt tak naprawdę nie rozmawia z Tiną, tymczasem ona rozmawia ze wszystkimi i bardzo się stara, by – na przykład – jakoś się do nich odnieść czy skomentować ich zachowanie. I myślę, że właśnie w tamtym momencie Carrie spojrzała na nią jak na odrębną, samodzielną osobę. Uważam też, że był to dla niej moment pewnego rodzaju samopoznania. [...] Wydaje mi się, że ona tak jakby dryfuje przez życie, pełniąc niemal funkcję ozdoby dla swojej najlepszej przyjaciółki czy tych przystojnych chłopaków ze szkoły, do których chciałaby się zbliżyć - ocenia Josie.
Z kolei Chris, która zwykłym "przepraszam" wielokrotnie miała okazję zatrzymać ten katastrofalny w skutkach łańcuch wydarzeń, wreszcie - w chwili śmierci - wydusza z siebie to słowo. Zapytałam Alison, co sądzi o tych spóźnionych przeprosinach. Czy w istocie były szczere? A może stanowiły tylko ostatnią deskę ratunku - nadzieję, że gdy padnie to jedno słowo, Carrie ją oszczędzi?
- Uważam, że Chris szczerze żałuje tego, co się stało. Sądzę, że odczuwa ogromne wyrzuty sumienia. Narastały one w niej od dłuższego czasu, choć starała się z nimi walczyć. Myślę, że w serialu jest wiele momentów, gdy naprawdę chce przeprosić, ale ostatecznie wybiera inaczej. W swoich ostatnich chwilach chciała po prostu to naprawić, na ile to tylko możliwe - wyjaśniła aktorka.
"Oberwała w sam raz"
Często, gdy patrzymy na śmierć (tudzież poważne uszkodzenie ciała) filmowo-serialowych antagonistów, odczuwamy satysfakcję. "Same się o to prosiłyście"; "Dostałyście to, na co zasłużyłyście" - słyszymy wówczas w głowie. Mike Flanagan w swojej wersji "Carrie" odmówił nam jednak tak prostych emocji. A jakie podejście do zwieńczenia historii swych bohaterek mają Alison i Josie? - Nie uważam, żeby którekolwiek z nich zasługiwało na śmierć. To przecież dzieci. Podejmują fatalne decyzje i popełniają straszliwe błędy. Bardzo chciałabym, żeby Chris dostała szansę, by wszystko naprawić. Nawet czytając scenariusz, wielokrotnie miałam ochotę, żeby dokonała innego wyboru. Ale cóż, to właśnie jeden z tragicznych aspektów tej książki i serialu. Ale no nie sądzę, by ktokolwiek zasługiwał na śmierć – zwłaszcza dziecko - ocenia Alison, a Josie dodaje: - Uważam, że Tina oberwała w sam raz. Niby jest cała, ale na pewno już nie będzie złośliwa.
Wszystkie odcinki "Carrie" znajdziecie już w Prime Video. Sprawdziliśmy też, czy są szanse na drugi sezon.