Informacja o tym, że Britney Spears zgłosiła się na odwyk, obiegła światowe media w poniedziałek, 13 kwietnia. Jako pierwsi przekazali ją dziennikarze TMZ - tego samego serwisu, który już w marcu informował o zatrzymaniu wokalistki za jazdę pod wpływem alkoholu. Gwiazda została aresztowana w hrabstwie Ventura w Kalifornii i, jak wynika z relacji, bardzo mocno przeżyła całą tę sytuację.
Była niesamowicie rozemocjonowana. Ostatnie miesiące były dla niej bardzo trudne. Czuje wstyd oraz zażenowanie i bardzo żałuje tego, co się stało. Nie chce nikogo zawieść, włączając w to swoich fanów. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie, jest ponowne wystawienie się na publiczny osąd - przekazało anonimowe źródło z otoczenia piosenkarki portalowi "Page Six".
Cytowane przez TMZ źródło podaje, że artystka uległa namowom swoich bliskich, którzy zachęcali ją do rozpoczęcia leczenia i zawalczenia o własne zdrowie. Spears miała zdawać sobie sprawę z powagi swojego położenia i z tego, że "sięgnęła dna". Jednym z powodów podjęcia decyzji o terapii ma być również zbliżająca się sprawa sądowa.
Britney Spears na odwyku
Rozpoczęcie leczenia przez Britney Spears nastąpiło na trzy tygodnie przed terminem, w którym 44-latka ma stawić się w sądzie w Kalifornii, gdzie usłyszy zarzut prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Według źródeł TMZ to właśnie nadchodzący proces miał być jednym z czynników, które skłoniły ją do takiego kroku. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że decyzja o podjęciu terapii może wpłynąć na sposób, w jaki zostanie odebrana w oczach opinii publicznej i sądu.