48-letni Polak walczy o życie po upadku z dachu. Zaskakujące zachowanie kolegów z budowy

Koszmarny wypadek na placu budowy w nadreńskim Soest. 48-letni obywatel Polski runął z ponad siedmiu metrów, wykonując prace na dachu starego magazynu. Z ciężkimi obrażeniami trafił na pokładzie śmigłowca do specjalistycznej placówki. Jak donosi dziennik „Soester Anzeiger”, tuż po dramatycznym zdarzeniu współpracownicy rannego mieli niespodziewanie opuścić miejsce pracy.

Niemiecki radiowóz policji na placu budowy odgrodzonym taśmą. O wypadku Polaka w Soest przeczytasz na Eska.
Autor: Alexander Fedosov/ Shutterstock

48-letni Polak spadł z wysokości w nadreńskim Soest

Do dramatu doszło w miniony wtorek w porannych godzinach na terenie Nadrenii Północnej-Westfalii. Brygada budowlańców zajmowała się demontażem dachu pokrytego azbestem na opuszczonym obiekcie magazynowym. Prace wyburzeniowe przygotowywały teren pod nowoczesne korty do padla.

Z doniesień gazety „Soester Anzeiger” wynika, że 48-letni obywatel Polski poruszał się po zadaszeniu i w pewnym momencie nadepnął na plastikowy świetlik. Ten element konstrukcji nie wytrzymał ciężaru pracownika i natychmiast uległ załamaniu.

Mężczyzna przeleciał przez uszkodzoną warstwę i z impetem uderzył o betonową podłogę z wysokości dokładnie 7,2 metra.

Ranny 48-letni pracownik z Polski zabrany przez śmigłowiec

Lokalne media przekazują, że obrażenia 48-latka okazały się krytyczne. Na miejsce błyskawicznie zadysponowano służby ratunkowe, a poszkodowanego przetransportowano drogą lotniczą do placówki o wyższym stopniu referencyjności.

Dobę po tym dramacie niemieccy mundurowi nie byli w stanie udzielić żadnych nowych informacji o rokowaniach dla Polaka. Żadnego oficjalnego komunikatu w sprawie jego zdrowia nie wydała też tamtejsza instytucja nadzorująca higienę pracy.

Zszokowani świadkowie ujawniają brak siatek i rusztowań na budowie w Soest

Sytuacja wywołuje ogromne poruszenie z uwagi na rażące braki w kwestii BHP. Osoby będące na miejscu, na które powołuje się „Soester Anzeiger”, przekonują, że budowlańcy chodzili po szczycie budynku bez najmniejszych zabezpieczeń.

Z relacji wynika, że w przestrzeni roboczej zabrakło zarówno tradycyjnych rusztowań, jak i siatek amortyzujących ewentualny upadek. Dodatkowo niebezpieczny świetlik bardzo przypominał resztę dachu, przez co był trudny do zauważenia. Przez lata zgromadziły się na nim warstwy brudu, co całkowicie zamaskowało jego prawdziwą strukturę.

Współpracownicy uciekli z budowy po upadku 48-letniego obywatela Polski

Największe zdumienie budzi jednak reakcja reszty ekipy budowlanej. Rzecznik tamtejszych służb Daniel Großert przekazał prasie, że zgodnie z zeznaniami świadków większość załogi nagle oddaliła się z placu.

- Zgodnie z relacjami świadków inni pracownicy po wypadku uciekli z budowy. Nie wiemy, dokąd się udali – zaznaczył oficer cytowany przez gazetę „Soester Anzeiger”.

Przy ciężko rannym Polaku pozostał zaledwie jeden członek brygady remontowej.

Niemieckie służby badają powiązania podwykonawców z Nadrenii

Dziennikarskie śledztwo wykazało, że na terenie inwestycji działało kilka niezależnych podmiotów. Główny inwestor scedował część obowiązków na mniejszą firmę. To właśnie zatrudnieni przez nią specjaliści mieli zbiec zaraz po wypadku.

Niemiecki odpowiednik inspekcji pracy prowadzi już stosowne dochodzenie. Urzędnicy wydali stanowczy zakaz kontynuowania jakichkolwiek robót w strefach narażonych na upadek, dopóki nie zostaną wdrożone rygorystyczne normy ochronne.

Z kolei funkcjonariusze policji wykluczyli na tym etapie ingerencję osób trzecich w sam moment upadku. Badane są natomiast szczegółowe warunki zatrudnienia wszystkich pracowników oraz przestrzeganie procedur bezpieczeństwa.

QUIZ. Polska czy Niemcy?
Pytanie 1 z 15
Zacznijmy od czegoś łatwego. W jakim kraju zostało zrobione to zdjęcie?
QUIZ. Polska czy Niemcy
Robotnik spadł z wysokości na Gocławiu

ROLKI