Mateusz Gamrot nie gryzie się w język po walce w UFC. Szokujące wyznanie wojownika

2026-04-24 15:08

Mateusz „Gamer” Gamrot, jeden z czołowych polskich zawodników mieszanych sztuk walki, po triumfie nad Estebanem Ribovicsem, podzielił się swoimi spostrzeżeniami w wywiadzie dla „Super Expressu”. Zawodnik opowiedział o lekcji, jaką była dla niego porażka z legendarnym rywalem, a także zdradził kulisy swojego podejścia do rywalizacji i życia na szczycie. Wyjaśnił też, dlaczego w klatce nie może być miejsca na wątpliwości.

Mateusz Gamrot

i

Autor: fot. Piotr Grzybowski/Super Express

Zwycięstwo i powrót do korzeni

W rozmowie z „Super Expressem” Mateusz Gamrot odniósł się do swojego starcia z Estebanem Ribovicsem. Jak sam przyznał, jego głównym celem było zdominowanie przeciwnika, co udało mu się osiągnąć dzięki zapleczu zapaśniczemu. Wskazał, że skupia się na przenoszeniu walki do parteru, by tam ostatecznie pokonać rywala, przypominając zasadę Bruce'a Lee o perfekcji jednego, a nie tysiąca uderzeń. Gamrot podkreślił, że mimo iż jego taktyka jest powszechnie znana, konsekwentnie i skutecznie obala przeciwników, udowadniając w ten sposób różnicę klas, zwłaszcza w starciach z zawodnikami spoza czołowych rankingów.

Przeczytaj także: Lekkoatletyczne mistrzostwa Europy w Polsce! Zapadła historyczna decyzja

QUIZ. Mariusz Pudzianowski to słynny strogman i zawodnik MMA. Co o nim wiesz?
Pytanie 1 z 10
Gdzie urodził się Mariusz Pudzianowski?

Nauka po starciu z legendą

Pytany o zeszłoroczną porażkę z Charlesem Oliveirą, Gamrot przyznał, że okoliczności tamtej walki były szczególne. Zastąpił innego zawodnika z zaledwie dwutygodniowym wyprzedzeniem, co sprawiło, że nie był optymalnie przygotowany do starcia z jednym z najlepszych zawodników w historii tej kategorii. Mimo to, podjęcie wyzwania uważa za ogromny zaszczyt.

Zobacz też: Córka Czerkawskiego i Scorupco ma 28 lat. Zaskakujące, czym zajmuje się na co dzień

„Mnie też poddał, ale tę przegraną odbieram jako zwycięstwo. Zmierzenie się z nim było niesamowitym zaszczytem. Zobaczyłem swój sufit i zrozumiałem, co mogę zmienić.” - powiedział Mateusz Gamrot w rozmowie z „Super Expressem”.

Zawodnika nauczyło to cennego podejścia: każda porażka to w rzeczywistości lekcja, z której wynosi się zwycięstwo. Jak sam podkreślił, wprowadził wiele modyfikacji w swoich przygotowaniach, stając się jeszcze groźniejszym pretendentem do mistrzowskiego tytułu.

Intensywne plany na przyszłość

Gamrot nie zamierza zwalniać tempa. Będąc w świetnej formie fizycznej i wieku 36 lat, odrzuca bierne czekanie na kolejne pojedynki. Wyraża gotowość do natychmiastowego powrotu do oktagonu, planując jednocześnie start w Mistrzostwach Świata w brazylijskim jiu-jitsu, które odbędą się we wrześniu, a także ewentualne kolejne starcie w UFC przed końcem roku. Traktuje ten czas jako intensywną sportową przygodę, maksymalnie wykorzystując każdą szansę.

Szacunek w brutalnym sporcie

Polski wojownik wywodzi się z zapasów, dyscypliny opartej na szacunku i zasadach fair play, co mocno kontrastuje z powszechnym w MMA „trashtalkiem”. Gamrot przyznaje, że to właśnie spokój i poszanowanie rywala są jego największymi atutami, choć zaznacza, że nie pozostawia bez odpowiedzi ataków słownych w swoim kierunku. Zdarzyło mu się to w przeszłości, gdy mierzył się z Normanem Parke w czasach KSW.

„Mocno darliśmy koty, uprzykrzał życie moim przyjaciołom i rodzinie.” - wyznał Gamrot.

Ostatecznie wygrana z Irlandczykiem zmusiła rywala do publicznych przeprosin. Gamrot dba również o to, by przekazywać te same wartości swoim dzieciom, ucząc je, że mimo sportowej rywalizacji należy być dobrym człowiekiem.

Wysoka cena sukcesu

Na pytanie o koszty przygotowań do walk w UFC, Gamrot nie ukrywa, że są one ogromne. Zależą przede wszystkim od gotowości do poświęceń. Opłacenie podróży do Stanów Zjednoczonych, zakwaterowania, wyżywienia oraz całego zespołu szkoleniowego pochłania znaczne środki. Im więcej jednak zainwestuje się w rozwój, tym większe będą profity ze zwycięstw. Odniósł się również do charakterystycznych „kalafiorów” na uszach zapaśników, które niektórzy uważają za nieestetyczne. Dla Gamrota są one powodem do dumy, symbolem ciężkiej pracy i wieloletniego oddania sportowi, na podobieństwo blizn dawnych wojowników.

Brak miejsca na wahanie

Gamrot stanowczo zaprzecza, by wchodząc do klatki obawiał się o swoje zdrowie czy życie ze względu na rodzinę. W jego opinii, jakiekolwiek wahanie w oktagonie oznacza porażkę, ponieważ przeciwnik natychmiast wykorzysta każdą oznakę słabości. Porównuje rolę zawodnika MMA do zadań komandosów czy snajperów – w kluczowym momencie muszą być gotowi na wszystko i nie dopuszczać do siebie czarnych scenariuszy. Nad przebiegiem pojedynku czuwa zresztą sędziowski kwartet.

Od strażaka do mistrza oktagonu

Gdy zapytano go, jak zwykły człowiek powinien zareagować w sytuacji zagrożenia na ulicy, bez wahania zalecił unikanie konfrontacji i szybką ucieczkę. Podkreślił, że wdawanie się w bójkę bez odpowiedniego treningu to zbyt duże ryzyko. Zaproponował również szybkie wezwanie pomocy telefonicznej lub posiadanie przy sobie zaufanej osoby, która to zrobi. Gamrot, choć w dzieciństwie marzył o byciu strażakiem i olimpijczykiem w zapasach, ostatecznie wybrał karierę w MMA ze względów finansowych po ukończeniu szkoły średniej. Teraz UFC uznaje za swój osobisty odpowiednik Ligi Mistrzów. Zdradził także, że jego dzieci nie oglądają walk na żywo ze względu na późne godziny transmisji, duży ładunek emocjonalny i nieprzewidywalność tego, co wydarzy się w klatce. Pozwala im na to dopiero po szczęśliwym zakończeniu pojedynku, chroniąc je przed stresem. Na zakończenie Gamrot podkreślił, jak kluczowe dla jego kariery jest wsparcie sponsorów, w tym m.in. polskiej marki 4F, która gwarantuje mu bezpieczeństwo finansowe i pozwala skupić się wyłącznie na realizowaniu sportowych marzeń.

Mateusz Gamrot po kolejnej wygranej w UFC: Jestem gotowy na każdego! | KOLOSEUM