Spis treści
- Były reprezentant Polski Marcin Możdżonek ocenia potencjał naszej kadry przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy i komentuje odejście Norberta Hubera z drużyny.
- Złoty medalista z 2014 roku wspomina pierwsze kroki w polityce i ujawnia przerażające wiadomości z pogróżkami, które niespodziewanie otrzymywał.
- Emerytowany sportowiec tłumaczy stanowisko w głośnej sprawie miejskich dzików i podpowiada najlepsze sposoby na uniknięcie zagrożenia.
Marcin Możdżonek ocenia szanse Polaków na mistrzostwach Europy
Dziennikarz "Super Expressu" zapytał mistrza świata o pewność złotego medalu na zbliżającym się Euro. „Możemy się nazywać dobrym kandydatem do mistrzostwa, ale murowanym faworytem – nie. W sporcie nie wolno zawieszać medali przed turniejem, bo to jest bardzo zły omen. Mamy wszelkie predyspozycje, żeby wygrać, ale po drodze jest wiele czynników, forma, zdrowie, przygotowanie” - odpowiedział na początku wywiadu Marcin Możdżonek.
Przeczytaj także: Gwiazda Arsenalu przeżywała koszmar w cieniu wielkiego sukcesu. Rozstanie z żoną po kilkunastu latach związku
Pytany o absencję Marcina Janusza i niespodziewaną rezygnację Hubera odpowiedział wprost. „Sytuacja z Norbertem jest dla mnie trochę niejasna i na pewno bardzo niekomfortowa dla drużyny i trenera. Takie sprawy powinno się załatwiać dużo wcześniej. Wystarczyłoby zadzwonić do trenera i powiedzieć: »Panie trenerze, zdrowotnie nie daję rady«. Norbert jest kapitalnym środkowym, z potencjałem na numer jeden, ale bardzo dużo tym zaryzykował. Trenerowi drugi raz już trudno będzie mu zaufać” - podsumował sprawę były kapitan kadry.
Redakcja "Super Expressu" przypomina w osobnych tekstach, że były sportowiec od dłuższego czasu dostaje od internautów potworne groźby.
Pojawił się też niezwykle ważny wątek nieobecności Bartosza Kurka w drużynie narodowej. „Bartek to ikona, prawdopodobnie najlepszy siatkarz ostatnich dekad. Ale też ma swoje limity związane z wiekiem i zdrowiem. Nie ma go w kadrze, ale to zostało ustalone z trenerem i niewykluczone, że zobaczymy go w przyszłym sezonie. Musimy liczyć się ze zmianą pokoleniową, to naturalne. Na szczęście w siatkówce mamy świetny system szkolenia i jest z kogo wybierać” - uspokoił zaniepokojonych kibiców były zawodnik.
Zobacz też: Niemiecki dziennikarz szczerze o Lewandowskim. Tak zapamiętali go kibice
Marcin Możdżonek wspomina trudne dzieciństwo i spanie na podłodze
Rozmówca zapytał o uszczypliwe docinki kolegów w szkole podstawowej z powodu ponad dwóch metrów wzrostu. „Patrzyłem na nich z góry już od przedszkola. I tak, oczywiście, że były problemy. Dzieci są okrutne, ale to mnie w pewnym sensie zahartowało. To rzecz, której nie mogłem zmienić, więc musiałem ją zaakceptować. Do tego dochodziły problemy z kupnem spodni czy butów w odpowiednim rozmiarze. To był towar deficytowy” - wyjaśnił w szczerym wywiadzie Marcin Możdżonek.
Kwestia za krótkich łóżek na młodzieżowych obozach nie stanowiła dla niego większego problemu. „Mogliśmy się obrażać albo się dostosować. Wybraliśmy drugą drogę. Po prostu nogi wisiały, coś się podstawiało albo zdejmowało się materac, kładło na podłodze i tak się spało” - wspomina stare wyjazdy utytułowany siatkarz.
Nowa droga życiowa Marcina Możdżonka. Siatkarz opowiada o myślistwie
Dziennikarz poruszył następnie kontrowersyjny dla wielu osób wątek wejścia w struktury Konfederacji. „W sporcie osiągnąłem swoje, ten etap jest zamknięty. Lubię brać odpowiedzialność, lubię rywalizację. Polityką interesowałem się zawsze. Będąc reprezentantem Polski, nie wypadało mi się wypowiadać na te tematy, ale teraz realizuję swój cel w »życiu po życiu«” - wytłumaczył zmianę dotychczasowego otoczenia mistrz świata z 2014 roku.
Z powodu ogromnej pasji do myślistwa sportowiec stał się szybko celem masowego hejtu. „Jest wiele takich momentów. Załamuje mnie to, że ludzie bezrefleksyjnie potrafią obrzucać kogoś błotem, nie znając tematu. Obrażają personalnie, wytykając nawet mój wzrost. Ale jest druga rzecz, na którą się nie zgadzam i którą zawsze zgłaszam organom ścigania – to groźby karalne” - podkreślił stanowczo swój chłodny stosunek do internetowych napastników.
W trakcie wywiadu padło również wprost pytanie o same karalne groźby. „Tak, takich sytuacji niestety było sporo. Przychodzą wiadomości, że ktoś zastrzeli moje dzieci, że zrobi mi krzywdę, żebym uważał na ulicy. Nikt nie będzie groził bezkarnie ani mnie, ani moim dzieciom” - wskazał wyraźnie wzburzony tym faktem siatkarz.
Temat naturalnie zszedł na głośną aferę wokół szeroko komentowanego w mediach odstrzału "dzika Henia". „Byłem załamany. Postawą aktywistów, dziennikarzy, celebrytów. Dzik »Henio« był podobno lochą, nadano mu imię, podnoszono to wydarzenie do nie wiadomo jakiej rangi. A nikt nie pamięta imienia chłopca z Legnicy, który cztery lata temu został poważnie poturbowany przez dzika na placu zabaw i ledwo go odratowano. Ja się na to nie godzę, bo to nie jest świat wartości, w którym chcę żyć. Dla mnie człowiek jest na pierwszym miejscu” - przekazał z ogromnym niesmakiem rozmówca gazety.
Pytany o obronę przed dzikami na osiedlach odparł niezwykle krótko. „Przede wszystkim zachować spokój, omijać, oddalić się i nie wchodzić w interakcję. To dzikie zwierzę. A problem zaczyna się od nas” - mówi o sprawach bezpieczeństwa obecny polityk.
Dopytywany przez dziennikarza o istotne szczegóły w tej materii nie miał żadnych wątpliwości. „Absolutnie nie dokarmiać, nie traktować dzików jako zwierzęta domowe, bo nimi nie są. Należy zredukować populację dzików” - ocenił obiektywnie tę miejską sytuację Możdżonek.
Rozmowę podsumowano drobnym żartem z tak drastycznej zmiany tematów podczas jednego spotkania. „Czasami tak jest. Ale przypomnę tylko, że dziczyzna też była bliska w reprezentacji Polski, bo zdarzało się, że jedliśmy ją na posiłki. To jest bardzo zdrowe mięso. Dobre dla sportowców” - zakończył anegdotą z młodzieńczych czasów wielki sportowiec.