Sensacyjne rozstrzygnięcie w rewanżu
Według pierwszych relacji skandynawskich mediów, wynik w Poznaniu to prawdziwy cud oraz nieprawdopodobne zwieńczenie teoretycznie przegranego dwumeczu. Dziennikarze podkreślają, że dla kibiców obu drużyn było to gigantyczne przeżycie o charakterze psychologicznego dramatu.
Agencja prasowa Ritzau zwróciła uwagę na niespodziewany przebieg spotkania. Aarhus GF odrobił straty mimo porażki u siebie 1:4, doprowadzając do dogrywki, a następnie wygrywając konkurs rzutów karnych. Taki powrót do gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów zdarza się niezwykle rzadko.
"Stało się coś nieprzewidywalnego i trudnego do spokojnej oceny ekspertów. Po przegranej u siebie aż 1:4, co oznaczało brutalny exit z Ligi Mistrzów, AGF doprowadził jednak do wyrównania, dogrywki i w końcu dramatycznej serii rzutów karnych, którą wygrał. To był wielki come-back, rzadko spotykany w rozgrywkach na tym poziomie" - napisała agencja Ritzau.
Dramat na polskim stadionie
Dziennik "BT" wyraził podziw dla graczy AGF, którzy odwrócili losy rywalizacji w nieprawdopodobnych okolicznościach. Rozpad drużyny Lecha Poznań obserwował z ławki trenerskiej duński szkoleniowiec polskiego klubu, Niels Frederiksen, co dla wielu komentatorów stanowiło dodatkowy wymiar tej porażki.
Kanały telewizyjne również nie szczędziły pochwał. Stacja DR stwierdziła, że mistrz Danii zapisał się w historii krajowego futbolu. Portal "Tipsbladet" pochwalił ponadto kolektywną grę i potencjał młodych zawodników drużyny ze Skandynawii.
"To jest wręcz niezrozumiałe dla nas i musiało także być dla duńskiego trenera polskiego klubu Nielsa Frederiksena, który musiał z bliska oglądać swoją rozpadającą się drużynę. Byliśmy świadkami niesłychanych i niewiarygodnych scen na wielkim polskim stadionie w wykonaniu mistrza Danii" - podsumował dziennik "BT".