Spis treści
Krótka ściąga – kim jest Alex Warren
Alex Warren przyszedł na świat w 2000 roku. Mężczyzna nigdy nie ukrywał, że miał trudne dzieciństwo. Gdy miał 9 lat stracił tatę, a później żył z matką, która walczyła z nałogiem alkoholowym. Kobieta znęcała się nad nim, dlatego mają 17 lat chłopak wylądował na ulicy. Przez wiele miesięcy spał na ulicy. Mimo to nie ukrywał, że chciałby rozwijać swoje pasje i w pewnym momencie razem już z żoną Kouvr Annon postanowił iść w tym kierunku. Zaczynał od vlogów, ale postanowił stworzyć coś innego, czyli własną muzykę. Utwory szybko stawały się viralami, więc… wydał płytę. Jego debiutancka płyta „You'll Be Alright, Kid” zawiera takie hity jak „Eternity” czy „Bloodline”. Jednak to „Ordinary” sprawiło, że Alex stał się znany na cały świat. Wypełnia nie tylko hale, ale stadiony. Piosenka była też hitem wesel – pary korzystały z niej do pierwszego tańca. Nic dziwnego, ze fani czekali z niecierpliwością na kolejną płytę. I dostali ją
Alex Warren i „WILDCHILD”. Tutaj nie ma złego kawałka
Niektóre utwory fani mogli poznać już w lutym 2026. Podczas europejskiej trasy koncertowej. „Fever Dream” szybko wybiło na listach przebojów. Nic dziwnego, piosenka w popowo- folkowym-coutry stylu zdecydowanie wybiła się w porównaniu do utworów z poprzedniej płyty. Przed oficjalną premierą albumu wydano też genialne „Passenger”, które zabuja nawet krytyków tego typu muzyki. Czuć, że Alex bawił się tym kawałkiem i sprawiał mu ogromną radość! Do tego dwa spokojniejsze utwory jak „Fine Place to Die” i „Rescuer”. Z pełną nadzieją nastawiałam się na najnowszą płytę. To, co dostałam w dniu premiery, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
W każdej piosence czuć ogromną miłość do Kouvr. Sam początek płyty to chyba jedna z moich ulubionych piosenek z „WILDCHILD” – „Emerald Eyes”. Kocham ten utwór i uważam, że to zdecydowanie TOP 3 z jego WSZYSTKICH kompozycji. Piosenka jest bardzo ciekawie zbudowana, łącznie z chórkami w tle. Idealnie pasuje do radia, ale również do kultowej „FIFY”. Jest jednak jeden duży problem – dlaczego to takie krótkie? Niecałe 3 minuty…
Ciekawa wstawka dla fanów to „Are you having fun, Alex?” wywołała u mnie łezkę. Okazało się, że to „słowa jego taty”, które wokalista postanowił umieścić na płycie. Już podczas trasy koncertowej 2026 Alex Warren wielokrotnie wspominał, że chciałby uhonorować swojego ukochanego ojca. Dzięki temu i fani dostali jego cząstkę, jednak nie ma informacji, czy to faktycznie autentyczne nagranie czy zabawa dźwiękami Alexa. Zdecydowanym zaskoczeniem dla mnie jest „Won’t go back again” – piosenka delikatnie odbiega klimatem od reszty płyty. Dominują w niej rytmiczniejsze brzmienia, mocno perkusyjne, jednocześnie charakterystyczne. Od razu zatrzymałam się przy tym utworze i sprawił, że skupiłam się stricte na instrumentach
Porównując z „You'll Be Alright, Kid” – mam wrażenie, że „WILDCHILD” to większa melancholia dla fana. Idealna do czytania smutnej obyczajówki, jazdy pociągiem, chęci „posmęcenia” albo po prostu odpoczynku. Wprawia ona w niezwykły klimat.
Największy plus „WILDCHILD” to nie tylko głosy, ale i instrumenty
Już podczas koncertów Alexa Warrena można poczuć, jak ważny jest dla niego jego zespół. Nie tylko genialni chórzyści Brennan Hepler (znany jaki Beane) i Tehillah Alphonso nadają rytm tej płycie, ale również świetni instrumentaliści. Choć nie są oni dominujący w kawałkach, w każdym utworze czuć ich ogromną dominację. Nie tylko świetne gitary, ale ta perkusja!
Fani potrzebowali „WILDCHILD”
Choć Warren słynie z niezwykłej energii, fani tak samo jak on potrzebowali większego luzu i odpoczynku. Dostajemy go właśnie w płycie. Większość to spokojniejsze rytmy, które wprawiają nas w niezwykły klimat amerykańskiego resetu. Można znaleźć coś do szybszego potańczenia, do „pobujania się”, a potem zanurzenia się w wyluzowaniu i zagłębieniu w emocje Alexa. To one są dominujące w dosłownie każdej piosence. My, jako słuchacze możemy go jeszcze lepiej poznać przez muzykę. I tę miłość oraz dobre serce właśnie czuć.