"Pierwsza miłość" to jeden z najdłużej emitowanych seriali w historii polskiej telewizji, który niezmiennie cieszy się wiernym gronem widzów. Produkcja Polsatu od ponad 20 lat przyciąga przed ekrany kolejne pokolenia fanów, a losy bohaterów nieustannie dostarczają emocji, zwrotów akcji i tematów do dyskusji. Jedną z postaci, bez których trudno wyobrazić sobie ten serial, jest Marysia, bohaterka grana przez Anetę Zając, związaną z formatem od pierwszego odcinka.
Przez ponad dwie dekady scenarzyści nie oszczędzali jej postaci, serwując kolejne dramaty, miłosne zawirowania i życiowe zakręty. Wątki Marysi często wywołują skrajne emocje wśród widzów, a niektóre z nich bywają komentowane jako mocno oderwane od rzeczywistości. Zamiast współczucia, budzą śmieszność. Jak sama Aneta Zając podchodzi do serialowych perypetii swojej bohaterki i czy zdarzało jej się łapać za głowę, czytając scenariusz? Aktorka wyjawiła w rozmowie z Eską, że nigdy nie apelowała do scenarzystów, by ci zlitowali się nad jej bohaterką.
Nie mam żadnych sugestii. Im więcej się dzieje, tym lepiej. Przynajmniej ja mam co grać, a dla widzów jest to też ciekawe, gdy w ich ulubionych wątkach dzieją się jakieś nieprzewidywalne, ciekawe rzeczy - powiedziała Esce.
Nie ukrywa jednak, iż sama oceniła niektóre wątki jako kuriozalne.
Zając o roli Marysi
W rozmowie z Eską Aneta Zając przyznała wprost, że zdarza jej się uśmiechnąć pod nosem, gdy czyta scenariusz. Twórcy serialu nie oszczędzają bowiem jej bohaterek - Marysi i Dominiki.
Czasami się tak zdarzało, aczkolwiek my musimy zagrać to jak najbardziej profesjonalnie, wiadomo, że to serial, nie życie. To wszystko, co się dzieje, jest skumulowane, skondensowane, tak że nie znam osoby w życiu realnym, której by się wydarzyło to, co Marysi. To jest serial, trzeba to traktować z przymrużeniem oka - przypomniała.