Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski: streszczenie, opracowanie, interpretacja, PODCAST

2019-09-16 9:18
Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski: streszczenie, opracowanie, interpretacja
Autor: freeimages Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski: streszczenie, opracowanie, interpretacja

Proszę państwa do gazu Tadeusza Borowskiego to opowiadanie o ponurej rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Ukazuje dzień z życia więźnia podczas przyjmowania transportów. Streszczenie tego utworu i opracowanie pozwoli wam lepiej zrozumieć niesłychanie ciężkie czasy II wojny światowej. Posłuchaj albo przeczytaj.

Proszę Państwa do gazu - Tadeusz Borowski - streszczenie lektury - posłuchaj podcastu. To materiał z cyklu DOBRZE POSŁUCHAĆ. Lektury szkolne

Druga Wojna Światowa była wyjątkowo brutalna. To właśnie wtedy Polska przeżywała chwile, które odcisnęły swoje piętno na historii naszego kraju. Obozy koncentracyjne przyniosły śmierć milionom ofiar. Przywożono tam nie tylko Żydów, ale i przedstawicieli innych narodów. Ponurą codziennością były łapanki przeprowadzone na ulicach wielu polskich miast. Niestety, mimo ogromu dokumentacji, wciąż można się spotkać z określeniem „polskie obozy koncentracyjne”. Musisz jednak wiedzieć, że były to obozy nazistowskie.

Proszę Państwa do gazu - najważniejsze informacje

Proszę Państwa do gazu to jedno z opowiadań Tadeusza Borowskiego, które przedstawia życie w Auschwitz-Birkenau, obozie zlokalizowanym w Oświęcimiu. Autor opisuje wydarzenia, w których brał czynny udział. Robi to w sposób niezwykle sugestywny i bardzo dosadny, często nie przebierając w środkach. W opowiadaniu pojawiają się określenia czasem może zbyt dosłowne, ale tylko w ten sposób można najpełniej oddać obozową rzeczywistość. Gdyby to był scenariusz filmowy, można byłoby uznać go za dzieło nad wyraz poruszające. Niestety nie jest to fantazja twórcy. Wszystkie te wydarzenia bowiem odbyły się naprawdę.

Wydarzenia przedstawione w „Proszę państwa do gazu” dzieją się w czasie drugiej Wojny Światowej. Autor opisuje jeden dzień, podczas którego do obozu przyjeżdżają nowi więźniowie. O ramach czasowych informuje nas wiadomość o przybyciu pierwszego transportu oraz wieczorny powrót więźniów do obozu. Akcja dzieje się w Auschwitz-Birkenau – opowiadanie rozpoczyna się w baraku, by chwilę później przenieść nas na rampę rozładunkową.

Główny bohater jest jednocześnie narratorem wydarzeń. W „Proszę państwa do gazu” poznajemy go jako Tadka. Jest zdruzgotany tym, co musi każdego dnia przeżywać, jak musi walczyć, by następnego dnia rano się obudzić, i na co musi patrzeć, nim odzyska wolność. Jest także Henri, kolega Tadka z obozu. Razem pracują na rampie rozładunkowej, przyjmując nowych więźniów i segregując ich bagaże. W opowiadaniu poznajemy też Marsylczyka, którego Tadek nazywa Cosway. To dość specyficzny typ, który transporty ludzi w wagonach bydlęcych kojarzył wyłącznie z dostawą jedzenia, a nie śmiercią milionów istnień. Warto również, byś zapamiętał Andreja, rosyjskiego więźnia, który zaatakował kobietę, gdy ta wyrzekła się swojego dziecka. Na rampie rozładunkowej było mnóstwo ludzi, między innymi esesmani, którzy wyróżniali się okrucieństwem i chamstwem.

Nim przejdziemy do właściwego omówienia utworu, wiedz, że „Proszę państwa do gazu” jest jednym z wielu opowiadań autorstwa Tadeusza Borowskiego opisujących życie w obozie koncentracyjnym.

Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski streszczenie

Opowiadanie rozpoczyna się od opisania scenerii obozu. Spotykamy się z więźniami, którzy są nadzy. W Birkenau trwa właśnie akcja dezynfekcyjna. Uniformy, które należały do więźniów, zabrano i wrzucono do basenów wypełnionych cyklonem, tym samym gazem, którego używa się do zabijania ludzi w komorach. To był trudny okres nie tylko ze względu na pozbawienie ochrony ciała, ale także na brak sienników, koców czy materaców. Do dezynfekcji zabrano wszystko – osadzonym pozostało spać na nagich, szorstkich deskach. Co gorsza, panuje upał, a chwilowy brak nowych transportów sprawia, że jest to czas, w którym pozornie nic się nie dzieje.

