Spis treści
Czwarta rocznica wybuchu wojny na Ukrainie. Takie były pierwsze chwile konfliktu
Wiadomość o tym, że Kreml zdecydował się na totalną agresję wobec Ukrainy, dotarła do opinii publicznej dokładnie cztery lata temu, tuż po godzinie czwartej nad ranem. Rakiety zaczęły niszczyć cele w Kijowie, a media społecznościowe zalały nagrania przerażonych mieszkańców, dokumentujące eksplozje i łuny ognia. Symbolem okrucieństwa tamtych dni stała się fotografia 52-letniej Oleny Kuryło, przedszkolanki z obwodu charkowskiego. Jej zdjęcie z zakrwawioną i obandażowaną głową wstrząsnęło światem, uświadamiając wszystkim skalę zagrożenia. Choć walki na wschodzie kraju trwały od dekady, tym razem wojna rozlała się na całe terytorium, zbliżając się niebezpiecznie do polskiej granicy. Wywołało to falę niepokoju i masowe kolejki w urzędach paszportowych, gdyż wielu obawiało się rozszerzenia konfliktu.
Groźby dyktatora i tragiczny bilans walk
W pamięci wielu osób zapisało się również ówczesne wystąpienie Władimira Putina. Rosyjski przywódca, ogłaszając rozpoczęcie działań zbrojnych, próbował usprawiedliwiać agresję rzekomą koniecznością obrony przed reżimem kijowskim.
„Zdecydowałem się przeprowadzić specjalną operację wojskową. Rosja nie może istnieć z ciągłym zagrożeniem z terenu Ukrainy. Wy i ja zostaliśmy bez wyjścia - możemy bronić swoich ludzi tylko w taki sposób. W związku z tym podjąłem decyzję o przeprowadzeniu specjalnej operacji wojskowej. Jej celem jest obrona ludzi, którzy w ciągu ośmiu lat byli ofiarą prześladowań, ludobójstwa ze strony reżimu kijowskiego. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy” - oświadczył Putin.
Chwilę później dyktator skierował bezpośrednie ostrzeżenie do państw zachodnich, które rozważałyby wsparcie dla Kijowa.
„Do tych, którzy rozważaliby interwencję z zewnątrz - jeśli to zrobią, spotkają was konsekwencje gorsze niż cokolwiek w waszej historii” - groził rosyjski prezydent.
Mimo tych gróźb, Zachód ruszył z pomocą. Polska otworzyła granice dla uchodźców, a obywatele masowo angażowali się w akcje charytatywne, przyjmując Ukraińców pod swój dach. Od tamtego czasu konflikt pochłonął ogromną liczbę ofiar. Jak podaje Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, zginęło prawie 1,2 mln rosyjskich żołnierzy oraz blisko 600 tys. ukraińskich obrońców. Wojna wciąż trwa, negocjacje nie przynoszą rezultatów, a kwestia skali pomocy dla Ukrainy pozostaje tematem gorących dyskusji na najwyższych szczeblach władzy.