Spis treści
- Trzykrotna mistrzyni olimpijska musiała uciekać z Kataru w związku z eskalacją konfliktu w regionie.
- Włodarczyk zrelacjonowała stresującą podróż autem przez pustynię i trudności ze zdobyciem biletu lotniczego.
- Bezpieczny powrót zawodniczki do Europy potwierdził wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
- Sprawdź, jak wyglądała 600-kilometrowa trasa Polki do bezpiecznego azylu.
Nagła decyzja o ewakuacji do Arabii Saudyjskiej
W obliczu rosnącego zagrożenia w regionie, polska mistrzyni rzutu młotem nie zamierzała zwlekać. Anita Włodarczyk przyznała, że postanowienie o przerwaniu zgrupowania i wyjeździe zapadło błyskawicznie, wynikając z troski o własne bezpieczeństwo. Logistyka całej operacji zajęła chwilę: w kilkanaście minut udało się jej uzyskać e-wizę do Arabii Saudyjskiej. Po szybkim spakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy, ruszyła w trasę liczącą niemal 600 kilometrów w stronę Rijadu, gdzie przestrzeń powietrzna wciąż pozostawała otwarta.
Przeczytaj także: Nie żyje Janusz Cegliński. Legenda Wybrzeża Gdańsk ustanowiła niesamowity rekord
„To była moja własna decyzja, zgodna ze mną i z tym, czego teraz potrzebuję, i podjęta bardzo szybko. Trzeba było szybko wyrobić e-visę do Saudi, którą otrzymałam w ciągu niecałych 10 minut, szybkie pakowanie i wyjazd w kierunku Arabii Saudyjskiej, do pokonania prawie 600 km” - napisała Włodarczyk w mediach społecznościowych.
Nerwowa podróż przez pustynię i błędy systemu
Przejazd przez pustynne tereny wiązał się z ogromnym napięciem. Sportsmenka jechała w nieznane, nie mając zagwarantowanego powrotu do domu. Próby rezerwacji lotu podejmowane w trakcie jazdy samochodem okazały się niezwykle trudne. Włodarczyk opisała to jako prawdziwą walkę z technologią – strony linii lotniczych notorycznie się zawieszały, a systemy nie chciały potwierdzić zakupu biletów.
Zobacz też: Wielka szansa Kacpra Tomasiaka. Austriacy podjęli ryzykowną decyzję
„Udało mi się opuścić Dohę i dotrzeć do Rijadu, choć sytuacja była bardzo niepewna – podróżowałam bez zakupionego biletu lotniczego w zasadzie w ciemno. W samochodzie kupowałam bilet lotniczy, ale też nie było łatwo, bo strony internetowe zawieszały się, nie potwierdzały rezerwacji, więc było dużo stresu” - relacjonowała sportsmenka.
Szczęśliwy finał nastąpił dopiero na niespełna dwie godziny przed dotarciem do saudyjskiej stolicy, kiedy wreszcie udało się sfinalizować transakcję. Cała wyczerpująca podróż trwała łącznie ponad 25 godzin.
Tomasz Majewski potwierdza: Polka jest bezpieczna
Dobre wieści o dotarciu Anity Włodarczyk na Stary Kontynent przekazał Tomasz Majewski, pełniący funkcję wiceprezesa PZLA. W jego ocenie, decyzja o opuszczeniu Dohy była jak najbardziej słuszna i podjęta w idealnym momencie. Mistrzyni przedostała się z Rijadu do Londynu, a następnie udała się do Chorwacji.
„Anita wczoraj wracała do Europy. Z tego co wiem, jest już w Splicie. Jest bezpieczna. Tam nie było bezpośredniego zagrożenia, ale w bardzo dobrym momencie zdecydowali się wyjechać z Dohy do Rijadu, a stamtąd polecieli do Londynu” - wskazał Majewski w rozmowie z PAP.
Wiceprezes związku dodał, że w obecnych warunkach kontynuowanie treningów w Katarze stało się niemożliwe. Włodarczyk najbliższy czas spędzi w Splicie, obserwując rozwój sytuacji międzynarodowej.