Tadek żywi się paczkami przysyłanymi z domu. Właśnie odebrał pakunek od swojej matki, którym postanowił podzielić się ze swoimi przyjaciółmi – Henrim i Francuzem z Marsylii. Bohaterowie należeli do Kanady. W Oświęcimiu tak właśnie określano specjalną grupę, której członkowie zajmowali się rozładunkiem transportów ludzi. Ci, którzy należeli do Kanady, mieli nieco łatwiej – podczas rozładunku zawsze mogli zdobyć trochę jedzenia czy nowej odzieży. W trakcie posiłku do mężczyzn podszedł blokowy, aby wezwać Kanadę do stawienia się na rozładunek. Rampa, na której zatrzymywał się pociąg, była położona w całkiem sielskiej okolicy. Dookoła było zielono, znajdował się tam placyk ze żwirem, a w tle było widać mały barak.

Więźniowie po dotarciu na miejsce zostają podzieleni na grupy. Jedna ma się zająć wyładunkiem ludzi, druga decydować, kto z przywiezionych trafi do lagru, czyli obozu, a kto do gazu. Do osadzonych dołączyli esesmani. Borowski wprost pisze, że byli otyli, spasieni, a ich twarze, mimo że obsypane srebrem, były chamskie. Nagle nadjeżdża transport z nowymi więźniami. Wszyscy w wagonie krzyczą, są przerażeni, błagają o wodę i pomoc. W celu przywrócenia porządku jeden z Niemców puścił serię z karabinu. W wagonie się uspokoiło, a na rampę zaczęły podjeżdżać ciężarówki. Członkowie Kanady już na wstępie dowiedzieli się, że jeśli któryś z nich zdecyduje się na kradzież kosztowności, zostanie natychmiast rozstrzelany.

Po krótkim omówieniu spraw organizacyjnych otworzono wagony i zaczęto wyładowywać ludzi wraz z ich dobytkiem. Członkowie Kanady odbierali im walizki, plecaki, cały bagaż, jaki ze sobą przywieźli. Wszystko lądowało na jednej, wspólnej kupie. Kiedy ktoś z przyjezdnych zapytał o swój przyszły los, wszyscy zamilkli. Członkowie Kanady mieli zakaz rozmawiania z nowymi więźniami. Ich rola sprowadzała się do ustawienia przybyszów w dwóch grupach. Pierwsza trafiała do obozu, druga zaś od razu skazywana była na śmierć. Ciężarówki ze skazanymi jechały do krematoriów, a następnie wracały puste po kolejną grupę. Na rampie tempo pracy było bardzo szybkie. Kanada dzieliła, esesman zapisywał, ciężarówki jeździły. W notesie Niemca można było zobaczyć kreski – szesnaście oznaczało tysiąc ludzi.

Podział łupu był jasny. Kosztowności, jakie znaleziono w walizkach, należało oddać Niemcom. Jedzenie zaś więźniowie szybko zjadali lub chowali dla siebie. Kiedy wszystko zostało już rozdysponowane, Kanadzie wydano rozkaz, by uprzątnęli puste wagony. Jednak wagony nie do końca były puste. Więźniowie musieli z nich wynosić martwe dzieci, które z powodu panującego tam ścisku, dusiły się i umierały w odchodach. W większości były to niemowlęta porzucone przez matki. Kobiety zdawały sobie sprawę, że jeśli przyznają się do posiadania małego dziecka, ich szanse na przeżycie drastycznie zmaleją. Jak to dosadnie zauważa Henri, Tadek wygląda, jakby miał rzygać. Kobiety odebrała komendantka z obozu kobiecego. Trupy wrzucono na ciężarówki, które następnie wywiozły je do kremacji, a walizki wrzucono do samochodu. Kanadę czekało jeszcze drugie sortowanie, ale to już na miejscu, czyli w lagrze. Rampa po wysprzątaniu wyglądała, jakby nic się na niej nie wydarzyło. Po pierwszym transporcie nie został nawet ślad. Wszyscy byli gotowi na przyjęcie drugiego. I trzeciego. A potem kolejnych. Pociągi z nowymi więźniami przyjeżdżały od rana do wieczora. I tak codziennie. Dla członków Kanady było to wyczerpujące zadanie. Nie tylko ze względu na ogrom pracy, ale także świadomość tego, co się dzieje z nowymi więźniami i poczucie własnej niemocy. Podczas jednego z takich rozładunków na dłoni Tadka zacisnęła się ręka trupa. Rozładunek był wyczerpujący, a gorąc panujący w powietrzu tylko potęgował ten efekt. Po tylu transportach bohaterom trudno było odczuwać jakąkolwiek empatię czy litość w stosunku do nadjeżdżających. W pewnym momencie Tadek sam mówi, że marzy o powrocie do obozu. Mimo braku w nim ubrań i posłań tylko to miejsce jest dla niego oazą spokoju i wytchnienia.

