Katastrofa w Nepalu i Tybecie. Prawie 500 ofiar, a teraz grozi kolejna potężna powódź

Katastrofalne powodzie, lawiny błotne i osuwiska spustoszyły himalajskie tereny Nepalu oraz Tybetu. Liczba potwierdzonych ofiar wzrosła już do 494. Choć chińskie służby wznowiły akcję ratunkową, region nadal pozostaje zagrożony. W jednym z naturalnych zbiorników zgromadziły się miliony metrów sześciennych wody.

Aktualizacja, godz. 12:00

Najnowsze informacje z Himalajów: liczba ofiar powodzi w Nepalu i Tybecie wzrosła do 494. Chiny wznowiły działania poszukiwawczo-ratownicze w Tybecie, które wcześniej zostały wstrzymane ze względu na zagrożenie związane z naturalnym zbiornikiem wodnym powstałym po katastrofie. Chińska telewizja państwowa CCTV przekazała, że ryzyko przerwania zbiornika „stopniowo maleje”, a akcja ratunkowa „przebiegają w sposób uporządkowany”. Poziom wody obniżył się już o 10 metrów względem czwartkowego poranka.

Sytuacja nadal wymaga jednak szczególnej ostrożności. W zbiorniku znajduje się ponad 2,5 mln metrów sześciennych wody, a w ciągu najbliższych trzech dni może napłynąć kolejne 3 mln. Służby ostrzegają przed możliwością gwałtownego przerwania naturalnej zapory i wystąpienia kolejnych powodzi błotnych oraz lawin. Według prognoz szczyt zagrożenia może nastąpić 1 września. Wcześniej działania ratunkowe czasowo wstrzymały również służby nepalskie.

Wcześniej informowaliśmy:

Liczba ofiar w Nepalu stale rośnie

Z terenów leżących na granicy Nepalu i Chin dochodzą wstrząsające informacje o kataklizmie. Dotychczasowy bilans mówi o przynajmniej 472 zabitych, przy czym aż 469 ofiar odnaleziono po stronie nepalskiej. Jak poinformowała tamtejsza policja za pomocą serwisu X, ciała ofiar zlokalizowano w ośmiu regionach zniszczonych przez wodę, a najtragiczniejsza sytuacja występuje w dystrykcie Ćitwan, w którym zginęło 178 osób.

Z obszarów zagrożonych ewakuowano 1545 osób, a 84 poszkodowanych musiało natychmiast trafić pod opiekę lekarzy. Trwa również desperacka walka o odnalezienie 910 osób uznawanych za zaginione, z których większość - 517 osób - to cudzoziemcy .

Skutki żywiołu w Tybecie

Powódź spowodowała też ogromne spustoszenie w powiecie Gyirong, położonym w granicach Chin. Lokalne władze podały informację o śmierci trzech osób, a z dotkniętych obszarów bezpiecznie wyprowadzono 499 miejscowych i 555 turystów. Zgodnie z przekazami agencji Xinhua, los 558 osób - w tym 260 cudzoziemców - wciąż nie jest znany i trwają ich poszukiwania.

Do działań ratunkowych wysłano 700 strażaków wyposażonych w bezzałogowce i psy poszukiwawcze. Prace służb komplikuje zniszczona infrastruktura drogowa w tych górzystych rejonach. Mimo to do poszkodowanych udaje się dostarczać ładunki zawierające namioty, jedzenie, wodę oraz agregaty prądotwórcze.

Nowe jezioro może zalać kolejne tereny

Ratownicy z ogromną uwagą przyglądają się naturalnemu zaporowemu jezioru, które uformowało się tam, gdzie łączą się rzeki Chhochen Khola i Purepu Tsangpo. W rezerwuarze znajduje się już 2 miliony metrów sześciennych wody, a specjaliści oceniają, że w niedługim czasie ta ilość wzrośnie o kolejne 3 miliony. Z tego powodu władze odpowiedzialne za zasoby wodne w Chinach wydały alarmujący komunikat.

Według informacji przekazanych przez telewizję CCTV nowe jezioro „stwarza wysokie ryzyko pęknięcia i przelania, co może doprowadzić do poważnej powodzi w dole rzeki”. Eksperci nieustannie obserwują ten obszar, modelując scenariusze na wypadek przerwania osuniętej ziemi, która tamuje przepływ wody.

Niszczycielska siła zapadniętego lodowca

Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez amerykańską instytucję USGS, bezpośrednim powodem tej gigantycznej katastrofy było zapadnięcie się jednego z górskich lodowców w połowie tygodnia. Spadający lód wymieszany ze skałami uwolnił ogromne masy wody, które przekształciły się w zabójczą lawinę błotną zstępującą w dół z prędkością około 50 m/s. Zniszczyła ona na swojej drodze wszystkie osady usytuowane wzdłuż linii granicznej.

Warto dodać, że podróż w te niedostępne rejony tybetańskie jest niezwykle skomplikowana. Pracownicy zagranicznych mediów mają tam zakaz wjazdu, a zwykli turyści potrzebują specjalistycznych przepustek.

Rolki