Maja Chwalińska, po znakomitym występie na turnieju WTA 1000 w Wuhan i osiągnięciu 11. pozycji w rankingu, zrezygnowała ze startu w zmaganiach WTA 500 w Ningbo. Wówczas jako przyczynę absencji wskazywano problemy z udem, a powrót do gry planowano na kolejny tydzień. Ostatnim akcentem sezonu w kalendarzu Polki miał być udział w turnieju WTA 500 w Tokio. W poniedziałek rano nazwisko tenisistki zniknęło jednak z zestawienia uczestniczek imprezy w Japonii. Zawodniczka, która w drugiej rundzie miała zmierzyć się z Amerykanką Alycią Parks, zrezygnowała z występu, aby nie ryzykować pogłębienia urazu uda.
- Jestem bardzo rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju w Tokio z powodu kontuzji lewego uda, której nabawiłam się w Wuhan. Przyleciałam do Tokio wcześniej, aby poddać się fizjoterapii i trenować na korcie – zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by zdążyć wrócić do zdrowia, ale niestety wciąż nie jestem gotowa do rywalizacji. Nie mogłam się doczekać, by któregoś dnia zagrać w Tokio. Jestem wdzięczna wszystkim za wsparcie oraz zrozumienie - napisała Maja Chwalińska w mediach społecznościowych.
Zaskakujące światło na sprawę rzucił w wywiadzie dla serwisu Interia.pl szkoleniowiec polskiej zawodniczki, Jaroslav Machovsky. Trener wyjawił, że Maja Chwalińska zmaga się również z dolegliwościami łokcia, które mogą być nawet bardziej kłopotliwe niż problemy z udem.
- Maja już od dłuższego czasu ma trochę problem z łokciem w lewej ręce, który po Wuhanie miała bardzo obolały. Zmiany piłek i nawierzchni sprawiały, że trochę z tym walczyła. Myśleliśmy, że będzie lepiej, ale rozsądniej odpuścić ostatni turniej WTA, niż za bardzo przeciążyć łokieć. Stąd decyzja, że nie zagra - powiedział szkoleniowiec Mai Chwalińskiej. - Wykonuje na ten łokieć dużo ćwiczeń, ale ciężkie piłki sprawiły, że problem czuje dalej. Dlatego zdecydowanie lepiej, by nie musiała się z tym męczyć, tylko dostanie więcej czasu, aby przywrócić się do pełni zdrowia - dodał trener Machovsky.