Spis treści
Co oznaczają kalafiory na uszach? Mateusz Gamrot wyjaśnia
- Czołowy polski zawodnik UFC precyzuje, że zniekształcone małżowiny uszne to dla niego symbol ogromnej dumy oraz dowód tytanicznej, wieloletniej pracy na macie.
- Popularny reprezentant sportów uderzanych przekonuje, że po wejściu do klatki liczy się wyłącznie nastawienie prawdziwego wojownika, a na strach nie ma najmniejszej przestrzeni.
- Gwiazdor mieszanych sztuk walki z dużym dystansem dzieli się niezwykle racjonalnymi patentami na to, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo w trakcie nieoczekiwanego ataku.
- Chcesz wiedzieć, co dokładnie proponuje doświadczony grappler w momencie konfrontacji z agresorem? Odpowiedzi znajdziesz w poniższym artykule.
Dla przeciętnego widza gal MMA charakterystyczne zmiany na uszach mogą stanowić wyłącznie mało estetyczny defekt wynikający z brutalności tego sportu. Zupełnie inną, dużo głębszą perspektywę na tę kwestię prezentuje Mateusz Gamrot. Jak wielokrotnie powtarza, to namacalne trofeum obrazujące lata morderczych treningów i maksymalnego poświęcenia dyscyplinie. Zestawia on ten defekt z historycznymi znakami szczególnymi największych gladiatorów i pięściarzy.
Przeczytaj także: Młody Polak zachwycił FC Porto. Szykują nową klauzulę i gigantyczny kontrakt
„- Tak jak kiedyś gladiatorzy mieli blizny, a bokserzy połamane nosy, tak zapaśnicy mają „kalafiory” na uszach - wyjaśnia "Gamer" w wywiadzie dla "Super Expressu”.
Czołowy zawodnik absolutnie nie ukrywa swojego mankamentu, traktując go jako jasny dowód na pokonanie trudnej drogi na sam szczyt zawodowych startów. To dla reprezentanta Polski bezdyskusyjne świadectwo, że w pełni zasłużył na zaszczytne miejsce w globalnej czołówce.
Zobacz też: Koszmarny finał wyścigu polskiej łyżwiarki. Kamila Sellier ujawnia szczegóły urazu twarzy
„- Dla mnie to symbol tego, że zapracowałem na swój poziom. To efekt uboczny naszej pracy, z którego jestem dumny - kwituje w rozmowie z "Super Expressem”.
UFC to nie miejsce na kalkulacje. Mateusz Gamrot o psychice
Przekroczenie progu oktagonu wymusza na utytułowanym Polaku wejście w stan absolutnego odcięcia od codziennych zmartwień, gdzie nie można pozwolić sobie na chwilę paniki. Pomimo posiadania najbliższej rodziny, sportowiec nie pozwala, by przed decydującym starciem paraliżowały go czarne scenariusze dotyczące własnego bezpieczeństwa.
„- Nie, nie mam takich myśli - stanowczo zaznacza na łamach "Super Expressu”.
Gwiazdor polskiego MMA zestawia psychikę sportowca rywalizującego na najwyższym szczeblu z podejściem żołnierzy jednostek specjalnych na pierwszej linii ognia.
„- Tak jak najlepsi komandosi czy snajperzy muszą być gotowi na śmierć, żeby w kluczowym momencie się nie zawahać, tak samo my - dodaje w wywiadzie”.
Wyjaśnia dodatkowo, że nawet ułamek sekundy myślenia o konsekwencjach gwarantuje porażkę i prowadzi do tragicznego w skutkach zablokowania w reakcji, które rywal bezlitośnie wykorzysta. Tylko mentalne oswojenie się z najczarniejszym scenariuszem pozwala sięgnąć po wygraną.
Uliczna samoobrona w praktyce. Rady zawodnika MMA
Chociaż polski zawodnik dysponuje potężnym, budowanym przez lata arsenałem technik, jego podejście do niebezpiecznych sytuacji w codziennym życiu okazuje się niesamowicie zachowawcze i pragmatyczne. Poproszony o wskazanie najlepszej reakcji na potencjalny atak ze strony obcej osoby, nie pozostawia miejsca na interpretacje.
„- Przede wszystkim – uciekać - radzi mistrz w "Super Expressie”.
Tłumaczy dalej, że wdawanie się w uliczne przepychanki przez osoby niemające styczności ze sportami walki to igranie ze zdrowiem, które zazwyczaj źle się kończy.
„- Na ulicy nie namawiam nikogo do walki, bo bez treningu to nie ma sensu. Najważniejsze jest unikanie konfrontacji, a jeśli to niemożliwe, należy mieć pod ręką telefon, by wezwać pomoc - podkreśla na koniec rozmowy”.
