Martyna Jakubowicz rezygnuje z dużych wytwórni. Wokalistka szczerze o zarobkach i niezależności

2026-10-30 16:45

Dawne wydawnictwa Martyny Jakubowicz osiągają na aukcjach ceny rzędu 400 czy 500 złotych, z czego sama wokalistka nie otrzymuje żadnych pieniędzy. Zmęczona tą sytuacją artystka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie wydawać kolejne płyty. Do porzucenia wielkich koncernów skłoniły ją niekorzystne warunki finansowe, rozczarowanie dotychczasową współpracą oraz przekonanie, że obecny rynek muzyczny przedkłada ilość nad jakość. Na brak zainteresowania swoją twórczością gwiazda nie może jednak narzekać.

- Przez lata funkcjonowałam w tradycyjnym modelu rynku muzycznego. Teraz zdecydowałam się na zmianę – mówi „Super Expressowi” Martyna Jakubowicz. - Moje kolejne wydawnictwa mają powstawać niezależnie od wielkich koncernów fonograficznych. Rynek zalewany jest produkcjami robionymi szablonowo. Ma być szybko, taniej i dużo, bo w masie daje to większe zyski. Miksy idą taśmowo i być może są robione za pomocą AI. Problem polega również na tym, że mojej muzyki nie sposób łatwo zakwalifikować do jednej kategorii. Od lat łączę bluesa, folk, rock i muzykę autorską, wymykając się prostym podziałom stosowanym przez branżę fonograficzną. Duży wydawca korporacyjny powie od razu, bo takie zdanie słyszę od lat: "Nie wiemy jak mamy Cię sprzedawać". Także rozmowy z wydawcami stały się, mówiąc bardzo oględnie, mało przyjemne.

Martyna Jakubowicz ostro o wytwórniach płytowych i podziale zysków

Kluczowym argumentem za odejściem na swoje okazały się kwestie finansowe. Jak ocenia Patrycja Jakubowicz, pełniąca funkcję menedżerki artystki, obecny model wydawniczy nie gwarantuje wykonawcom tego formatu odpowiednich zarobków.

- Prosty rachunek ekonomiczny pokazuje, że wydawcy w sposób mało atrakcyjny chcą dzielić się zyskami ze sprzedaży. Wiem, że mają wysokie koszty firmowe, ale za to zniżki przy opłatach licencyjnych ZAiKS, w tłoczniach i w dystrybucji, a także promocja jest tańsza w masie – mówi menedżerka.

Wokalistka komentuje realia branży w znacznie ostrzejszych słowach.

- Wydawca łupi – mówi. - "Twój wydawca jest złodziejem" – śpiewał już lata temu Kazik i założył własne wydawnictwo. Ja też będę produkowała sama, nie pierwszy zresztą raz. Tym sposobem materiał będzie moją własnością. Zwracam uwagę na jeszcze jeden problem, będący konsekwencją wieloletniej współpracy z korporacjami – wydawane u nich płyty mogą nie ujrzeć już nigdy światła dziennego, nie doczekają się reedycji. Chyba, że firma zdecyduje się na udzielenie płatnej licencji. Na szczęście prawa do pierwszych moich płyt są własnością moją i Marcina Jacobsona, mojego byłego menadżera - przyznała Martyna Jakubowicz.

Stare albumy osiągają ceny do 500 złotych

Choć twórczość Martyny Jakubowicz wciąż przyciąga oddane grono słuchaczy, zakup jej dawnych krążków graniczy dziś z cudem. W efekcie, na aukcjach z używanymi płytami ceny tych wydawnictw potrafią przyprawić o zawrót głowy.

- Moich płyt nie ma na rynku. Ceny na Allegro starych wydawnictw to około 400, 500 zł za sztukę - mówi artystka. Wokalistka zwraca jednocześnie uwagę na to, że dawniej jej krążki rozchodziły się w imponujących z dzisiejszej perspektywy liczbach. - Podam panu taki przykład: płyta koncertowa "Kołysz mnie", podwójny album, sprzedała się w nakładzie około 64 tysięcy. Mówię o płytach CD. Po trzech miesiącach była Złota Płyta. Dla porównania, teraz Złotą Płytę w kategoriach muzyka poważna, jazz mamy na poziomie 5 tysięcy, a w przypadku muzyki rozrywkowej 15 tysięcy – dodaje.

