William i Kate po raz pierwszy zabierają głos w sprawie Epsteina. Mówią o „głębokim zaniepokojeniu”
Książę William i księżna Kate po raz pierwszy publicznie odnieśli się do afery Jeffreya Epsteina, w kontekście której od lat pojawia się nazwisko księcia Andrzeja, wuja Williama i syna króla Karola III. Stanowisko książęcej pary zostało przekazane za pośrednictwem rzecznika i ograniczyło się do krótkiego, ale jednoznacznego komunikatu: para książęca jest „głęboko zaniepokojona” kolejnymi ujawnianymi informacjami. Oświadczenie padło w Rijadzie, gdzie rzecznik pary Walii przekazał mediom, że ich myśli „pozostają skupione na ofiarach”. To pierwsza taka reakcja Williama i Kate od momentu wybuchu skandalu, który od lat rzuca cień na brytyjską rodzinę królewską. Oświadczenie następców brytyjskiego tronu zostało wystosowane po publikacji kolejnych dokumentów dotyczących relacji księcia Andrzeja z Jeffreyem Epsteinem, amerykańskim finansistą skazanym za przestępstwa seksualne, który w 2019 roku zmarł w nowojorskim areszcie w niejasnych okolicznościach.
ZOBACZ TEŻ: Tu możesz zobaczyć akta Epsteina! Wyszukasz dowolne słowo
Nikt nie wiedział o Andrzeju i Epsteinie? Członkowie rodziny królewskiej mierzą się z presją i pytaniami
Pracujący członkowie rodziny królewskiej znaleźli się w mocno niezręcznej sytuacji, stawiane są pytania o to, czy na pewno nikomu nie było wiadomo o czynach Andrzeja. Znaleźli się pod dużą presją i niektórzy z nich zabierają głos, inni tego unikają. Po raz pierwszy głos w tej sprawie zabrał niedawno choćby starszy brat byłego już księcia, książę Edward, który podczas wywiadu dla CNN na szczycie w Dubaju podkreślił, że „najważniejsze jest, by pamiętać o ofiarach”. Również król Karol III jest zasypywany pytaniami. Podczas oficjalnej wizyty w Essex jeden z obywateli publicznie zapytał monarchę, czy wywierał naciski na policję, by zbadała powiązania jego brata z Epsteinem. Król nie odpowiedział i kontynuował spotkanie z mieszkańcami niby nigdy nic. W tle tych wydarzeń książę Andrzej wycofał się z jednej z królewskich rezydencji, co przez część komentatorów interpretowane jest jako próba dalszego dystansowania monarchii od kompromitującej postaci.