Niestety transporty wciąż przyjeżdżały. Tadek patrzył na nowo przybyłych i wiedział, że cały ich dobytek, choćby najlepiej ukryty, i tak zostanie odnaleziony. Niemcy wyślą więźniów do roboty lub do gazu, a ich ubrania dokładnie przeszukają. Nie tylko zgarną brylanty, złoto, pieniądze znalezione w kurtkach czy podeszwach butów. Dobiorą się też do ust, gdzie można schować kosztowności pod językiem, dobiorą się do macic i kiszek, a nawet wyrwą złote zęby. Nasz bohater to wszystko wiedział, lecz nic nie mógł powiedzieć, nic nie mógł zrobić. Aby przeżyć, musiał być jak inni w Kanadzie. W końcu nadjechał ostatni pociąg z więźniami. Nareszcie udało się wszystkich podzielić. Esesman zrobił ostatnią kreskę w notesie. Tego dnia, kiedy Tadek pomagał innym w rozładunku, do obozu przyjechało aż piętnaście tysięcy ludzi. Ciężarówki, piece, Niemcy oraz członkowie Kanady pracowali na okrągło. Po całym dniu wracali do obozu objuczeni w nowe ciuchy, jedzenie i łapówki. To nie jest tak, że Kanada mogła sobie wnosić do obozu, co tylko chciała. Czarna kawa, jedwab czy kosztowności stanowiły zapłatę dla wachmanów, czyli strażników, by więźniowie mogli przejść bez kontroli. A oni przez kilka następnych dni mogli skosztować szynki, konfitur, likierów czy wódki. Wszyscy w obozie będą dobrze wspominać ten transport. Transport „Sosnowiec-Będzin”, który był bogaty i zasobny. Tymczasem nocą wciąż widać pracujące kominy krematoriów, z których wydobywa się dym.

Proszę państwa do gazu - problematyka

Proszę państwa do gazu nie należy do łatwych lektur. Opowiadanie przedstawia tylko jeden dzień z życia Tadka, a pamiętajmy, że takich dni było o wiele więcej. Tyle jednak wystarczy, by samemu oczami wyobraźni zobaczyć, jak wykańczające były to chwile. Nie tylko niszczyły człowieka fizycznie, niezwykle silnie wpływały przede wszystkim na jego psychikę. Bohater podczas pracy przy rozładunku pęka. Zaczyna zastanawiać się, co się z nim stało, czy dalej jest dobrym człowiekiem. Przestał współczuć ludziom, którzy trafili do obozu. Choć to właśnie dzięki nim udało mu się zapełnić swoje kieszenie i tym samym zapewnić sobie jedzenie na najbliższe dni, przepełnia go nienawiść, że z powodu nowych więźniów musi pracować. A jednym z jego obowiązków było wynoszenie martwych, dziecięcych ciał z wagonów i umieszczanie ich na pace ciężarówki. Tadkowi trudno też było przebywać w towarzystwie ludzi wprawionych w tego typu zadaniach. Doświadczenie pozostałych więźniów pozwalało im wykonywać wszystko mechanicznie, traktowali to, jak zwykłą pracę.

Już sam tytuł opowiadania wiele znaczy. „Proszę państwa do gazu” to niejako zobrazowanie każdego nowego transportu. Więźniowie, którzy przywożeni byli na rampę w bydlęcych wagonach, nie wiedzieli, co ich czeka. Zakładali, że przyjechali do pracy. Niestety na miejscu nikt nie odważył się podać im szczegółów. Niepisane prawo mówiło, by nie odpowiadać na zadawane pytania, a po prostu kierować ludzi na rzeź lub na przejazd do obozu koncentracyjnego. Dla Niemców pojmani byli wyłącznie kreskami w notesie. Odrobinę bardziej istotni byli ci zdrowsi. Jak mówi sam Tadek - gaz i tak na nich czeka, lecz wcześniej muszą wykonać swoją pracę w obozie.

