Rybak przetrwał na oceanie ponad rok, a po powrocie oskarżono go o zjedzenie kolegi
Salvador Alvarenga dokonał rzeczy z pozoru niemożliwej, przeżywając dryfowanie na pełnym morzu przez aż 438 dni. Jego niezwykła walka o przetrwanie zakończyła się jednak kolejnymi poważnymi problemami już po powrocie na ląd. Jak podaje serwis CNN, niedługo po powrocie do cywilizacji mężczyzna został pozwany przez rodzinę swojego zmarłego towarzysza, która zarzuciła mu zjedzenie ciała ich bliskiego.
Wszystko zaczęło się w listopadzie 2012 roku u wybrzeży Meksyku. Alvarenga zaplanował dwudniową wyprawę na ryby ze swoim stałym partnerem, który jednak w ostatniej chwili musiał zrezygnować. W jego miejsce na pokład wszedł niedoświadczony, 24-letni Ezequiel Córdoba. Choć Alvarenga wiedział, że zbliża się sztorm, postanowił podjąć ryzyko, ponieważ wcześniej pływał już w podobnych warunkach pogodowych.
Sztorm odebrał im kontrolę i łączność ze światem
Po dwóch dniach spokojnego łowienia rozpętała się potężna nawałnica, która trwała przez kolejny tydzień. Setki litrów wody morskiej nieustannie wdzierały się na pokład, grożąc zatopieniem lub wywróceniem łodzi. Sytuacja stała się krytyczna, gdy nagle zepsuł się silnik jednostki.
W obawie, że łódź stanie się zbyt ciężka i niestabilna, rybacy zdecydowali się wyrzucić do wody większość swojego sprzętu. Kiedy przestało działać radio, mężczyźni zostali całkowicie odcięci od świata. Dryfując coraz dalej, nie mieli żadnych masztów ani flar, które pozwoliłyby ich zlokalizować, a jedynym drogowskazem na bezkresnej wodzie pozostały gwiazdy.
Brutalna walka o przetrwanie i picie ptasiej krwi
Brak przynęty i haczyków zmusił Alvarengę do polowania gołymi rękami. Rybak kładł się na krawędzi łodzi, wypatrywał rekinów, po czym zanurzał ręce w wodzie, by chwytać ryby i dwiema dłońmi miażdżyć ich łuski. Córdoba pomagał mu, czyszcząc i krojąc mięso, które następnie suszyli na słońcu.
Najgorsze okazało się jednak pragnienie, przez co rybacy na początku musieli pić własny mocz. Dopiero po miesiącu udało im się złapać pierwszą deszczówkę. Bardzo ważnym źródłem płynów stały się łapane przez nich morskie ptaki, którym rozcinali gardła, by pić ich krew. Jedli prawie wszystkie części ptaków, unikając jedynie żołądków zanieczyszczonych śmieciami i plastikiem. Okazjonalnie udawało im się również złapać żółwia lub rybę latającą.
Polecany artykuł:
Śmierć młodego towarzysza w lodówce na pokładzie
Młodszy z rybaków szybko stracił nadzieję na ocalenie, często płakał i miewał napady agresji. Po zatruciu się surowym ptasim mięsem Córdoba podjął drastyczną decyzję i całkowicie odmówił dalszego jedzenia. Ostatecznie zmarł w pokładowej lodówce, w której obaj mężczyźni codziennie chowali się przed palącym słońcem.
Przed śmiercią 24-latek poprosił towarzysza, by ten odwiedził jego matkę i przekazał jej, że bardzo żałuje braku pożegnania oraz prosi, by nie robiła już dla niego tradycyjnych potraw tamales. Alvarenga przez sześć dni rozmawiał z ciałem zmarłego kolegi, zanim zdał sobie sprawę, że zaczyna tracić zmysły. Aby uratować swoje zdrowie psychiczne, zdecydował się wrzucić zwłoki do oceanu.
Powrót do domu i milionowe pozwy
Po 438 dniach dryfowania Alvarenga dostrzegł w oddali góry, dopłynął do brzegu wpław i w styczniu 2014 roku został uratowany. Choć dotrzymał obietnicy i odwiedził matkę zmarłego kolegi, a w listopadzie 2015 roku wydał książkę opisującą jego przeżycia, szybko spotkały go poważne kłopoty prawne.
Rodzina Córdoby złożyła przeciwko niemu pozew opiewający na milion dolarów, oskarżając go o zjedzenie syna w celu przeżycia. Prawnik Alvarengi odrzucił te zarzuty, twierdząc, że rodzina próbuje w ten sposób wymusić część zysków ze sprzedaży książki. Co ciekawe, rybaka pozwał również jego były adwokat, Benedicto Perlera, który zażądał miliona dolarów za rzekome naruszenie umowy.
Po traumatycznych przejściach Alvarenga początkowo zmagał się z lękiem przed oceanem, jednak z czasem fobia minęła. Jak przekazał jego obecny prawnik Jeffrey Masonek, rybak wyraził chęć powrotu do dawnego stylu życia na morzu i jest niezwykle wdzięczny za to, że ocalał.