Spis treści
- Hyperion – doświadczenie, które trudno opisać słowami
- Zadra – czyste szaleństwo na drewniano-stalowej konstrukcji
- Abyssus – niezapomniana dawka adrenaliny
- Formuła – przyśpieszenie, pętla i ogromna frajda dla najmłodszych
- Nie tylko rollercoastery. Jedzenie, pamiątki i wspólne wspomnienia
- Jesienna Energylandia i Halloweenowe atrakcje. Aż strach się bać…
- Domy strachów. Nie każdy ma ochotę iść dalej
- Western Camp. Nocleg jak na planie westernu
- Energylandia potrafi w każdym obudzić dziecko
Energylandia w Zatorze to miejsce, w którym łatwo zapomnieć o codziennych sprawach. Kolorowe strefy tematyczne, dopracowana scenografia i atrakcje rozmieszczone na terenie całego parku sprawiają, że od wejścia czuć tu wyjątkową atmosferę. Miałam okazję przekonać się o tym zarówno podczas wyjazdu z dziećmi, jak i wypadu z przyjaciółmi. Oba doświadczenia były zupełnie inne, ale za każdym razem nie brakowało emocji. Dzięki różnorodności można przeplatać ekstremalne przejazdy spokojniejszymi aktywnościami i dostosować tempo zwiedzania do własnych upodobań.
Najbardziej doceniam różnorodność Energylandii. To nie tylko miejsce dla najmłodszych czy fanów ekstremalnych przejażdżek. Rodziny z dziećmi w różnym wieku mogą znaleźć atrakcje dopasowane do swoich potrzeb, a dorośli również nie będą się tu nudzić. Nie trzeba zresztą spędzać całego dnia razem na tych samych atrakcjach, by dobrze się bawić.
Na plus wypada też organizacja parku. Zadbane otoczenie, wyraźnie wydzielone strefy i zaplecze gastronomiczne ułatwiają zaplanowanie pobytu. Między kolejnymi przejażdżkami można odpocząć, coś zjeść i ruszyć dalej. Nim człowiek się obejrzy, mija cały dzień.
Hyperion – doświadczenie, które trudno opisać słowami
Jeśli miałabym wskazać atrakcję, której parametry już same w sobie robią wrażenie, byłby to Hyperion. To jeden z najbardziej charakterystycznych rollercoasterów Energylandii, a kolejka do przejazdu pokazuje, że wiele osób chce przekonać się na własnej skórze, co potrafi.
Hyperion ma 77 metrów wysokości, a jego wagoniki rozpędzają się do 142 km/h. Pierwszy spadek ma 82 metry wysokości i nachylenie 85 stopni. Sama świadomość tych liczb sprawia, że oczekiwanie na przejazd staje się częścią całego doświadczenia. Najpierw wagonik powoli wspina się na szczyt, dając chwilę na spojrzenie w dół. Potem następuje gwałtowny zjazd i przyspieszenie. To właśnie połączenie prędkości, wysokości i uczucia spadania robi największe wrażenie.
Zadra – czyste szaleństwo na drewniano-stalowej konstrukcji
Zadra dostarcza zupełnie innych wrażeń. To rollercoaster, łączący drewnianą konstrukcję z elementami stalowymi. Osiąga prędkość 121 km/h, ma 63,8 metra wysokości, a jej najbardziej charakterystycznym elementem jest spadek pod kątem 90 stopni.
Już sam początek przejazdu buduje napięcie, ale później dzieje się naprawdę dużo. Wagoniki pędzą po torze, pokonują gwałtowne zmiany kierunku i przechodzą przez trzy inwersje, czyli elementy, podczas których pasażerowie obracają się do góry nogami. Wszystko dzieje się szybko, a kolejne fragmenty trasy nie pozwalają na spokojne oswojenie się z tym, co właśnie się wydarzyło. Tutaj uwagę przyciąga dynamika całego przejazdu. To propozycja dla tych, którzy lubią mocne wrażenia.
Abyssus – niezapomniana dawka adrenaliny
Bardzo dobre wrażenia pozostawił po sobie również Abyssus, który ma nieco inny charakter. To wielokrotnie przyspieszający rollercoaster, osiągający 100 km/h. Jego tor ma 1316 metrów długości, a przejazd trwa około dwóch minut. Nie jest to więc krótka przejażdżka, po której od razu wraca się do kolejki. Abyssus ma w sobie pewną płynność, którą trudno porównać z gwałtownym charakterem Zadry. Wagoniki sprawnie przechodzą z jednego elementu trasy w kolejny, a zmiany kierunku i momenty jazdy do góry nogami dostarczają kolejnych wrażeń. To jedna z tych atrakcji, na których nie sposób się nudzić.
