- Wiosenny rozruch to gwarancja, że latem tonąć będziesz w morzu płatków.
- Zdejmij zimowe kożuchy z krzewów i postaw na kompost, ale miej oko na przymrozki.
- Chwyć za sekator, by pozbyć się tego, co zbędne, i zaserwuj roślinom azotową ucztę.
- Ten metalowy patent brzmi dziwnie, ale może okazać się "złotym strzałem" dla twoich upraw.
Kiedy ruszyć z odsieczą dla róż?
Gdy tylko poczujesz, że zima odpuszcza, a słupek rtęci pnie się w górę, wiedz, że nadszedł czas działania. Sukces w uprawie zależy od wyczucia momentu – pierwsze ciepłe dni to sygnał, by zacząć budzić ogród do życia. Gra toczy się o wysoką stawkę: od twoich obecnych ruchów zależy, jak szybko i obficie zakwitną twoje podopieczne.
Na pierwszy ogień idą kopczyki, które chroniły korzenie przed mrozem. Gdy tylko zniknie ryzyko silnych przymrozków, należy usunąć zimowe okrycia. To kluczowy moment, bo zbyt długie trzymanie roślin pod agrowłókniną to proszenie się o kłopoty. W dusznej i wilgotnej atmosferze pod przykryciem błyskawicznie rozwijają się pleśń i grzyby, które mogą zdziesiątkować twoją rabatę. Zamiast starej osłony, zaserwuj krzewom świeży kompost, który zregeneruje je po zimowym śnie.
Kolejny etap to fryzjer. Wiosenne cięcie jest konieczne. Pozbądź się wszystkiego, co stare, chore i przesuszone. Raz na trzy lata warto też przerzedzić krzew, by pędy nie walczyły ze sobą o słońce i składniki odżywcze. W przypadku odmian wielokwiatowych celujemy w wysokość około 30 cm. Pamiętaj, że w ogrodzie higiena to podstawa – w dłoni zawsze musi być zdezynfekowany sekator.
Zakop to przy korzeniach. Patent na bujne kwitnienie
Po cięciu, w okolicach przełomu marca i kwietnia, przychodzi czas na karmienie. Rośliny są głodne, więc najlepszym wyborem będą nawozy wieloskładnikowe. Szukaj mieszanek bogatych w azot, potas i fosfor. Ta święta trójca ogrodnika wzmocni korzenie i da sygnał do produkcji pąków, a azot dodatkowo lekko zakwasi glebę, co róże wprost uwielbiają.
Jeśli jednak lubisz eksperymenty, możesz wypróbować trik, o którym krążą legendy. Choć brzmi to jak scenariusz filmu science-fiction, niektórzy ogrodnicy zakopują pod krzewami stare gwoździe i druty. Po co? Chodzi o uwalnianie tlenku żelaza, który ma chronić przed chlorozą i wzmacniać łodygi. Alternatywą jest przygotowanie swoistego "koktajlu" – zalanie zardzewiałego metalu wodą i odstawienie na kilka dni, by potem taką miksturą podlać rabatę. Metoda ta nie ma twardych dowodów naukowych, ale starzy wyjadacze w branży ogrodniczej przysięgają, że działa cuda.