Światem wstrząsnęła lista kontaktów Jeffreya Epsteina, na której znalazło się niemal 300 nazwisk. To prawdziwa mieszanka wybuchowa: politycy, biznesmeni i gwiazdy. Warto jednak pamiętać, że obecność w tych papierach nie zawsze oznacza przyjaźń z niechlubnym finansistą – czasem to tylko wzmianka. Właśnie w takim kontekście wypłynęło nazwisko Kai Sokoły. Polska modelka w rozmowie dla "Faktów" postanowiła od razu wyjaśnić sytuację.
Zobacz też: Epstein "miał ją na oku"! Nazwisko Sandry Kubickiej pojawiło się w jego aktach
Polskie nazwisko w cieniu skandalu. Kaja Sokoła zabiera głos
Kaja Sokoła to postać, która doskonale zna blaski i cienie branży modowej. Kiedyś podbijała wybiegi, dziś jako psycholog kliniczna pomaga innym układać myśli. Od lat aktywnie działa w ruchu #MeToo, dzieląc się własnymi trudnymi doświadczeniami. W maju ubiegłego roku stanęła oko w oko z Harveyem Weinsteinem w sądzie. Oskarżyła go o dwukrotne wykorzystanie seksualne, gdy była jeszcze nastolatką.
Zobacz też: Sandra Kubicka zamyka swój lokal. Wszystko przez plujących TikTokerów
To właśnie skompromitowany producent filmowy miał wciągnąć ją w orbitę Epsteina. W 2014 roku wysłał do finansisty krótką, ale znaczącą wiadomość. Choć nadawca w aktach pozostał anonimowy, Sokoła nie ma wątpliwości, kto stał za klawiaturą. Treść odnalezionego maila sugeruje, że producent miał co do Polki "złe przeczucia".
Zobacz też: Środek nocy i nagranie, które mówi wszystko. Baron nie wytrzymał!
Kaja Sokoła, spotkałem ją dwa razy, mam co do niej złe przeczucia - można przeczytać w treści maila znalezionego w aktach Epsteina.
Była modelka nie gryzie się w język, opisując mechanizmy rządzące tym mrocznym światem. Opowiada o młodych dziewczynach z Europy, które trafiały do rezydencji milionera mamione wizją wielkiej kariery. Obietnice finansowe i wejście na salony miały być biletem do raju, a okazywały się pułapką. Sokoła zaznacza również, że kobiety, których nazwiska nie zostały zanonimizowane w dokumentach, mierzą się dziś z falą hejtu. Podkreśla jednak stanowczo, że mówienie o przemocy nie jest powodem do wstydu. W materiale dla "Faktów" wyjaśniła też tło społeczne tych wyjazdów.
To są faceci, którzy mają olbrzymie poczucie władzy. Wiedzą, jak pociągać za sznurki, żeby inne osoby robiły dla nich to, co chcą. (...) Dlaczego wybierali nasze kraje? Dlatego, że właśnie tutaj było dużo desperacji. W tym czasie kiedy ja wyjeżdżałam, dziewczyny jeździły po to, żeby zarabiać pieniądze i często wysyłać je z powrotem do domu. Miałam wrażenie, że ja muszę pewne rzeczy robić, że nie mam wyjścia - mówiła w materiale była modelka.