Zacięty mecz Legia Warszawa - Śląsk Wrocław
Od pierwszych minut spotkania na stadionie trwała bardzo wyrównana walka o dominację w środku pola. Zespół gości zdołał objąć prowadzenie w trzydziestej piątej minucie piłkarskiej rywalizacji. Wówczas rzut karny precyzyjnie wykorzystał napastnik Piotr Samiec-Talar. Do przerwy utrzymywał się wynik korzystny dla zespołu przyjezdnych. Gospodarze zmuszeni byli do szukania swoich szans w drugiej odsłonie tego zaciętego widowiska.
W drugiej połowie spotkania szkoleniowcy obu zespołów zdecydowali się na przeprowadzenie kilku kluczowych roszad personalnych. Zawodnicy drużyny gospodarzy z wielką determinacją dążyli do wyrównania stanu rywalizacji na boisku. Kibice zgromadzeni w liczbie ponad dwudziestu siedmiu tysięcy nieustannie wspierali swoich piłkarzy głośnym dopingiem. Na murawie zameldowali się między innymi Bartosz Kapustka oraz Rafał Adamski. Arbiter główny Marcin Szczerbowicz z Olsztyna pokazał w całym meczu zaledwie trzy żółte kartki.
Kto zdobył bramkę w doliczonym czasie?
Największe emocje czekały na kibiców zgromadzonych na trybunach dopiero w samej końcówce rywalizacji. Kiedy wydawało się, że to goście wywiozą cenne zwycięstwo, gospodarze przeprowadzili kluczową akcję ofensywną. W czwartej minucie doliczonego czasu gry bramkę uderzeniem głową zdobył Rafał Adamski. Strzał ten zagwarantował stołecznej drużynie niezwykle ważny punkt w końcowym rozrachunku. Ostateczny rezultat spotkania nie uległ już zmianie do końcowego gwizdka sędziego.
To spotkanie po raz kolejny udowodniło wysoką nieprzewidywalność rozgrywek polskiej najwyższej klasy rozgrywkowej. Obie drużyny zaprezentowały solidne przygotowanie taktyczne i pełne zaangażowanie przez całe dziewięćdziesiąt minut. W szeregach gości z Wrocławia żółtymi kartkami ukarani zostali Eniss Shabani oraz Michał Rosiak. Po stronie drużyny gospodarzy sędzia upomniał w ten sam sposób jedynie Pawła Wszołka. Podział punktów sprawia, że obie ekipy dopisują do swojego ligowego dorobku po jednym oczku.