Zaledwie kilka dni temu magazyn muzyczny "Billboard" okrzyknął go największą gwiazdą 2025 roku, co wywołało niemałe poruszenie, szczególnie wśród fanów Taylor Swift, która musiała zadowolić się pozycją numer dwa. Triumfował również na Latin Grammy i tych amerykańskich, odbierając statuetkę w najważniejszej kategorii, Album Roku, z rąk Harry'ego Stylesa. I to na kilka dni przed innym historycznym momentem, który stawia go w gronie ikon współczesnej popkultury - zagraniem Halftime Show podczas Super Bowl 2026.
Bad Bunny, 31-letni Portorykańczyk, na naszych oczach tworzy historię. "DeBÍ TiRAR MáS FOToS" to pierwsza w pełni hiszpańskojęzyczna płyta nagrodzona Grammy w kategorii Album Roku. Podczas show 9.02 też ma śpiewać wyłącznie po hiszpańsku. Podczas konferencji prasowej - z typową dla siebie brawurą - zażartował, że krytykujący ten pomysł mają sporo czasu, by nauczyć się jego języka.
Bad Bunny w Polsce
Wielki sukces Bad Bunny'ego ma wymiar polityczny. Artysta mocno sprzeciwia się prezydenturze Donalda Trumpa. Dziękując za statuetkę, powiedział:
Zanim podziękuję Bogu, powiem jedno - ICE out. Nie jesteśmy dzikusami, nie jesteśmy zwierzętami, nie jesteśmy kosmitami. Jesteśmy ludźmi.
Wcześniej oficjalnie zrezygnował z koncertowania po Stanach Zjednoczonych w ramach trasy. Istniała bowiem obawa, że agenci ICE mogliby brać za cel i aresztować fanów podczas jego koncertów.
Przed nami występ Bad Bunny'ego w Polsce. Już 14 lipca artysta zagra po raz pierwszy w naszym kraju i to od razu na PGE Narodowym. Bilety na show wyprzedały się w ekspresowym tempie.