Trudno natomiast oszacować rzeczywistą sprzedaż pierwszych trzech wydawnictw w dorobku piosenkarki. W tamtym okresie materiał trafiał na rynek równolegle na płytach winylowych oraz kasetach magnetofonowych.

- Umowy wtedy nie przewidywały dzielenia się zyskiem w ogóle. Do tego kaseta była łatwo kopiowalna i piractwo kwitło – przypomina Martyna Jakubowicz.

Piosenkarka wydaje winyle. Płyty kupują też młodzi słuchacze

Mimo że rynek zdominowały obecnie platformy pokroju Spotify, artystka nie zamierza porzucać tradycyjnych nośników. Zamiast tego Martyna Jakubowicz uczyniła z płyt winylowych ważny filar swojej niezależnej aktywności. Doskonale obrazuje to sytuacja z krążkiem "Tylko Dylan". Jego wersja na czarnej płycie trafiła do sprzedaży całkiem niedawno i zniknęła z półek w ekspresowym tempie.

- Winyl był wyprodukowany w małym nakładzie i szybko się sprzedał, CD jest dostępne w sieci i będzie sprzedawane głównie na koncertach. Dla dużego wydawcy są to ilości zupełnie nieopłacalne - wyjaśnia artystka.

Zaskakujący jest fakt, że odbiorcami tych wydawnictw nie są wyłącznie fani śledzący jej karierę od samego początku.

- To wydania dla stałych fanów, dla zbieraczy winyli, którzy, przyznaję, są bardzo wymagający. W tej grupie mamy także ludzi bardzo młodych. Dlatego dzięki winylom ta płyta dociera również do nich – podkreśla.

Rodzi się więc pytanie, czy gramofonowe krążki trwale odbudowały swoją pozycję w branży fonograficznej.

- W moim pojęciu jest to kolekcjonerska nisza. Jednak rozmawiając z ludźmi, dla których jest to ważne, sądzę, że na razie będzie to trwała tendencja. Jak długo potrwa, to trudno powiedzieć. Zatwardziały winylowiec ze wstrętem patrzy na CD, a co dopiero na streaming. Dla niego winyl to jakość, a także inwestycja. To klub ekskluzywny - powiedziała Jakubowicz z przymrużeniem oka.

Statystyki Związku Producentów Audio Video (SPAV) potwierdzają ten trend, wskazując na 46-procentowy wzrost sprzedaży winyli w Polsce w pierwszym półroczu bieżącego roku. Ich wartość osiągnęła 42,4 miliona złotych, co niemal zrównało ten segment z płytami CD, a wszystkie nośniki fizyczne wygenerowały łącznie 16,7 procent całego krajowego rynku muzycznego przy dalszej dominacji streamingu.

Ile Martyna Jakubowicz zarabia na Spotify i sprzedaży cyfrowej?

Rozwój serwisów streamingowych wywrócił rynek muzyczny do góry nogami, dając odbiorcom niemal nielimitowany katalog utworów za niewielki abonament. Z perspektywy samych twórców finansowy bilans tej cyfrowej rewolucji rzadko bywa jednak satysfakcjonujący.

- Sprzedaż cyfrowa w moim przypadku jest mało opłacalna. To głównie promocja – mówi artystka.

W podobnym tonie piosenkarka wypowiada się na temat zysków generowanych przez platformy streamingowe.

- Odkąd ZAiKS pobiera opłaty ze sprzedaży cyfrowej, drobne kwoty dla autorów czasem spłyną. Wielkość oczywiście zależy od popularności. Dla takich artystów, jak ja, to nie są kokosy - przyznaje.

Koszty nagrania płyty. Artystka o pracy w studiu

Przejście na niezależność wydawniczą wiąże się z koniecznością samodzielnego pokrycia sporych wydatków. Zorganizowanie sesji nagraniowej, opłacenie miksu, masteringu, projektu okładki, a także proces tłoczenia i kolportażu pochłaniają duże sumy i wymagają sprawnej logistyki.

