Rosyjskie drony uderzyły w pobliżu Polski. Szefowa dyplomacji UE zabrała głos

Kaja Kallas wypowiedziała się w poniedziałek na temat ostatnich działań militarnych Rosji, wymierzonych w zachodnie rejony Ukrainy, blisko granicy z Polską. Zaznaczyła stanowczo, że według niej celem tego ataku była próba wywarcia presji i wywołania strachu wśród państw Zachodu.

Prezydent Rosji Władimir Putin ze słuchawką w uchu. O atakach dronów blisko polskiej granicy przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: Photoibo/ Shutterstock Władimir Putin w ciemnym garniturze z czerwoną krawatką, z mikrofonem na uchu, siedzi z zaciśniętymi pięściami i poważną miną. W tle rozmazane, pomarańczowe tło. Temat kryzysu paliwowego w Rosji na Super Biznes.

Reakcja UE na nocny atak

Przypomnijmy, że w nocy z minionej soboty na niedzielę wojska rosyjskie użyły kilkunastu dronów do uderzenia na terytorium Ukrainy, bezpośrednio w pobliżu polskiej granicy państwowej. Skutkiem tego ostrzału było między innymi uszkodzenie składu pociągu, który zmierzał do stolicy Polski. W odpowiedzi na to zagrożenie dowództwo polskiej armii zdecydowało się na uruchomienie i poderwanie w powietrze wojskowych myśliwców. Dodatkowo odpowiednie służby państwowe wydały oficjalne komunikaty z ostrzeżeniami dla mieszkańców przebywających na terenie województw przygranicznych.

- Jasne jest, że ma to na celu odstraszenie państw zachodnich od wspierania Ukrainy i od udawania się tam, by okazać to poparcie. Taki był zamysł – to był wyraźny sygnał skierowany do świata zachodniego -

stwierdziła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas podczas rozmowy z przedstawicielami mediów, odnosząc się do uderzenia na zachodnie obwody Ukrainy.

- Musimy sobie zadać pytanie, jakie wnioski z tego płyną. Moim zdaniem powinniśmy postąpić dokładnie odwrotnie. Powinniśmy pokazać, że wspieramy Ukrainę i nie damy się zastraszyć, bo w przeciwnym razie Rosja osiągnie swój cel, którym jest podporządkowanie sobie Ukrainy, a nie jest to jej cel ostateczny, bo ten jest znacznie szerszy -

podkreśliła w dalszej części swojej wypowiedzi unijna polityk.

Uderzenie rosyjskich dronów blisko Polski

Nocny nalot, w którym wykorzystano kilkanaście bezzałogowych statków powietrznych typu Gerań-5, miał miejsce z soboty na niedzielę. Aparatura radarowa polskich systemów bezpieczeństwa zarejestrowała rosyjskie drony operujące nad zachodnim terytorium Ukrainy. Ta niebezpieczna sytuacja wymusiła na polskich siłach zbrojnych natychmiastowe działanie – podjęto decyzję o szybkim poderwaniu myśliwców w celu zabezpieczenia przestrzeni powietrznej kraju.

Bezpośrednio przy pasie granicznym z Polską zarejestrowano dwa groźne incydenty z udziałem bezzałogowców. Jeden z aparatów trafił w lokomotywę należącą do pasażerskiego składu kolejowego, który w tamtym momencie znajdował się na stacji Jagodzin, niespełna dwa kilometry od linii granicznej. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez ukraiński portal Suspilne, który powołał się na wypowiedź zastępcy dyrektora narodowego przewoźnika Ukrzaliznycia, był to pociąg obsługujący trasę łączącą Kijów z Warszawą. Drugi z wystrzelonych dronów uderzył z kolei w stację paliw zlokalizowaną niedaleko polsko-ukraińskiego punktu odpraw w Dorohusku-Jagodzinie. Zdaniem ekspertów, takie rozmieszczenie celów dowodzi, że sprawcy intencjonalnie obrali za punkt ataku newralgiczne obiekty infrastrukturalne.

Podczas nadzwyczajnego posiedzenia sztabu kryzysowego, które odbyło się w niedzielny wieczór, prezes Rady Ministrów Donald Tusk zwrócił uwagę na powagę sytuacji. Szef polskiego rządu jasno zaznaczył, że wzrost napięcia i nasilenie rosyjskich operacji militarnych to niezaprzeczalny fakt. Premier ostrzegł również, że incydenty o podobnym charakterze mają miejsce w coraz mniejszej odległości od terytorium państwa polskiego.

DR HAB. MIEŃKOWSKA-NORKIENE: Rosja konsekwentnie stosuje taktykę zastraszania Europy Zachodniej

Rolki