Aneta Zając od ponad 20 lat gości na ekranach widzów telewizji Polsat, gdzie wciela się w rolę Marysi i Dominiki w serialu "Pierwsza miłość". Fani aktorki doskonale pamiętają czas, gdy pozowała z brzuszkiem, wyczekując pojawienia się na świecie synów, owoców jej związku z również znanym z "Pierwszej miłości" aktorem Mikołajem Krawczykiem, z którym rozstała się w 2012 roku.
Mimo ogromnej rozpoznawalności i sporych zasięgów w mediach społecznościowych, Zając nigdy nie zdecydowała się na pokazywanie twarzy swoich pociech w sieci. W rozmowie z Eską aktorka zdradziła, jakie ma zdanie na temat sharentingu i wyjawiła, dlaczego konsekwentnie chroni prawa do prywatności nastoletnich już chłopców.
To dlatego nie pokazuje twarzy synów
Zapytana przez Maksa Kluziewicza o to, jakie ma zdanie na temat sharentingu, Aneta Zając opowiedziała, jak to wyglądało i wygląda z jej perspektywy. Aktorka nigdy nie pokazywała wizerunku swoich synów w sieci.
Ja po prostu nigdy nie pokazywałam. Od małego podjęłam decyzję, że nie pokazuję twarzy synów, żeby chronić ich prywatność, żeby mogli normalnie dorastać, mieć swoją bezpieczną przestrzeń. Nikt nie musi, idąc ulicą, wiedzieć, że to są moi synowie - powiedziała w rozmowie z Eską.
Dopytana o to, skąd już wtedy, tych kilkanaście lat temu, miała taką świadomość, aktorka wyjaśniła:
To była taka intuicja. Wiem, że wtedy się głośno o tym nie mówiło, w ogóle media społecznościowe nie były tak bardzo rozwinięte, ale u mnie to była taka intuicja. Uważałam, że przecież to są odrębne jednostki i one nie muszą funkcjonować w tym świecie. Nawet nie chcę ich zabierać do tego świata. Jak będą mieli 18 lat, to sami sobie zdecydują, czy chcą.
Na koniec rozmowy Zając podkreśliła, że jej synowie posiadają profile w mediach społecznościowych, jednak nie publikują tam żadnych treści.
Mają swoje portale społecznościowe i nic tam nie publikują, bo nie czują takiej potrzeby. Zostawiam to im - podsumowała.