Korea Południowa wyśle saperów w rejon Zatoki Omańskiej. To efekt nacisków Waszyngtonu

2026-11-06 18:50

Donald Trump nie krył wielkiego żalu wobec władz Republiki Korei za brak wsparcia amerykańskiej operacji militarnej przeciwko Iranowi, który blokuje Cieśninę Ormuz. Po naciskach ze strony Waszyngtonu, w czwartek 5 listopada południowokoreański resort obrony ogłosił plany rozszerzenia działań morskich w pobliżu tego strategicznego przesmyku. Do wdrożenia decyzji brakuje teraz jedynie zgody parlamentu, a w kolejnym kroku akceptacji prezydenta.

Szary niszczyciel z flagą Korei Południowej płynie po błękitnym oceanie. O działaniach marynarki przeczytasz w Eska.
Autor: Terrin Hartman /US Navy/ Materiały prasowe Niszczyciel klasy Chungmugong Yi Sun-sin (DDH 975) Marynarki Wojennej Republiki Korei

• Obszar prowadzenia operacji zostanie zwiększony z 600 do 1200 mil w stronę Cieśniny Ormuz.

• Skład osobowy misji powiększy się o 75 żołnierzy, osiągając łącznie 395 osób.

• Władze Republiki Korei postawiły w tej sprawie na wyjątkowo salomonowe rozwiązanie dyplomatyczne.

Misja antypiracka Cheonghae Unit, znana jako „Jednostka Czyste Morze”, trwa od marca 2009 roku w Zatoce Adeńskiej przy wybrzeżach Jemenu i Somalii, gdzie skutecznie chroni statki przed atakami somalijskich piratów. W ramach obecnej, 49. rotacji, główną siłę stanowi niszczyciel ROKS Chungmugong Yi Sun-sin, który wypłynął z portu w Busanie 2 października 2026 roku. Oprócz samego okrętu kontyngent dysponuje śmigłowcem marynarki wojennej, trzema szybkimi łodziami patrolowymi oraz 320 ludźmi, wśród których znajdują się załoga jednostki, członkowie sztabu, lotnicy, płetwonurkowie, medycy i personel wsparcia.

Obecnie południowokoreańskie ministerstwo obrony zabiega o zgodę władz zwierzchnich na dwukrotne powiększenie obszaru działania misji z 600 do 1200 mil w stronę Cieśniny Ormuz. Nowy rejon operacyjny obejmie wody Morza Arabskiego położone na południe od Omanu. W praktyce oznacza to, że okręty wojenne Republiki Korei będą pełnić służbę w okolicach omańskiego portu Duqm, który znajduje się w odległości około 650 kilometrów od samej Cieśniny Ormuz.

Według doniesień dziennika „The Korea Times”, władze w Seulu planują wzmocnić misję dodatkowym sprzętem i personelem, wysyłając na miejsce:

• morski samolot patrolowy P-8A Poseidon wraz z 45-osobowym zespołem obsługi i wsparcia technicznego,

• wyspecjalizowany oddział saperów zajmujący się rozminowywaniem (EOD) oraz

• nowoczesny bezzałogowy sprzęt przeznaczony do likwidacji min morskich.

Dzięki tym posiłkom stan osobowy kontyngentu zwiększy się o 75 osób i wyniesie łącznie 395 żołnierzy, a oficjalne zadania grupy rozbudowano o „wspieranie przywracania wolności żeglugi na międzynarodowych szlakach żeglugowych”. Przedstawiciele resortu obrony tłumaczą, że wysłanie dodatkowych sił stanowi krok przygotowawczy do ewentualnych akcji rozminowywania, które „mogą mieć miejsce w Cieśninie Ormuz w przyszłości”.

Skala zagrożenia jest ogromna, ponieważ Islamska Republika Iranu skutecznie zaminowała akweny prowadzące do Cieśniny Ormuz. Choć sam przesmyk w najwęższym miejscu liczy zaledwie 39 kilometrów szerokości, to wielkie tankowce muszą poruszać się dwoma znacznie węższymi torami wodnymi, z których każdy ma zaledwie około 2 mil morskich szerokości. Szacunki wskazują, że irański arsenał obejmuje lub obejmował kilka tysięcy zróżnicowanych technologicznie min, począwszy od prostych ładunków kontaktowych, aż po zaawansowane miny denne.

