Kamil Stoch pożegnał się ze skocznią. Żona przygotowała dla niego wyjątkową niespodziankę

2026-03-29 13:27

To był dzień pełen emocji w Planicy. Kamil Stoch zakończył w niedzielę swoją długą i niezwykle utytułowaną karierę. Choć wynik sportowy zszedł na dalszy plan, trzydziestotysięczna publiczność zgotowała mu owację na stojąco. Wyjątkowym momentem był sygnał do ostatniego lotu, który dała mu żona, Ewa Bilan-Stoch. Polski mistrz przyznał, że zorientował się dopiero po wylądowaniu.

Zaskoczenie po wylądowaniu

Trzykrotny mistrz olimpijski przyznał szczerze, że wyobrażał sobie nieco inne sportowe zakończenie swoich dwudziestoletnich startów w Pucharze Świata. Podczas niedzielnego konkursu w Planicy zdołał jednak wywalczyć awans do serii finałowej. Zmagania zakończył na 30. pozycji, lądując na 190. i 193. metrze, co skwitował szerokim uśmiechem. Jak sam przyznał, po wylądowaniu czuł pewną ulgę, choć liczył na dłuższą odległość.

ZOBACZ TEŻ: Zakończenie kariery Kamila Stocha. Wyjątkowy gest żony na skoczni w Planicy

„Mogło być lepiej, pomyślałem od razu po lądowaniu, ale pomyślałem też: uff!”

Największa niespodzianka czekała na Stocha tuż przed jego ostatnim skokiem. Sygnał do startu z wieży trenerskiej dała mu jego żona, Ewa Bilan-Stoch. Skoczek był jednak tak skupiony, że nie zauważył tego w pierwszej chwili, widząc jedynie ruch chorągiewki. Dopiero po wyhamowaniu na dole skoczni zaczął jej szukać wzrokiem i dostrzegł sytuację na telebimie. Zastanawiał się nawet, jak zareagowałby, gdyby zauważył żonę w roli trenera, jeszcze siedząc na belce startowej.

„Zobaczyłem co się dzieje dopiero na dole, jak już wyhamowałem. Patrzyłem na telebim, chciałem obejrzeć powtórkę i nagle… Ewa? A gdzie ona jest? Okazało się, że jest na górze. Zastanawiam się teraz, co by było, gdybym zobaczył ją, siedząc na belce. Ale do końca byłem maksymalnie skoncentrowany. Chciałem po prostu oddać najlepszy możliwy skok. Zobaczyłem tylko flagę i ruch chorągiewką – i pojechałem”

Nieoczekiwany awans i plany na przyszłość

Awans do czołowej trzydziestki był dla skoczka z Zębu sporym zaskoczeniem. Był przekonany, że po pierwszej próbie jego udział w zawodach dobiegł końca i dopiero w szatni dowiedział się o kwalifikacji do finału, co przyjął z ogromną radością.

ZOBACZ TEŻ: Koniec wspaniałej ery skoków. Kamil Stoch oddał ostatni skok w karierze

„Była ogromna radość z tego, że jestem w finale. Już po pierwszym skoku konkursowym byłem pewien, że przeszedłem przez tę bramkę i myślałem: »To już koniec, tak to się miało zakończyć«. A potem w szatni dowiedziałem się, że jednak będę skakał w drugiej serii”

Organizatorzy zawodów byli przygotowani na ewentualność braku awansu Stocha, planując dla niego dodatkowy, pożegnalny lot. Szczęśliwie dla Polaka, 31. lokatę zajął Felix Hoffman, co zapewniło Stochowi pełnoprawny udział w drugiej serii. Jak sam podkreślił, był to dla niego skok finałowy, do którego podszedł z pełną koncentracją i motywacją.

„Dopiero później się dowiedziałem, że sędziowie pozwolą mi oddać ten dodatkowy skok – przed drugą serią. Gdy się okazało, że będę skakał w konkursie jako normalny zawodnik, to było super. Z jednej strony traktowałem to jako finałowy skok, a z drugiej – byłem w pełni zmotywowany i skoncentrowany.”

Pytany o plany na sportową emeryturę, Stoch nie zamierza wybiegać daleko w przyszłość. Obecnie skupia się na najbliższych chwilach w Planicy i prostych przyjemnościach. Od poniedziałku rozpoczyna nowy etap życia, a jego pierwszym celem jest solidny odpoczynek oraz poranna kawa z rogalikiem w towarzystwie żony.

ZOBACZ TEŻ: Znany trener bezlitośnie ocenia sytuację w sztabie Igi Świątek. Mówi wprost o jarmarku

„A po co się tym martwić? Co będzie za miesiąc, dwa? Na razie jestem tutaj w Planicy. Od poniedziałku zaczynam nowe życie. Na razie mam w głowie to, co będę robił w poniedziałek. Wstanę rano, mam nadzieję, że się wyśpię. Porządnie. Pójdę po kawę i croissanta. Dla siebie i dla żony. I tak zawsze. Dzień pierwszy mojej emerytury”