Tadeusz Borowski w swoim opowiadaniu w sposób bardzo wymowny obrazuje zmianę człowieka w obozie koncentracyjnym. Członkowie Kanady, z którymi pracował tego dnia, przestali odczuwać litość. Stali się robotami, swoją pracę wykonują mechanicznie i nie zwracają uwagi na płacz, śmierć czy porzucenie dziecka. Zdarzały się nawet sytuacje, w których Kanadyjczycy wyżywali się na przyjezdnych. Takie zachowanie opisuje Henri, jeden ze znajomych Tadka, który tłumaczy, że na rampie można dać upust negatywnym emocjom. Byli to ludzie zlagrowani, czyli tacy, którzy zostali przesiąknięci obozowym instynktem przetrwania i działali w myśl zasady odwróconego dekalogu. By przetrwać, trzeba było kogoś poświęcić. Dla Tadka na początku było to niepojęte. Dopiero pracując do późnych godzin wieczornych, zaczął tracić uczucia i stawać się ludzką maszyną, zupełnie jak jego towarzysze.

Behawioryzm narratora w Proszę państwa do gazu

Jak już wiesz, narrator w tym opowiadaniu występuje w formie pierwszoosobowej. Nie jest wszechwiedzący, nie stara się zgadywać, co motywuje innych, ani co mogą odczuwać w danym momencie. W takiej konstrukcji ujawnia się behawioryzm, czyli sposób ukazania postaci polegający na opisywaniu tego, co widać gołym okiem. To rejestrowanie gestów i zachowań ukazujących się w ważnych momentach. Behawioryzm odrzuca analizę psychologiczną, zamiast tego skupia się na werbalnej warstwie. Pozwala zachować obiektywność opisywanych postaci poprzez przedstawianie jedynie faktów. Tadek nie bawi się w monologi wewnętrzne, nie próbuje stać się obozowym psychologiem czy specjalistą od ludzkich emocji. Kluczowe jest to, co widoczne dla oka.

Motywy obecne w Proszę państwa do gazu

W opowiadaniu Borowskiego znajdziemy także kilka ważnych motywów. Wsłuchaj się uważnie, żebyś niczego nie pominął.

  • Motyw Żydów – czytając „Proszę państwa do gazu”, ma się wrażenie kontaktu z czymś niesamowicie zorganizowanym. Podczas całodniowego przyjmowania transportów i segregowania ludzi wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Uświadamiając to sobie, nagle zdajemy sobie sprawę, że czytamy nie tyle relację Tadka, ile opis znakomicie prosperującej fabryki śmierci, w której swoje dusze zostawiali Żydzi. Według Niemców byli jedynie podludźmi, niegodnymi szacunku.
  • Motyw śmierci – ludzie transportowani w zwierzęcych warunkach byli traktowani przedmiotowo. Tych mających jeszcze siłę wysyłano do pracy, pozostałych, czyli starych, chorych, niepełnosprawnych, a także dzieci i większość kobiet od razu wysyłano do krematoriów.
  • Motyw zagłady – jak inaczej można nazwać śmierć milionów ludzi? Żydzi oraz przedstawiciele innych narodów w obozie Auschwitz-Birkenau byli masowo zabijani, głodzeni, wykorzystywani do wyczerpującej pracy.

Do pełnego zrozumienia opowiadania warto zapoznać się z kilkoma niezbędnymi zwrotami. Pomogą ci one poznać używany w obozach język. Najważniejszymi z nich są:

  • Lager – obóz koncentracyjny.
  • Kanada – wybrana grupa więźniów pracująca przy transportach ludzi. Przynależność do Kanady była swego rodzaju nobilitacją i gwarantowała brak głodu. Więźniowie do baraków wracali objuczeni w marmolady, cukry, wędliny i chleb.
  • Bloki – tak nazywano baraki, do których przypisywano poszczególnych więźniów.
  • Fleger – sanitariusz w szpitalu. Aby objąć to stanowisko, należało przejść odpowiednie przeszkolenie. Nasz bohater Tadek w obozie jest flegerem, choć tego dowiadujemy się z opowiadania „U nas, w Auschwitzu…”. W „Proszę państwa do gazu” pomaga innym Kanadyjczykom przy rozładunku.
  • Esesman – Niemiec pilnujący więźniów w obozie.

Najnowsze