Szef resortu sprawiedliwości regularnie pojawia się w pracy w towarzystwie swojego czworonoga. Jedenastoletni niemiecki terier myśliwski wabi się Tofik i stanowi nieodłącznego kompana polityka. W rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej” Waldemar Żurek zdradził, że zwierzak jeździ z nim w niemal każdą delegację poza stolicę. Na miejscu zawsze czeka na niego przygotowane posłanie, pełna miska oraz ulubione gadżety do zabawy, dzięki czemu czas mija mu niezwykle szybko. Minister podzielił się również nietypowym incydentem, do którego doszło podczas jednego z wyjazdów nad polskie morze.
Kiedy pojechaliśmy do Trójmiasta, podczas porannego spaceru zobaczyłem w zaroślach dziki. Odwracam się na pięcie, by Tofik ich nie zauważył, ale nagle z zarośli wybiega odyniec. Tofik wpada w jazgot i chce się wyrwać ze smyczy, by dopaść dzika. Musiałem wziąć Tofika na ręce. Uciekłem z nim do hotelu, gubiąc po drodze klapki. Więc na tych wyjazdach wcale nie jest nudno - opowiadał.
Zwierzak jest absolutnym oczkiem w głowie Waldemara Żurka. Kiedy wspólnie wychodzą na zewnątrz, polityk całkowicie skupia się na swoim towarzyszu i celowo nie zabiera ze sobą telefonu komórkowego. Terier jest traktowany w domu jak pełnoprawny członek rodziny. Jak relacjonuje szef resortu sprawiedliwości, choć Tofik ma swoje wyznaczone miejsce do spania, nocą cichaczem zakrada się do sypialni gospodarzy i wskakuje na materac: - My udajemy, że śpimy, on udaje, że go tam nie ma.
Obecność czworonogów w życiu polityka to nic nowego. Waldemar Żurek z sentymentem wspomina lata dziecięce, kiedy w jego rodzinnym domu mieszkała suczka Rita. Zwierzę miało bardzo specyficzny charakter, ponieważ wyjątkowo źle reagowało na koty oraz osoby będące pod wpływem alkoholu. Kiedy po zmaganiach z chorobą Rita odeszła, rodzina przygarnęła kolejnego psa o imieniu Perełka: - Szczenię od sąsiadów, miała coś z ratlerka. Wszędzie z nami jeździła. W późniejszym czasie do familii dołączył jeszcze jeden czworonóg wabiący się Bartek.
- U nas biegał swobodnie po ogrodzie. Potrafił wdrapać się na ogrodzenie i uciec do sąsiadów. Nie raz przyniósł kurę, ciesząc się, że może dorzucić się do obiadu - wspominał w wywiadzie minister.