Spis treści
Krótki występ Chwalińskiej w singlu
Maja Chwalińska szybko pożegnała się z rywalizacją singlową w nowojorskim US Open. Polska tenisistka uległa Amerykance Taylor Townsend w dwóch setach – 2:6, 3:6. Spotkanie trwało godzinę i dziewiętnaście minut, podczas których 24-letnia Polka nie zdołała narzucić przeciwniczce swojego stylu gry.
Zawodniczka reprezentująca barwy klubu BKT Advantage Bielsko-Biała podkreśliła po meczu, że nie jest zaskoczona ani rozczarowana rezultatem. Polka zaznaczyła, że jej obecny poziom gry nie przynosi jej zadowolenia, co było widać na korcie. Jak stwierdziła, zagrała na tyle, na ile w tym konkretnym dniu pozwalała jej dyspozycja.
"Nie przyjeżdżałam tutaj z wielkimi nadziejami jeśli chodzi o wynik, więc się nie rozczarowałam. Chciałam zagrać najlepiej jak to możliwe, ale ten poziom nie jest zadowalający. Widać, że nie czuję się dobrze na korcie. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie tego dnia" - oceniła zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała.
Zdecydowana taktyka rywalki na korcie
Kluczem do zwycięstwa Taylor Townsend była bardzo agresywna postawa na korcie. Amerykanka systematycznie atakowała, wychodząc do siatki, z czego zanotowała 26 wygranych piłek na 36 prób. Taka dyspozycja rywalki była dla Polki sporym wyzwaniem podczas całego pojedynku.
Maja Chwalińska przyznała, że była świadoma możliwości Townsend, podkreślając jej znakomity serwis i świetną grę przy siatce. Polka próbowała zmieniać swoją taktykę w trakcie spotkania, starając się grać bardziej agresywnie, jednak, jak przyznała, takie działania nie przyniosły pożądanego efektu w postaci wygranych punktów.
"Mówiłam przed meczem, że bardzo lubię oglądać jej tenis. To bardzo utalentowana zawodniczka. Świetnie gra przy siatce i bardzo dobrze serwuje. Ma niewygodny styl i wiedziałam, że to będzie bardzo ciężki pojedynek. W trakcie spotkania starałam się coś zmienić i grać bardziej agresywnie, ale po prostu nie poszło" - skomentowała 24-letnia Chwalińska.
Debiut z perspektywą debla
W opinii ekspertów twarda nawierzchnia na kortach US Open nie odpowiada preferencjom Polki, jednak ona sama nie szukała w tym usprawiedliwienia. Zaznaczyła, że problem tkwi w jej obecnym czuciu gry i dyspozycji na korcie. Chwalińska debiutowała w turnieju głównym, przed którym amerykańskie media określały ją jako tenisowego "Kopciuszka" z szansą na sprawienie niespodzianki, nawiązując do jej wcześniejszych dokonań we French Open.
Mimo singlowej porażki, Maja Chwalińska pozostaje w nowojorskim turnieju. Teraz czeka ją rywalizacja w grze podwójnej, gdzie wystąpi w parze z Magdą Linette. Tenisistka zamierza również wykorzystać wolny czas na odpoczynek i zwiedzanie Nowego Jorku, w tym swojego ulubionego Central Parku.
"Ludzie lubią takie historie i jest mi bardzo miło. Szkoda, że nie spełniłam oczekiwań, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Przede mną jeszcze rywalizacja deblowa w parze z Magdą Linette, ale teraz będę miała więcej wolnego czasu, więc na pewno pospaceruję po mieście. Bardzo lubię Central Park i skorzystam z okazji, aby tam się udać" - podsumowała.