Reprezentantka Polski znalazła się w centrum uwagi podczas lutowych zmagań we Włoszech, kiedy to ćwierćfinałowy start w short tracku na dystansie 1500 metrów zakończył się nieoczekiwanym dramatem. Panczenistka straciła równowagę, a ułamek sekundy później inna uczestniczka wyścigu niefortunnie uderzyła ją płozą w twarz. Skutki tego zdarzenia były wyjątkowo dotkliwe, ponieważ u łyżwiarki zdiagnozowano uraz okolic oka oraz uszkodzenie struktury oczodołu.
Poszkodowana sportsmenka musiała poddać się pilnemu zabiegowi chirurgicznemu, który polegał na rekonstrukcji uszkodzonych kości, a po upływie zaledwie kilku dni bezpiecznie dotarła z powrotem do kraju. Dzieląc się swoimi przeżyciami z dziennikarzem Piotrem Karpińskim, wspomniała o krytycznych momentach tuż po zejściu z tafli. W pierwszej chwili zawodniczka zakładała, że ma do czynienia jedynie ze zwykłym rozcięciem skóry, jednak wkrótce dotarło do niej, że straciła widzenie w uszkodzonym oku.
Kamila Sellier zabiera głos po operacji i rekonstrukcji oczodołu
Tuż po opuszczeniu lodowiska poszkodowaną natychmiast zaopiekowali się szkoleniowiec, klubowy rehabilitant oraz członek sztabu medycznego, którzy w pierwszej kolejności zbadali jej wzrok. Mimo że obraz był mocno niewyraźny, Polka potrafiła bez problemu odróżniać barwy i określać liczbę pokazywanych palców, natomiast z upływem godzin sytuacja ulegała wyraźnej poprawie.
–Kiedy zostałam ściągnięta z lodu, trener, fizjoterapeuta oraz lekarz otworzyli mi oko, rozchylili powieki, i sprawdzili, czy w ogóle coś widzę. Widziałam, jak przez mgłę, ale widziałam. Byłam w stanie rozróżnić kolory czy liczbę palców, a z czasem zaczęło się poprawiać – powiedziała w podcaście Eurosportu.
Polska reprezentantka nie kryła również, że od tamtych tragicznych chwil niecierpliwie odlicza czas do ostatecznego zakończenia sportowych zmagań na igrzyskach.
– Czuję się dobrze, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Mam wspaniałych ludzi wokół siebie, to daje mi siłę – dodała.