Najnowsze dane pokazują, że farmakologiczne leczenie otyłości przestaje być przede wszystkim domeną kobiet. Według danych GoodRx przywołanych przez Reuters mężczyźni odpowiadali w 2026 roku za 28,3 proc. realizowanych recept na leki odchudzające – wobec 18,3 proc. cztery lata wcześniej. W ślad za tym zmienia się również profil pacjentów trafiających do gabinetów chirurgów plastycznych.
Nie oznacza to jednak, że leki GLP-1 same w sobie prowadzą do kłopotów estetycznych. Z punktu widzenia chirurga znacznie istotniejsza jest skala redukcji masy ciała i to, w jaki sposób tkanki zachowują się po utracie dużej objętości.
Pacjent może stracić kilkanaście czy kilkadziesiąt kilogramów, a jego skóra nie zawsze jest w stanie w takim samym stopniu dostosować się do nowych warunków. Wpływają na to między innymi wiek, jej wyjściowa jakość i elastyczność, wielkość oraz tempo redukcji masy ciała, a także to, jak długo wcześniej tkanki pozostawały rozciągnięte. Dlatego dwóch pacjentów, którzy schudli dokładnie tyle samo, może po zakończeniu redukcji wyglądać zupełnie inaczej – wyjaśnia prof. Paweł Szychta.
Twarz traci nie tylko kilogramy
Jednym z najbardziej widocznych obszarów zmian może być twarz. Wraz ze spadkiem masy ciała zmniejsza się ilość tkanki tłuszczowej, która wcześniej odpowiadała również za jej objętość i podparcie. Przeglądy badań dotyczących znacznej utraty wagi wskazują m.in. na utratę objętości w środkowej części twarzy oraz większą wiotkość skóry w obrębie szyi. U części pacjentów może to sprawiać wrażenie nagłego przyspieszenia procesów starzenia.
Popularne określenie „Ozempic face” jest dużym uproszczeniem. Chirurg nie leczy przecież twarzy „po konkretnym leku”, a ocenia anatomię pacjenta po dużej i zazwyczaj szybkiej redukcji masy ciała: gdzie doszło przede wszystkim do utraty objętości, gdzie problemem jest nadmiar skóry, jak zachowują się głębsze tkanki i jakie są proporcje całej twarzy. Dopiero taka analiza pozwala zdecydować, czy w ogóle potrzebna jest interwencja, a jeśli tak to jaka – mówi prof. Szychta.
To rozróżnienie ma znaczenie. Sama utrata objętości nie jest tym samym problemem co opadanie tkanek czy znaczna wiotkość skóry. Próba rozwiązania każdego z nich wyłącznie poprzez „uzupełnianie” twarzy może prowadzić do efektu przeciwnego do oczekiwanego.
Pacjent po dużym schudnięciu nie powinien być automatycznie kwalifikowany do dodawania kolejnych mililitrów wypełniacza w miejsca, w których twarz wygląda na szczuplejszą. Jeżeli dominującym problemem stała się wiotkość i przemieszczenie tkanek, samo zwiększanie objętości nie odtworzy ich wcześniejszego położenia. W części przypadków wystarczające będą metody mniej inwazyjne, w innych właściwym rozwiązaniem może być zabieg chirurgiczny. Najważniejsza jest właściwa diagnoza problemu – podkreśla profesor.
Rosnąca obecność mężczyzn w statystykach jest szczególnie interesująca, ponieważ chirurgia estetyczna przez lata kojarzona była przede wszystkim z kobietami. ASPS podawało, że już w 2024 roku mężczyźni przeszli w USA około 1,7 mln zabiegów estetycznych – chirurgicznych i małoinwazyjnych. Najnowsze dane dotyczące wcześniejszego stosowania GLP-1 przez operowanych pacjentów pokazują, że farmakologiczne leczenie otyłości może tę grupę dodatkowo powiększać.
Anatomicznie problem po dużej redukcji jest podobny niezależnie od płci, choć oczekiwany kształt sylwetki bywa inny.
U mężczyzny nadmiar skóry w obrębie brzucha czy klatki piersiowej może przesłaniać np. kontur sylwetki czy zarys mięśni. U kobiety priorytetem mogą być zupełnie inne obszary i proporcje. Technicznie nie chodzi więc wyłącznie o usunięcie określonej ilości skóry. Operację planuje się tak, aby blizny, napięcie tkanek i ostateczny kształt były dopasowane do anatomii oraz oczekiwań konkretnego pacjenta – wyjaśnia prof. Szychta.
Nadmiar skóry po znacznej utracie masy ciała może pojawić się na brzuchu, ramionach czy udach. Zmiany obejmują również klatkę piersiową i piersi. W niektórych przypadkach problem przestaje mieć charakter wyłącznie estetyczny: fałdy skórne mogą utrudniać aktywność, powodować otarcia lub nawracające podrażnienia.
Czasami pacjent przychodzi z przekonaniem, że problem dotyczy jednego miejsca, na przykład brzucha. Podczas badania widzimy jednak, że utrata objętości zmieniła również klatkę piersiową, boczne partie tułowia czy uda. Nie oznacza to oczywiście, że wszystko należy operować. Przeciwnie: zadaniem chirurga jest ustalenie, co rzeczywiście przeszkadza pacjentowi i jaka interwencja będzie adekwatna. Przy rozległych zmianach leczenie może wymagać etapowania – tłumaczy prof. Szychta.
Najpierw redukcja, później decyzja o operacji
Ogromna popularność leków z grupy GLP-1 sprawia, że chirurgia plastyczna zaczyna mierzyć się z konsekwencjami terapii, które jeszcze kilka lat temu występowały przede wszystkim u pacjentów po operacjach bariatrycznych lub bardzo dużej redukcji osiągniętej metodami zachowawczymi. Mechanizm pozostaje jednak podobny: ciało po utracie znacznej ilości tkanki tłuszczowej nie zawsze wraca samoistnie do proporcji sprzed przyrostu masy ciała.
Prof. Szychta podkreśla, że moment kwalifikacji do zabiegu ma tutaj szczególne znaczenie.
Chirurgia plastyczna nie powinna konkurować z procesem odchudzania. Najpierw pacjent powinien zakończyć zasadniczą redukcję i osiągnąć możliwie stabilną masę ciała. Dopiero wtedy możemy rzetelnie ocenić, które zmiany pozostaną z nim na dłużej i zaplanować postępowanie. Czasem najlepszą decyzją jest wstrzymanie się z operacją i pozwolenie organizmowi się ustabilizować – zaznacza profesor.
Rosnąca skuteczność farmakologicznego leczenia otyłości może więc paradoksalnie sprawić, że chirurdzy plastyczni będą spotykali więcej pacjentów nie dlatego, że chcą oni schudnąć za pomocą operacji, lecz dlatego, że już skutecznie schudli. Kolejnym etapem dla części z nich staje się poradzenie sobie ze zmianami, których sama utrata kilogramów nie jest w stanie cofnąć.