Spis treści
Tragiczny wypadek na jeziorze Kisajno latem 2019 roku wstrząsnął całą Polską. Śmierć producenta filmowego Piotra Woźniaka-Staraka była tematem numer jeden w mediach, a trwająca kilka dni akcja poszukiwawcza trzymała w napięciu miliony obserwatorów, którzy do końca mieli nadzieję na szczęśliwy finał.
Przeczytaj także: Agnieszka Woźniak- Starak i Piotr Woźniak- Starak: historia miłości dziennikarki i milionera. "Zjawił się o szóstej rano pod moimi drzwiami, na bosaka (...)"
Dla Agnieszki Woźniak-Starak te wydarzenia stały się tragicznym punktem zwrotnym. Dziennikarka nie ukrywa, że osobisty dramat, który wtedy przeżyła, całkowicie przewartościował jej spojrzenie na otaczający świat i rzeczywistość.
Gwiazda zdecydowała się na szczerą rozmowę w programie "Prześwietlenie" serwisu Goniec. Opowiedziała tam o metodach, które pozwoliły jej przetrwać ten koszmar, wspominając m.in. o fizycznym wycieńczaniu organizmu.
„Jak ci się wali jednego dnia świat na głowę, to nagle otwierasz oczy i się orientujesz, jakie to wszystko jest nieistotne. Wtedy miałam marzenie przetrwać i iść z tymi psami. Chodziłam trzy godziny po tym lesie z psami pod Warszawą i biegałam po 10 km, żeby jakieś endorfiny złapać. Dostajesz takiego resetu, nagle rozglądasz się i myślisz sobie: »What the f**k? To w ogóle nie o to w tym życiu chodzi«”
- wyznała w wywiadzie Woźniak-Starak.
Przeczytaj także: Agnieszka Woźniak-Starak wraca do afery z Dodą. "Byłam głupia"
Agnieszka Woźniak-Starak poprosiła o specjalistyczną pomoc na Mazurach
Prezenterka zdawała sobie sprawę, że obciążenie psychiczne może okazać się zbyt wielkie dla jednej osoby. Jeszcze w trakcie trwania akcji na jeziorze, czując nadchodzące załamanie, poprosiła bliskich o zorganizowanie profesjonalnego wsparcia na miejscu.
„Moja intuicja podpowiedziała mi - na miejscu, jeszcze jak szukaliśmy Piotrka, powiedziałam do naszego przyjaciela: "Chciałabym, żebyście ściągnęli psychiatrę albo psychologa na miejsce, bo ja nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguję. Będę potrzebowała pomocy i chcę, żeby ktoś był na miejscu"”
- relacjonowała dziennikarka.
Przybyły na miejsce profesor przedstawił jej brutalną alternatywę: albo mechanizm wyparcia, albo bolesne, ale konieczne przepracowanie emocji poprzez ciągłą rozmowę. Wdowa po producencie wybrała tę trudniejszą drogę, decydując się na konfrontację z bólem.
Gwiazda TVP o rozmowach do utraty tchu
Kluczem do przetrwania najgorszych chwil okazała się obecność i wsparcie najbliższych. Woźniak-Starak wspomina, że proces żałoby polegał na wielogodzinnych dyskusjach, które prowadziły wręcz do fizycznego wycieńczenia organizmu wszystkich uczestników.
„My czasami już prawie traciliśmy przytomność, straciliśmy głosy i tak dalej, ale miałam straszną potrzebę mówienia o tym i wszyscy wtedy jakoś się tak otwierali. Rozmawialiśmy o swoich emocjach, o wszystkim, o Piotrku, o tym, co się wydarzyło i to trwało wiele miesięcy”
- dodała w rozmowie z Gońcem.
Trauma wpłynęła również na duchowe podejście dziennikarki do kresu ludzkiego życia. Szukając ukojenia i odpowiedzi na dręczące pytania, zaczęła zgłębiać literaturę dotyczącą tego, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, co przyniosło jej ulgę.
„To nie była zwykła śmierć, bo to trwało bardzo długo, ta cała tragedia i wszystko, co się działo wtedy. Przestałam się bać śmierci zupełnie, bo wiem, że śmierć nie istnieje. Wiem, że coś jest dalej, musi coś być dalej. Wtedy też czytałam wiele książek o życiu po śmierci. Potrzebowałam namierzyć, gdzie Piotrek teraz może być. Naczytałam się tego tyle, że bardzo mnie to zbudowało i mi pomogło, bo uwierzyłam, że tak jest po prostu”
- podsumowała gwiazda.
Mimo upływu lat, piętno tamtych tragicznych wydarzeń pozostaje w Agnieszce Woźniak-Starak na zawsze. Bolesne doświadczenie straty męża sprawiło, że jej życiowe priorytety oraz sposób myślenia uległy trwałej zmianie.