Afera biletowa przed mistrzostwami świata w USA, Meksyku i Kanadzie
Napięcia związane z wejściówkami na mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku rosły od wielu miesięcy. Głównym powodem niezadowolenia były gigantyczne koszty, sięgające kilkuset dolarów już w początkowej fazie rozgrywek. Stawki rosną wraz z rangą spotkania, a najtańsze miejsce na trybunach podczas wielkiego finału to wydatek rzędu 2030 dolarów. Szokujące cenniki narzucone przez piłkarską centralę stały się nawet powodem oficjalnej interwencji w Komisji Europejskiej.
Obecnie na światło dzienne wychodzą następne nieprawidłowości. Największa fala krytyki płynie ze strony amerykańskich sympatyków futbolu. Znaczna część nabywców zorientowała się po sfinalizowaniu transakcji, że przydzielone im lokalizacje na stadionach drastycznie odbiegają od standardu, za który zapłacili podczas składania zamówienia.
ZOBACZ TEŻ: Zgarnął dwie emerytury i wyjechał z Polski. Ujawnia, ile dostaje co miesiąc
Temat nagłośnił serwis „The Athletic”, który rozmawiał ze wściekłymi miłośnikami piłki nożnej. Zarzucają oni międzynarodowej federacji celowe wprowadzanie w błąd i modyfikowanie warunków w trakcie trwania procesu zakupowego. W ostatnich miesiącach minionego roku dystrybuowano karty wstępu w czterech różnych wariantach cenowych. Oficjalny portal organizatora prezentował wówczas jedynie poglądowy schemat trybun przypisany do poszczególnych pakietów.
Gianni Infantino musi się tłumaczyć. Szef FIFA w centrum biletowego skandalu
Sytuacja zaogniła się po najświeższych modyfikacjach stadionowych schematów. Szybko wyszło na jaw, że wybrane lokalizacje, pierwotnie oferowane jako najbardziej prestiżowa pierwsza kategoria, ostatecznie wylądowały w strefach przypisanych do drugiego, tańszego koszyka.
Piłkarska centrala odpiera ataki i przekonuje, że publikowane w sieci wizualizacje obiektów służyły wyłącznie celom poglądowym i absolutnie nie gwarantowały konkretnych krzesełek. Przedstawiciele mediów podkreślają tymczasem potężne różnice kulturowe. Fani ze Stanów Zjednoczonych od lat kupują bilety ze wskazaniem na dokładny rząd i numer siedzenia, co działacze z Zurychu całkowicie zignorowali, stawiając na ogólny podział sektorowy.