- Studio – bardzo droga droga – mówi Jakubowicz. - W tej chwili właściwie można tam nagrywać na tzw. setkę, czyli grają wszyscy razem. Długie sesje nagraniowe przestały być opłacalne. Mogą pozwolić sobie na nie artyści z grubym portfelem lub wytwórnie, które już zarobiły na artyście wystarczająco dużo i inwestują dalej – wyjaśnia.

Wokalistka zauważa jednocześnie, że dzisiejsze rozwiązania technologiczne otwierają przed twórcami drzwi, które jeszcze kilkanaście lat temu pozostawały dla wielu zamknięte.

- Kwestia wyboru: dom, małe studio, duże studio – w zależności od pomysłu i zasobu finansowego – tłumaczy.

Po zamknięciu etapu w tłoczni wykonawca staje przed wyborem modelu dystrybucji gotowych krążków. Płyty można powierzyć zewnętrznym firmom, sprzedawać je we własnym zakresie przez internet lub oferować fanom bezpośrednio po występach. To ostatnie rozwiązanie niesie ze sobą wyjątkową wartość, ponieważ eliminuje cały szereg pośredników między muzykiem a jego odbiorcą.

- Dla artysty ważne są koncerty. Płyta jest ważna dla fana. Opłacalność może być liczona różnie, ale bierzemy pod uwagę również promowanie się. Dla artysty, który zaczyna, to jest ważne – promuje się za pomocą istnienia w sieci i fizycznie za pomocą koncertów i wydawnictw – mówi Martyna Jakubowicz.

Reedycje płyt Martyny Jakubowicz. Problemem prawa autorskie

Sympatycy talentu Martyny Jakubowicz z pewnością ucieszyliby się z powrotu jej pierwszych albumów na sklepowe półki, zwłaszcza w wersjach winylowych. Realizacja takiego przedsięwzięcia okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać. Główną barierę stanowią dziś dawne kontrakty oraz kwestie związane z prawami do zarejestrowanego materiału.

- Bardzo chętnie. Ale w tamtych czasach nie było prawodawstwa takiego jak teraz. Więc aby móc to zrobić, należy zdobyć zgody muzyków uczestniczących w sesjach nagraniowych. Wielu już nie żyje, a więc spadkobierców – wyjaśnia. - Może uda się namówić większego wydawcę na reedycje tych starych płyt, do których mamy prawa razem ze wspomnianym moim byłym menadżerem Marcinem Jacobsonem - dodaje.

Martyna Jakubowicz nagrywa nową płytę i szykuje się na 50-lecie

Dla słuchaczy kluczową informacją pozostaje jednak fakt, że artystka nie skupia się wyłącznie na odświeżaniu archiwalnego katalogu. Piosenkarka intensywnie pracuje nad premierowym materiałem, który będzie stanowił powrót do jej muzycznych korzeni.

- W tej chwili trwają nagrania nowej płyty. Zakończą się w nowym roku. Wracam do korzeni, także będzie americana, trochę folku, trochę bluesa w ciekawym ujęciu – zapowiada.

W studiu towarzyszą jej sprawdzeni instrumentaliści, z którymi współpracuje od wielu lat.

- Towarzyszą mi gitarzyści współpracujący z nią na stałe – Darek Bafeltowski i Kuba Andrzejewski oraz kilku muzyków sesyjnych – zdradza. Nowy krążek to zresztą niejedyny projekt w kalendarzu, gdyż otoczenie wokalistki powoli szykuje się do hucznego jubileuszu. - Szykujemy się do obchodów 50-lecia artystki. Być może będą wydawnictwa ekstra – zapowiada Patrycja Jakubowicz.

Menedżerka nie ujawnia na razie konkretnych planów, zaznacza natomiast, że zarówno przy nadchodzącym albumie, jak i przy projektach rocznicowych absolutnym priorytetem pozostaje wysoki poziom artystyczny i wydawniczy.

- Dużo nie znaczy dobrze. Chcemy zachować jakość – podsumowuje.

Sonda
Lubisz jazz?
Bartosiewicz reaguje na Jenny w Bitwach

ROLKI