Gwiazda filmów dla dorosłych sprzedała imię syna za 1,2 mln funtów. Nie wie, czym zajmuje się ta marka

Niezwykły finał głośnej licytacji zorganizowanej przez brytyjską gwiazdę filmów dla dorosłych. Kobieta zdobyła fortunę, sprzedając prawo do nazwania swojego nowo narodzonego syna za 1,2 miliona funtów. Zwycięska nazwa BetBolt budzi jednak sporo pytań, ponieważ świeżo upieczona mama otwarcie przyznaje, że zupełnie nie wie, czym zajmuje się ta marka.

Monety bitcoin na klawiaturze, a w miniaturze Bonnie Blue z synem. O nietypowym imieniu dziecka przeczytasz w Eska.
Autor: Bonnie Blue/ Pexels.com

Brytyjska gwiazda filmów dla dorosłych sprzedała prawo do nazwania swojego dziecka za fortunę

Kontrowersyjna twórczyni treści dla dorosłych, znana jako Bonnie Blue, ogłosiła zaskakujący finał swojej nietypowej aukcji. Kobieta twierdzi, że sprzedała prawo do nadania imienia swojemu nowo narodzonemu synowi za zawrotną kwotę 1,2 miliona funtów. Jak informuje portal Manchester Evening News, licytację wygrała marka BetBolt, pokonując na liście finałowej tak absurdalne propozycje jak "Top G", "Group Project" czy "Clavicular".

Bonnie Blue nie kryje radości z finansowego sukcesu, choć sama przyznaje, że cała sytuacja niesie ze sobą pewne komplikacje. Świeżo upieczona mama przygotowuje się do oficjalnej wizyty w urzędzie stanu cywilnego Westminster Register Office, gdzie zamierza zarejestrować nietypowe imię chłopca. "Moja aukcja dobiegła końca i za 1,2 miliona funtów moje dziecko będzie nazywać się BetBolt. Będę krzyczeć 'BetBolt' na całym placu zabaw" – ogłosiła celebrytka w opublikowanym nagraniu wideo.

Nietypowa nazwa i wielka niewiadoma dla młodej matki

Mimo że transakcja opiewająca na siedmiocyfrową kwotę doszła do skutku, Bonnie Blue ma jeden zasadniczy problem. Kobieta otwarcie przyznała, że nie ma pojęcia, czym zajmuje się podmiot, który wygrał licytację. BetBolt funkcjonuje w sieci głównie jako internetowe kasyno kryptowalutowe oraz platforma hazardowa, o czym celebrytka najwyraźniej nie wiedziała.

"Nadal nie wiem, co robi BetBolt. Jestem zdezorientowana. Czy powinnam się z nimi skontaktować? Czy powinnam podziękować? Czy będą zaangażowani w życie mojego dziecka? Czy po prostu moje dziecko będzie się tak nazywać?" – zastanawiała się głośno celebrytka przed planowaną wizytą w urzędzie. Wyraziła też nadzieję, że przedstawiciele firmy skontaktują się z nią, aby wyjaśnić znaczenie tej nazwy, zanim ta oficjalnie trafi do dokumentów.

Odpowiedź na krytykę i inne absurdalne pomysły na imię

Pomysł na spieniężenie narodzin dziecka pojawił się zaraz po tym, jak Bonnie Blue została mamą. Kobieta postanowiła wykorzystać ogromne zainteresowanie mediów i opinii publicznej wokół jej macierzyństwa, by zarobić duże pieniądze. Gdy na celebrytkę spadła fala krytyki, ta natychmiast odpowiedziała swoim przeciwnikom, broniąc kontrowersyjnej decyzji.

"Do tych, którzy mówią, że to obrzydliwe lub że to tylko prowokacja: czy wy za 1,2 miliona funtów nie zmienilibyście imienia swojemu dziecku? Bo ja wiem, że bym to zrobiła" – skomentowała Bonnie Blue. Dodała również w charakterystyczny dla siebie, dosadny sposób, że zarabianie pieniędzy dzięki swojej profesji sprawia jej przyjemność i to właśnie dzięki niej mogła zdobyć tak ogromną sumę.

Przy okazji celebrytka zdradziła, jakie inne imiona brały udział w wyścigu o zwycięstwo. Jednym z faworytów była nazwa "Group Project" (Projekt Grupowy). Kobieta stwierdziła jednak z rozbawieniem, że w tym przypadku opieka społeczna mogłaby mieć poważne zastrzeżenia. Za zabawne uznała również potencjalne nazwanie syna "Top G".

Policyjne kłopoty i kontrowersyjna przeszłość celebrytki

Ostatecznie to jednak hazardowa marka triumfowała w licytacji, a Bonnie Blue nie kryje, że już planuje, na co przeznaczy gigantyczną fortunę. "Dzięki, BetBolt, jestem do przodu o 1,2 miliona funtów i nie mogę się doczekać, kiedy wydam te pieniądze. A może powinnam wydać je na dziecko? Nie będzie się już nazywać 'dzieckiem', tylko BetBolt. Muszę już iść, bo muszę nakarmić BetBolta" – podsumowała w swoim nagraniu.

To nie pierwszy raz, kiedy Bonnie Blue wywołuje ogromne poruszenie w Wielkiej Brytanii. Niedawno głośno było o jej wizycie w Newcastle podczas studenckiego tygodnia adaptacyjnego. Celebrytka pojawiła się tam w swoim charakterystycznym pojeździe "Bang Bus", co wywołało absolutny chaos na ulicach. Jak pokazał jeden z odcinków programu dokumentalnego "Geordie Coppers" stacji Channel 4, lokalna policja była skrajnie niezadowolona z jej obecności i groziła jej natychmiastowym usunięciem z miasta, jeśli doprowadzi do zbyt wielkich zamieszek.

Kontrowersje wokół licytacji – czy to marketingowy chwyt?

Choć doniesienia o licytacji wywołały ogromne poruszenie, eksperci i internauci niemal jednogłośnie oceniają całą akcję jako sprytny zabieg marketingowy (tzw. PR stunt). Po pierwsze, brytyjskie prawo daje urzędnikom stanu cywilnego (registrars) prawo do odmowy rejestracji imienia, jeśli uznają, że może ono narazić dziecko na śmieszność, dokuczanie lub przynieść mu ujmę – nazwanie noworodka na cześć kryptowalutowego kasyna ("BetBolt") niemal na pewno spotka się więc z odmową w Westminster Register Office. Po drugie, nie ma żadnego niezależnego potwierdzenia, że kwota 1,2 miliona funtów rzeczywiście trafiła na konto celebrytki, a sama „aukcja” promowana była za pomocą kodów QR na jej pojeździe, co wskazuje na opłaconą kampanię reklamową. Co ciekawe, wątpliwości budziła nawet sama ciąża gwiazdy (której prawdziwe nazwisko to Tia Billinger) – w przeszłości celebrytka nosiła sztuczny, silikonowy brzuch, aby prowokować internautów. Sam poród okazał się jednak prawdziwy. Pod koniec sierpnia jej reprezentant w oficjalnym oświadczeniu dla magazynu „Us Weekly” potwierdził, że Bonnie Blue urodziła syna w prestiżowym Lindo Wing w londyńskim szpitalu St Mary’s (tym samym, w którym na świat przychodziły dzieci księżnej Kate) i czuje się dobrze. Wszystko wskazuje więc na to, że dziecko rzeczywiście przyszło na świat, ale jego „hazardowe” imię to jedynie wirusowa reklama, na którą nabrały się miliony ludzi.

ROLKI