Spis treści
Historyczny awans reprezentacji Polski na mundial
Dnia 1 września 2001 roku polscy piłkarze pokonali na Stadionie Śląskim drużynę Norwegii 3:0. Zwycięstwo to zapewniło kadrze udział w turnieju w Japonii i Korei Południowej. Sukces był możliwy dzięki potknięciu Białorusi w spotkaniu z Ukrainą. Szybkie zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie sprawiło, że Polska została pierwszą europejską drużyną z kwalifikacją. Mecz z Norwegią miał bardzo wyrównaną pierwszą połowę, ale bramka Pawła Kryszałowicza zmieniła jego losy.
Przez wcześniejsze szesnaście lat drużyna narodowa nie potrafiła przebrnąć przez eliminacje do wielkich imprez. Brak sukcesów tłumaczono legendarną klątwą Zbigniewa Bońka i Antoniego Piechniczka z 1986 roku. Przełamanie przyszło dopiero po objęciu stanowiska selekcjonera przez Jerzego Engela na przełomie wieków. Kluczowym wzmocnieniem ofensywnym okazał się Emmanuel Olisadebe, który w trybie przyspieszonym otrzymał polskie obywatelstwo. Pochodzący z Nigerii napastnik zdobywał najważniejsze bramki w niemal wszystkich kluczowych spotkaniach kwalifikacyjnych.
Dlaczego mistrzostwa świata zakończyły się klęską?
Turniej główny w Azji nie przyniósł polskiej kadrze oczekiwanych rezultatów sportowych. Polacy przegrali z gospodarzem Koreą Południową 0:2 oraz z Portugalią 0:4. Zwycięstwo 3:1 ze Stanami Zjednoczonymi na koniec fazy grupowej nie miało już najmniejszego wpływu na awans. Eksperci wskazywali na niewłaściwe przygotowanie mentalne zawodników do tak dużego turnieju. Dodatkowo brak powołania dla Tomasza Iwana popsuł doskonałą atmosferę budowaną w szatni przez wiele miesięcy.
Trener Jerzy Engel popełnił również błędy personalne w doborze wyjściowego składu na drugie spotkanie. Mimo wyraźnej porażki z Koreańczykami selekcjoner nie dokonał niezbędnych zmian przed starciem z silną Portugalią. Dopiero w ostatnim meczu na murawę wybiegli inni zawodnicy, którzy zaprezentowali się znacznie lepiej i odnieśli zwycięstwo. Brak odpowiedniej rotacji zawodników rezerwowych powtórzył się zresztą już wcześniej podczas samych eliminacji. Bezpośrednio po wygranej z Norwegią podstawowy skład zagrał w pozbawionym stawki i ostatecznie przegranym 1:4 meczu z Białorusią w Mińsku.
- Cały wielki stadion niemal kipiał od dopingu na rzecz gospodarzy. To nie był zwykły doping, tylko coś w rodzaju skrzyżowania pisku z wyciem. Ten dźwięk sprawiał upiorne wrażenie. Zobaczyłem dwóch polskich zawodników wychodzących na murawę, m.in. jednego z braci Żewłakowów. Wyszli, rozejrzeli się po trybunach i wrócili do szatni. Po ich mowie ciała było widać, że ten mecz będzie im ciężko wygrać - opowiada Miller.