Formuła – przyśpieszenie, pętla i ogromna frajda dla najmłodszych
Świetnie wspominam również Formułę. Jej charakterystycznym elementem jest start, podczas którego wagoniki rozpędzają się do 80 km/h w około dwie sekundy. Przyspieszenie jest gwałtowne i zaskakujące, a później przychodzi czas na pętle i zakręty. Na tej atrakcji świetnie bawią się nawet kilkuletnie dziećmi.
Nie tylko rollercoastery. Jedzenie, pamiątki i wspólne wspomnienia
Cały dzień w parku rozrywki to nie tylko korzystanie z atrakcji. Ważne jest również zaplecze gastronomiczne, a w Energylandii można wybierać spośród różnych propozycji. Są burgery, pizza, dania inspirowane kuchnią włoską, a także klasyczne posiłki obiadowe. Dzięki temu łatwiej zaplanować przerwę na jedzenie bez konieczności opuszczania parku.
Dużo frajdy sprawiają również dodatkowe pamiątki. Po przejażdżkach można kupić zdjęcia dokumentujące emocje towarzyszące przejazdowi. To ciekawy sposób na zachowanie wspomnień, szczególnie gdy fotografia uchwyci moment, w którym nasza twarz wyraża więcej niż tysiąc słów.
W sklepikach dostępne są także gadżety sygnowane nazwą Energylandii, między innymi kubki, smycze, maskotki i inne drobiazgi. Dla dzieci dodatkową atrakcją mogą być punkty z grami, w których można wygrać gigantyczne pluszaki. Takie zabawy potrafią dostarczyć emocji nie mniejszych niż niejedna przejażdżka, zwłaszcza gdy stawką jest wymarzona maskotka.
Jesienna Energylandia i Halloweenowe atrakcje. Aż strach się bać…
Miałam okazję zobaczyć park w październiku, kiedy jesienna aura potrafi wprawić w człowieka w wyjątkowy nastrój. Dekoracje, dynie, tematyczne aranżacje i mroczniejsze akcenty sprawiają, że przestrzenie nabierają magicznego charakteru. Podczas mojej wizyty pogoda dopisywała, a korzystanie z atrakcji na świeżym powietrzu było prawdziwą przyjemnością, dlatego uważam, że warto rozważyć przyjazd w październiku, w dzień Halloween lub nawet w listopadzie, kiedy pogoda dopisuje. Park potrafi wyglądać bajkowo, a jednocześnie nieco tajemniczo.
Domy strachów. Nie każdy ma ochotę iść dalej
Halloweenowa atmosfera to nie tylko dekoracje. Jednym z mocniejszych doświadczeń jest wejście do domu strachów. Wybrałyśmy się z koleżankami, licząc na dodatkową dawkę adrenaliny, ale szybko okazało się, że nie wszystkie mamy ochotę kontynuować tę przygodę. Tego rodzaju atrakcje zdecydowanie nie są dla każdego, choć uważam, że warto spróbować zmierzyć się z własnym strachem. Ciemność, napięcie i niepewność związana z tym, co czeka za kolejnym zakrętem, potrafią sprawić, że serce zaczyna bić szybciej. Wszystko jest przygotowane tak, by wywołać emocje i wciągnąć odwiedzających w bardzo mroczny świat.
Western Camp. Nocleg jak na planie westernu
Jeśli ktoś chce przedłużyć pobyt i nie ograniczać się do jednego dnia w parku, warto rozważyć nocleg w Western Camp. Miałam okazję spędzić tam czas i to miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Już sama sceneria sprawia, że można poczuć się jak na planie filmu o Dzikim Zachodzie. Do wyboru są między innymi domki szeryfa, domki na wodzie, namioty tipi oraz stylizowane powozy. Całość jest utrzymana w westernowym klimacie, a dopracowane otoczenie sprawia, że zwykły nocleg staje się kolejnym elementem przygody.
Energylandia potrafi w każdym obudzić dziecko
Po wizytach w Energylandii wiem, że to miejsce, które można odkrywać na wiele sposobów. Z dziećmi daje okazję do wspólnej zabawy i tworzenia wspomnień, a w gronie dorosłych pozwala na chwilę zapomnieć o codziennych obowiązkach i po prostu dobrze się bawić. Jeśli więc szukacie pomysłu na rodzinny wyjazd albo nietypowy wypad z przyjaciółmi, zdecydowanie warto udać się do Energylandii.