Całkowite zablokowanie żeglugi na obu tych szlakach komunikacyjnych wcale nie wymaga jednak użycia tysięcy ładunków. Do wywołania pełnego paraliżu wystarczy bowiem rozmieszczenie zaledwie stu lub dwustu min.

Dokładna liczba ładunków wrzuconych do wody przez Teheran pozostaje tajemnicą, co dramatycznie utrudnia zarówno ocenę sytuacji w Cieśninie Ormuz, jak i przyszłe operacje saperskie. Podczas minowania akwenu Iran zastosował asymetryczną doktrynę Marynarki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGCN), unikając użycia tradycyjnych stawiaczy min, które byłyby łatwym celem dla amerykańskiego lotnictwa (US Air Force) i floty (US Navy). Zamiast tego wykorzystano setki szybkich łodzi motorowych, cywilne kutry rybackie, bojowych płetwonurków oraz okręty podwodne klasy Ghadir i Kilo.

Siły zbrojne Seulu włączą się w neutralizację tego zagrożenia w ramach operacji sojuszniczych, w których główną rolę odgrywają obecnie okręty amerykańskiej US Navy oraz brytyjskiej Royal Navy. Jednostki zachodniej koalicji nie rozpoczęły jeszcze wprawdzie zakrojonej na szeroką skalę, kompleksowej akcji oczyszczania wód, ale skupiają się na monitorowaniu wyznaczonych korytarzy żeglugowych i niszczeniu wykrytych ładunków. Samo zlokalizowanie podwodnych zagrożeń jest jednak niezwykle trudnym zadaniem.

Poszukiwania min mocno komplikują silne prądy morskie oraz specyficzne, piaszczysto-skaliste dno, które generuje fałszywe odczyty na radarach i sonarach. Dopóki akwen nie zostanie całkowicie oczyszczony, armatorzy oraz firmy ubezpieczeniowe traktują szlak przez Cieśninę Ormuz jako strefę skrajnego ryzyka wojennego. Taka sytuacja ma bezpośrednie i bardzo poważne przełożenie na globalny rynek ropy naftowej.

W ostatnich dniach na giełdach widać wprawdzie spadki cen surowca. Podczas gdy pod koniec października baryłka ropy Brent kosztowała ponad 110 dolarów, w pierwszym tygodniu listopada jej wartość spadła do przedziału 95-96 dolarów. Rynek pozostaje jednak niezwykle wrażliwy i wystarczy zaledwie kilka nowych incydentów związanych z wojną w Iranie, aby ceny ponownie poszybowały w górę.

Decyzja Korei Południowej o dołączeniu do międzynarodowej koalicji rozminowującej wody Zatoki Perskiej nie wynika jednak wyłącznie z uległości wobec dyplomatycznej presji Stanów Zjednoczonych.

Władze w Seulu konsekwentnie unikały i nadal unikają angażowania się w otwarte działania zbrojne wymierzone bezpośrednio w Iran, jednak operacja o charakterze prewencyjnym to zupełnie inna sprawa. Kluczowy jest tu fakt, że Republika Korei aż w 70 procentach zaspokaja swoje zapotrzebowanie na ropę dostawami z Bliskiego Wschodu. Zdecydowana większość tego surowca dociera do kraju na pokładach tankowców płynących właśnie przez Zatokę Omańską i Cieśninę Ormuz.

Połączenie nacisków dyplomatycznych ze strony głównego sojusznika oraz twardych realiów ekonomicznych sprawiło, że południowokoreańska flota pojawi się u wybrzeży Omanu. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego okręty będą stacjonować aż kilkaset kilometrów od samej Cieśniny?

Powodem takiej ostrożności są jednoznaczne groźby z Teheranu, który ostrzegł Seul, że pojawienie się koreańskich okrętów bezpośrednio w Cieśninie Ormuz spotka się z natychmiastową odpowiedzią Iranu. Władze Republiki Korei postanowiły więc zapalić Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, wybierając prawdziwie salomonowe rozwiązanie zapewniające bezpieczeństwo wszystkim stronom. Dzięki temu dyplomatycznemu manewrowi wilk jest syty i owca cała.

GEN. KOMORNICKI: USA I TRUMP SKOMPROMITOWALI SIĘ W IRANIE! | Super Ring

ROLKI