Były znakomity skrzydłowy, pamiętany ze wspaniałych trafień przeciwko Realowi Madryt, Romie czy Liverpoolowi, ocenia postawę Oskara Pietuszewskiego, który niedawno ogrywał Nicolasa Otamendiego i pokonał bramkarza Benfiki Lizbona. Krzynówek podkreśla, że młody zawodnik znalazł się w odpowiednim środowisku. Zamiast czekać do letniego okienka transferowego, utalentowany piłkarz już teraz zmienił pracodawcę, a obecność dwóch polskich kolegów w szatni z pewnością ułatwi mu proces adaptacji w nowym otoczeniu.
– Dajmy mu troszeczkę czasu. Naprawdę ten ciężar gatunkowy reprezentacji spadł na niego bardzo szybko. Widać, że chłopak się cały czas rozwija, widać, że trafił do dobrego klubu. Wielu myślało, że zmieni zespół dopiero latem, a tu się dokonało już teraz. Dobrze trafił, ma dwóch rodaków obok siebie, którzy na pewno mu pomagają w aklimatyzacji – to przebiega tak, jak należy. Trzymajmy kciuki, żeby woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, chociaż z wywiadów wynika, że tak nie będzie. Zobaczymy. Na szczęście to nie mój problem, czy go powoływać, czy nie. Piłkarsko się broni, więc czemu nie?
Legendarny pomocnik przygotowuje się obecnie do pokazowego starcia zaplanowanego na 25 kwietnia, dbając o odpowiednią dyspozycję fizyczną. Jak sam żartuje, w obecnym czasie spędza na bieganiu znacznie więcej czasu niż w trakcie swojej profesjonalnej kariery. Chociaż unika skrajnego przeciążania organizmu, stara się pozostawać w ciągłym ruchu, aby zaprezentować się z jak najlepszej strony. Ma cichą nadzieję, że jego słynna lewa noga wciąż potrafi zaskoczyć bramkarzy, chociaż zdaje sobie sprawę z upływu lat. Największe obawy budzi w nim stan prawego kolana, które było główną przyczyną zawieszenia butów na kołku, dlatego musi wyjątkowo ostrożnie szafować swoimi siłami na murawie.
– Biegam może nie codziennie, bo nie można się zwariować – śmieję się, że więcej biegam teraz niż wtedy, kiedy grałem w piłkę na poważnie. Nie można przesadzić, ale trzeba być w ruchu, trzeba się dobrze przygotować. Mam nadzieję, że tą lewą nogą uda mi się gdzieś tam pokazać.
– tłumaczy były skrzydłowy naszej reprezentacji narodowej.
Czy mogę rozwalić poprzeczkę albo słupek? No nie, aż tak dobrze nie ma. Bardziej obawiam się o prawą – przez prawe kolano skończyłem przygodę z piłką, więc o lewą muszę bardziej dbać/
Jacek Krzynówek zagra w Galacticos Show. Życie z dala od blasku fleszy
Podczas gdy spora część emerytowanych graczy decyduje się na karierę trenerską, menedżerską lub pracę przed kamerami w roli ekspertów, Krzynówek zdecydowanie preferuje funkcjonowanie w cieniu i unika niepotrzebnego rozgłosu. Przyznaje, że codzienne sprawy zawodowe zepchnęły futbol na dalszy tor, ponieważ w jego życiu pojawiły się znacznie istotniejsze priorytety. Nadal pozostaje wiernym kibicem, jednak z wyraźnym zaskoczeniem analizuje nieustanną rotację na ławce trenerskiej drużyny narodowej. Porównując swoje jedenaście lat gry z orzełkiem na piersi, kiedy to współpracował z zaledwie czterema szkoleniowcami, zwraca uwagę na obecny chaos, gdzie w ciągu ostatnich pięciu lat zespół prowadziło aż pięciu różnych selekcjonerów. Jego zdaniem polska piłka pilnie potrzebuje długofalowej stabilizacji na ławce.
– Śledzę futbol, ale czy mocno? Raczej nie. Piłka zeszła mi troszeczkę na dalszy plan, są rzeczy ważniejsze. Ale jako kibic oczywiście tak, interesuję się.
– zaznacza zaskoczony ostatnimi wydarzeniami w kadrze Jacek Krzynówek.
– No nie ma co ukrywać – trwa już od paru ładnych lat. Ja przez swoją reprezentacyjną karierę, przez 11 lat, miałem czterech selekcjonerów, a teraz w ostatnich pięciu latach było już pięciu. Stabilności troszeczkę potrzeba.
Występy kadry dowodzonej przez Jana Urbana są dla byłego gracza Bayeru Leverkusen zwiastunem upragnionej normalności, jednak ostrzega on przed wpadaniem w huraoptymizm po zwycięstwie nad Albanią. Przypomina, że nastroje w sporcie potrafią drastycznie oscylować między gigantyczną euforią a kompletnym załamaniem formy. Zauważa, że po erze poprzedniego szkoleniowca reprezentacja znajdowała się w głębokim kryzysie, z którego udało się wyjść dzięki kilku udanym występom, poprawie wyników i lepszemu zaangażowaniu zawodników. Atmosfera zarówno wokół zespołu, jak i wewnątrz szatni uległa znaczącej poprawie, co samo w sobie stanowi powód do radości. Oczekuje teraz od drużyny wyraźnego progresu sportowego, a prawdziwym sprawdzianem ich możliwości będą nadchodzące mecze barażowe o awans do mistrzostw świata.
– W piłce wszystko się bardzo szybko zmienia – taka parabola: albo idzie mocno w górę, albo spada na łeb na szyję. Po poprzednim selekcjonerze kadra była w rozsypce, a teraz dwa-trzy mecze pozytywne, jeśli chodzi o wyniki i przede wszystkim o postawę chłopaków. Widzimy, jak zmieniła się atmosfera wokół reprezentacji i w samej reprezentacji. Wróciła normalność, można powiedzieć. Z tego trzeba się cieszyć. Wychodzi na to, że cieszymy się z tego, że jest normalnie w kadrze. Teraz oczywiście oczekujemy kroku do przodu, żeby ta drużyna się rozwinęła. Baraże o mistrzostwa świata – zobaczymy, jak to będzie wyglądało.