Wzruszające pożegnanie Jana Frycza. "Najwięksi z nas odchodzą po cichu"
Teatr Narodowy w Warszawie 17 sierpnia przekazał informację o śmierci Jana Frycza. Aktor urodzony w Krakowie, był związany ze stołeczną sceną przez wiele lat, występując na niej nieprzerwanie od dwóch dekad.
Przedstawiciele instytucji poinformowali, że aktor odszedł 15 sierpnia w otoczeniu rodziny w swoim domu, pozostając aktywnym zawodowo aż do samego końca. Te słowa znajdują potwierdzenie w materiałach opublikowanych przez Krzysztofa Skoniecznego, z którym zmarły spotkał się w ramach współpracy niedługo przed śmiercią. Śmierć artysty głęboko poruszyła wielu twórców, w tym Macieja Kawulskiego.
Jan Frycz nie żyje. Przez lata pielęgnował wyjątkową pasję
Najwięksi z nas odchodzą po cichu, choć w tych, którzy mieli szczęście spotkać się z ich uwagą, wszystko krzyczy. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie na planie. Pamiętam pierwsze słowa, które udało się nam zamienić. Pamiętam szum i niepokój związany z tym, że to ja miałem ci powiedzieć, jak to zagrać, i ciszę kiedy ty pokazywałeś, że można to zrobić jeszcze lepiej - wspomina zmarłego Kawulski.
Jeden z włodarzy federacji KSW w 2019 roku zadebiutował jako reżyser filmem „Underdog”. W kolejnym roku do kin trafiła produkcja „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”, w której wystąpił zmarły aktor.
Zawsze będziesz dla mnie i nas wszystkich niedoścignionym wzorem. Jeśli strzępy historii tworzą budowlę będącą fundamentem i podwaliną dla kolejnych pokoleń, to twój w niej udział był wielkimi drzwiami... Przez kolejne lata przechodzić będą przez nie inni subtelnie dotknięci niezwykłą obecnością twojego wybitnego talentu... Wiem to, bo sam kiedyś przez nie przeszedłem i nigdy już tego nie zapomnę. Odpoczywaj Janku - zakończył swój wpis Kawulski.